Konkurs rocznicowy

Go down

Konkurs rocznicowy

Pisanie by AdDur on Nie Sie 10, 2014 1:48 pm


Panowie i panie. Obcy i ludzie. Nie spodziewałem się, że się uda, ale jednak - dotrwaliśmy 20 tur, a gra trwa już ponad 4 miesiące. Oby wiele było jeszcze takich rocznic. Postanowiłem uczcić tą okazję... konkursem literackim. Trwać on będzie do 24.08 (dwa tygodnie czasu). Chcący wziąć udział w konkursie muszą napisać opowiadanie na następujący temat:

"Spotkanie ludzkiej ekspedycji badawczej z waszą rasą"

Jak widać temat jest szeroki. Spotkanie na innej planecie? Marsie? Obcy odwiedzający wyprawę księżycową? Zostawiam to już waszej inwencji. Na prace czekam na PW, Wśród nich wybiorę najlepsze (mam nadzieję że tyle ich będzie), ale każdy kto napisze opowiadanie zostanie w jakiś sposób nagrodzony. Zatem powodzenia!

I niech moc będzie z wami!
avatar
AdDur

Liczba postów : 1474
Join date : 03/03/2014
Age : 23
Skąd : M(h)roczna Wieża

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Konkurs rocznicowy

Pisanie by AdDur on Pon Sie 25, 2014 7:43 pm

Cóż po długich wątpliwościach i zapoznaniu się z wieloma... Co ja kłamię, prace przyszły dwie. Po prawdzie nadzieja była na więcej, ale i tak fajnie, że ktoś poświęcił czas i napisał. Dotarły do mnie prace Darne'a i Zemana. Zwycięzcą ogłaszam Zemana, ale gratuluję obu. Obaj dostaną też nagrody (w najbliższym czasie). Poniżej zamieszczę prace.
avatar
AdDur

Liczba postów : 1474
Join date : 03/03/2014
Age : 23
Skąd : M(h)roczna Wieża

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Konkurs rocznicowy

Pisanie by AdDur on Pon Sie 25, 2014 7:44 pm

Opowiadanie Zemana:

Podczas Zimnego Snu nie ma marzeń. Mózg, tak jak reszta ciała, jest zahibernowany, w przeciwieństwie do normalnego śnienia. Żadnych barw, kolorów czy obrazów jedynie czarna otchłań, pustka. John Harper często zastanawiał się, czy tak właśnie wygląda kraniec wszechświata.  Gorące chemikalia wybudzające po raz kolejny wpłynęły w jego żyły, a on sam zwrócił płyny chłodzące ze swojego żołądka i płuc. Nigdy się do tego nie przyzwyczai, pomyślał. Wzrok jak zawsze był ostatnim zmysłem, który ponownie przestrajał się do warunków poza komorą śpiąca. Słyszał jak reszta załogi Apollo 3000 wypada na chłodny chodnik statku. Chwała NASA i modułowi ruchu wahadłowego za fałszywą grawitacje. John przetarł kolejny raz oczy, czując jak chłodny płyn ucieka zewnętrznymi kącikami na jego policzki. Zobaczył resztę załogi ekspedycji. Przedstawicielka nowo-azjatyckiej dywizji Minamoto Asaka, rosjanin  Siergiej Ivanovicz, kanadyjczyk James Clinton oraz kapitan Hans Stein, niemiec. Chwała Bogu za to że ostatecznie do trzeciej wojny nie doszło, a całe to zdarzenie pozwoliło utworzyć Unie Zjednoczonej Ziemi. Tylko dzięki temu udało się założyć w pełni funkcjonalną kolonie w systemie Alpha Centuri. Nie były duże, ale samowystarczalnie.  

Gdy już cała załoga odświeżyła się i przebrała w świeże odzienia, oraz nieco pojadła, Kapitan wezwał ich na odprawę. Wysoki Hans o typowo aryjskiej urodzie znany był ze swojej wręcz szaleńczej punktualności. – Każdy z was wie, dlaczego zostaliśmy tutaj wysłani. Jednak nie jest to cała prawda. Tak, kolonia Newton zaczęła mieć problemy ze swoimi systemami hydroponicznymi oraz potrzebują świeżej dostawy wodoru do ich generatorów atmosferycznych. Niestety, dostaliśmy informacje, że uszkodzenia te nie wynikły z przypadku, a są najprawdopodobniej próbą sabotażu. Podejrzewamy, że Marsjanie mogą mieć z tym coś wspólnego. Od dawna walczą z Unią Ziemską o wpływy w tym systemie. Dodatkowo, podczas naszego snu łączność z kolonią została zerwana. – James potarł nerwowo dłonie. Był lekarzem w tej misji, a możliwy kontakt z agresywnym wywiadem niezbyt dobrze wpływał na jego morale. John jedynie westchnął, wracając spojrzeniem do Kapitana. On był Amerykańskim żołnierzem, ze sławnej na cały Układ Słoneczny akademii Kosmicznych Marynarzy. Nie potrzebował zadawać pytań, tak więc zaraz po usłyszeniu typowego podziału zadań i obowiązków, opuścił sale konferencyjną i udał się by sprawdzić ich sprzęt oraz broń. Mieli jeszcze dwie godziny zanim dotrą do kolonii.


***


Charakterystyczny syk przerwał cisze która towarzyszyła im podczas wycieczki ze statku przez trap, aż do włazu kolonijnego. Główny hangar był zamknięty, a cała kolonia widocznie pozbawiona była światła. Na całe szczęście, znajdowali się na jasnej stronie planety w tym momencie. Właz awaryjny trzeba było otworzyć manualnie. Całe szczęście Minamoto odczytała poprzez zewnętrzne skanery swojego technicznego skafandra że w środku znajduje się powietrze, rzadkie jednak zdatne do oddychania. Gdzieś musiała być nieszczelność, ale do tego potrzebny był dostęp do aktywnych systemów.  Tam też się skierowaliśmy…


***


Nie przerażały mnie ciemne korytarze, rozjaśniane jedynie latarkami naszego zespołu. Nie budził we mnie strachu fakt, że znajdujemy się daleko od ziemi, a wokół nas panuje próżnia. Tutaj żyło ponad dwieście ludzi. Nie spotkaliśmy żadnego. Co gorsza, nie było śladów krwi, walki ani innych podobnych elementów. Jakby wszyscy po prostu wstali i wyszli. Tak czy inaczej, Minamoto właśnie dostawała się do generatorów. Już wkrótce kolonia ponownie rozświetli okolice, a my dowiemy się gdzie znajdują się wyrwy.

***


Kolonia była dosłownie podziurawiona drobnymi szparami, zapewne od kul. Jakiś baran musiał strzelać w przestrzeni, zapominając co dzieje się gdy pocisk nie trafia w cel. Gorszym zagrożeniem były jednak trzy pokaźne dziury, każda w innym, dość krytycznym punkcie całej kolonii. Stacja nadawcza, systemy podtrzymywania życia oraz hangar. Kapitan zdecydował że najpierw powinniśmy zająć się komunikacją. Trzeba będzie o wiele większej ekipy by naprawić wszystkie systemy.  Znaleźliśmy pierwsze ślady walki – łuski po amunicji, które wtoczyły się pod automat z napojami. Zmiana ciśnień musiała przewrócić go gdy weszliśmy do korytarzu, bo usłyszeliśmy huk.  Ktoś musiał to wszystko wyczyścić. No, prawie wszystko.


***


Sytuacja stała się poważna. Systemy komunikacyjne były dosłownie stopione. Coś musiało użyć bardzo wysokiej temperatury, by dosłownie wyparować stal i elektronikę. Co gorsze, znaleźliśmy pierwszą dziure – najwidoczniej przez sufit przebił się, albo przetopił obiekt wykonany z nieznanego nam stopu stali, kwarcu , węgla oraz wolframu.  To coś było kapsułą, w której mógł zmieścić się człowiek, co grosza pasażera brakowało a ślady nie wskazywały na to, by umarł w swoim podzie. Od tego momentu miałem nieodparte wrażenie, że coś nas śledzi. Może roboty były wciąż aktywne? Automatony także gdzieś wyparowały…


***


Rosjanin gdzieś zaginął. Miał za zadanie sprawdzić awaryjne systemu komunikacji, ale potem zerwał się z nim kontakt. Podejrzewamy że to wynik burzy magnetycznej, ponieważ planeta zbliżyła się do tutejszej młodej gwiazdy na tyle, że fale promieniowania uderzyły w jej powierzchnie. Na szczęście kolonia była przystosowana do tych warunków, więc jedynie strefy z wyrwami były zagrożone. Pech chciał, że Siergiej akurat się w takiej znajdował. Kapitan zdecydował że przeczekamy ten moment i uzupełnimy powietrze w naszych skafandrach, a potem ponownie spróbujemy komunikacji z Siergiejem. Mam nadzieje, że nic mu nie jest.


***


Udało nam się połączyć z Rosjaninem. Rzeczywiście, nieco promieniowania beta przedostało się do wnętrza strefy nadawczej, przez co zakłóciło to naszą komunikacje. Morale zaczynają powoli siadać. Minamoto pozostaje najbardziej stabilna, póki co. Kanadyjczyk już dawno zaczął panikować, przez co został odesłany na pokład Apollo. Kapitan mówi, że sprawdzimy jeszcze hangar i wracamy na orbitę. To wszystko przerasta nasze kompetencje. To dziwne uczucie śledzenia znikło, kiedy nastała nas burza elektromagnetyczna. Widać niektóre z mikro-kamer musiały być aktywne. Cholerna inwigilacja korporacyjna…


***


Jeśli ktokolwiek odbierze to nagranie, niech wie, że Ludzkość jest atakowana przez nieznanych wrogów z kosmosu. Baza w Alfa Centauri jest stracona. Cokolwiek to było, oszukało nas wszystkich. Ich technologia pozwala na aktywny kamuflaż optyczny, oraz natychmiastową znajomość naszej mowy. Siergiej umarł podczas burzy EMP. Istota dysponowała bronią termiczną, prawdopodobnie opartą na plazmie. Kapitan umarł natychmiastowo, gdy coś co identyfikuje jako ostrze roztopiło go w pół. Amunicja Wolframowa z Karabinku Gaussa najwidoczniej zabiła wroga. Nie miałem czasu by się temu przyjrzeć, zabrałem ze sobą Minamoto i ukryliśmy się na mostku obserwacyjnym nad hangarem. Jeszcze żyjemy i posiadamy zapasy na dwa tygodnie. Nadajemy S.O.S. na częstotliwości rosyjskiej. Minamoto jest dziwnie spokojna, jednak upewniłem się, że nie jest podstawiona. Musieliśmy sprawdzić także nasze skafandry, na szczęście na mostku obserwacyjnym jest atmosfera. Jeśli to słyszycie, Unia musi zostać powiadomiona. Marsjanie także.


***


Wyruszyłem samotnie by sprawdzić stan James’a .Wciaż mamy z nim kontakt, chociaż także jest przerażony. Opowiada historie o dziwnych humanoidalnych kształtach które poruszają się z nieludzką zręcznością po całej stacji. Najwidoczniej bliska odległość od słońca zakłóca działanie ich maskowania. Już wiem co znaczył błękitny rozbłysk za nami, gdy uciekaliśmy od ciała kapitana. Najwidoczniej z pomocą tej samej technologii plazmowej, ciało zostało wyparowane. Przynajmniej mam taką nadzieje…


***


Nie wiem gdzie jest Minamoto. Znikneła wraz ze swoim skafandrem, podczas gdy odzyskiwałem doktora James’a z pokładu Apollo. Zabrała swój skafander i część pożywienia.  Strach musiał ją dopaść. Sam lekarz jest także w stanie ogromnego przerażenia. Boi się wyjść ze skafandra i trzyma się z dala od szyb. Mam nadzieje że nie będę musiał go obezwładnić. W tej sytuacji potrzebny jest każdy człowiek. Odzyskałem też broń i nieśmiertelnik Kapitana Stein’a.


***


Obca jednostka zadokowała przy stacji. Dzięki wbudowanej optyce mojej broni, pozwoliło mi to ich śledzić. Nagrany obraz zostawiam w pamięci mojego wewnętrznego komputera skafandru, wraz z tymi nagraniami. Istoty są humanoidalne, niemalże ludzkie, jednak skafandry których używają uniemożliwiają mi identyfikacji tego, co znajduje się pod nimi. Ich jednostki są o wiele bardziej zaawansowane od naszych. Widzę także niższe osobniki, rozmiarów dziecka. Najwidoczniej są czymś w rodzaju ich tragarzy czy techników. Zauważyłem także kombinezon Minamoto, najwidoczniej została wzięta na zakładnika. Tylko dlaczego nie jest w żaden sposób skrępowana…


***


Wszystko stało się jasne w momencie, gdy wyeliminowałem osobnika, który został pozostawiony na stacji by prawdopodobnie nas wyeliminować, bądź zdetonować placówkę. Miał przy sobie ładunek wybuchowy. Moja kula oderwała przednią osłonę jego maski, przez co udusił się natychmiastowo. James szybko zauważył to, co mój umysł usilnie starał się odepchnąć. Wrogiem było człowiek, azjata, nieco inny niż tych którzy zamieszkują Ziemie i Marsa, jednak wciąż – człowiek. Błekitny ogień który strawił jego ciało podświetlał nasze plecy, gdy z przerażeniem spoglądaliśmy w pustkę nad planetą. Już dawno pogodziliśmy się z naszym losem, w momencie gdy Apollo został zdetonowany. Musicie odnaleźć te wiadomość i przekazać nagranie z moich kamer oraz skafandra James’a do władz ludzkich, nie, Ziemskich. To jest inwazja. Nigdy nie widziałem statku większego niż księżyć do tej pory.


***


James już usnął. Mnie pozostało pięć minut powietrza w skafandrze. Widać nawet w najdalszych częściach galaktyki, w najgłębszej niepoznanej otchłani czai się nemezis ludzkości. Wróg, który od zawsze przeznaczony był przynieść nam śmierć. Homo homini lupus est…
Jaine, Anna, kocham was.
avatar
AdDur

Liczba postów : 1474
Join date : 03/03/2014
Age : 23
Skąd : M(h)roczna Wieża

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Konkurs rocznicowy

Pisanie by AdDur on Pon Sie 25, 2014 7:45 pm

Nowy, wspanialszy świat (by Darne):

To miało być największe z dzieł ludzkich w całej historii planety.
Okazja była nie byle jaka – w końcu właśnie mijał cały wiek od zakończenia II wojny światowej. Całe sto lat pokoju (pomijając "drobne" konflikty w Afryce i Azji, które w cywilizowanym świecie łatwo było zignorować), nowy podział świata, tryumf nowoczesnych ideologii, rozumu i woli.
Każde ze światowych imperiów czciło to na swój sposób – w Germanii przywódcy III Rzeszy niemalże bez przerwy brylowali na ulicach i w mediach, rozprawiając żywo o "nieuniknionej sprawiedliwości dziejowej", która miała miejsce w 1947 roku, o wielkim dziele tworzenia zjednoczonej Europy w formie, jaką znał i kochał każdy mieszkaniec kontynentu, oraz o uratowaniu milionów potencjalnych ofiar straszliwego, totalitarnego komunizmu, który został wtedy rozbity raz na zawsze. Oczywiście, to ostatnie było mówione w miarę rzadko, tak by nie wywołać burzy dyplomatycznej w kontaktach z Pekinem. Rząd Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich może i wyrzekł się pod koniec lat 80-tych jakichkolwiek pretensji terytorialnych w Europie, ale Azjatyckiego Feniksa – jak określano ten kraj, biorąc pod uwagę jego zadziwiający powrót do ligi światowych mocarstw, po tym jak zdołał zjednoczyć prawie cały kontynent – nie warto było drażnić. W końcu kto by chciał denerwować setki milionów Chińczyków, Hindusów i Rosjan? Zwłaszcza, że ci byli – przynajmniej według oficjalnej propagandy – nad wyraz zadowoleni z okazji nadchodzącego jubileuszu. Od zakończenia procesu przekształcania starego, (nie)dobrego ZSRR w jego obecną formę, rok 1947 był utożsamiany nie z upokarzającą klęską i utratą wszelkich wpływów w Europie, lecz raczej z wyzwoleniem Chin i Indii spod wpływów obcych mocarstw i rozpoczęciem tworzenia zjednoczonej, silnej Azji.
Świętowano zatem hucznie, z rozmachem i na bogato, rozdzielając czas po równo między zabawę i pracę. Jedna fabryka po drugiej zgłaszały przekroczenie planu produkcyjnego, ku chwale socjalizmu i wolności, a ci z robotników, którzy mieli siły, by nie zemdleć od razu po wyjściu z pracy byli rzucani w wir mniej lub bardziej poważnych imprez.
No i, oczywiście, była Federacja Wolnych Państw. Amerykańskie super-imperium, oddane idei wolności i demokracji, miało najmniej do świętowania. Odbyło się kilka rachitycznych przemówień o pomszczeniu Pearl Harbor i wielkiej ofiarności żołnierzy, poległych w inwazji na Wyspy Japońskie, lecz poza tym ignorowano temat końca wojny – nomen omen, zakończonej ogromną kompromitacją USA i ich ówczesnych sojuszników – i skupiono się raczej na pianiu z zachwytu nad faktem, że przez kolejny wiek nie wybuchła kolejna wojnna światowa, oraz nad Projektem.

A czym był Projekt?
Projekt miał być ukoronowaniem całego wieku pokoju i wyrazem dążeń każdego ze światowych mocarstw do tego, by utrzymać obecny stan rzeczy. Każdy dał coś od siebie – czy to ogromną i tanią siłę roboczą (jak ZSRR), najlepsze na świecie technologie rakietowe (jak Rzesza), czy ogólny projekt, jak FWP. Miało to w efekcie dać symbol całej ludzkości, gotowej do zapominania o dawnych niesnaskach, z optymizmem patrzącej w przyszłość i dążącej do zjednoczenia w różnorodności. Niemalże cały świat kibicował temu niezwykłemu dziecku demokracji, nazizmu i komunizmu – a nieliczni niezadowoleni, jak na przykład mieszkający w obu Amerykach potomkowie uciekinierów z Europy, mogli protestować do usranej śmierci, pewni, że ich działania zostaną przemilczane nawet w lokalnych mediach, by nie psuć podniosłej atmosfery.
W końcu cudownym dzieckiem gatunku Homo Sapiens miał być największy statek kosmiczny w historii.

Data odpalenia - 28 października - nie została wybrana przypadkowo. To właśnie wtedy, w 1947, z ruin najstraszliwszej wojny w historii wyłonił się nowy ład, gdy po zgnieceniu Japonii, z której po przejściu armii alianckiej pozostały tylko ruiny, zamieszkane zaledwie przez kilkanaście milionów ludzi, w miejscu neutralnym - w Genewie - podpisano traktat, który kończył wojnę.
Wtedy mocarze tego świata zebrali się w ramach uwieńczenia szaleńczego aktu destrukcji. Teraz zbierali się, by świętować nowy owoc pracy ludzkich rąk.
Były wiwaty. Były przemówienia. Fuhrer, I sekretarz i prezydent uścisnęli sobie ręce. Uroczyście przecięto wstęgę. Na oczach całego świata kosmonauci - z Europy, z Azji i z Ameryk (Afrykę, która w 1947 roku straciła szansę do aspirowania do roli do czegoś więcej niż źródła surowców i siły roboczej, olano) weszli na pokład. Jeszcze trochę powiwatowano, gdy ogromne silniki rozpoczęły pracę, by pokonać przyciąganie ziemskie i wzlecieć na orbitę. Potem jeszcze tylko bankiet i można było wracać do domu.

Tymczasem, po dość długim czasie, astronauci przeżywali szok.
To nie była pierwsza wyprawa w kosmos, ani pierwsza załogowa. To była przede wszystkim pierwsza, która miała dolecieć tak daleko - bo aż na Europę, by zatknąć na tym księżycu flagę Ligii Narodów i dokonać kilku badań. Idealna rzecz by pokazać światu, co potrafią Ziemianie gdy się zjednoczą.
W planach załogi Projektu stanowczo nie leżało wykrycie dziwnej anomalii i nagłe znalezienie się w innym układzie słonecznym, do tego z dziwną asteroidą, poruszającą się w sposób nieregularny, i wyglądającą jak statek kosmiczny.
- To chyba statek kosmiczny - powiedział Niemiec numer jeden, przyglądając się nieznanemu obiektowi. Reszta załogi, w zbyt wielkim szoku by myśleć logicznie, wpatrywała się tylko w swoje przyrządy, próbując zrozumieć co się właśnie stało.
- Witajcie! - usłyszeli nagle, podskakując aż ze zdziwienia. Wszyscy, jak jeden mąż, przenieśli wzrok na jeden z ekranów, który nagle przestał pokazywać jakieś nudne informacje o stanie technicznym okrętu, a zamiast tego wyświetlił twarz. Uśmiechniętą. Wręcz promieniującą szczęściem i pozytywnymi myślami. Wszyscy odruchowo poczuli sympatię do nieznajomego, tłumiącą przerażenie jakie powinno ich ogarnąć. - Nad wyraz nas cieszy wasze pojawienie się. Jesteśmy pokojowym gatunkiem, zawsze chętnym do nawiązywania nowych kontaktów z innymi rasami, by wzbogacić pangalaktyczną wspólnotę. Szczerze zapraszamy was na naszą planetę, byście odpoczęli po, zapewne, wyjątkowo żmudnej i męczącej podróży, i byśmy mogli dać wam dary dla waszego rządu - dodał jeszcze zachęcającym tonem.
- Rany... widzicie te jego aryjskie rysy? Zawsze wiedziałem, że nasi przodkowie są z kosmosu! - ucieszyli się Niemcy. Reszta wydawała się nie zwracać na nich uwagi.
- Te skośne oczy pokazują, że można mu ufać. No i posłuchajcie, jak pięknie mówi o galaktycznej klasie robotniczen - rozmarzył się jeden z astronautów z ZSRR, wpatrując się w twarz przypominającą mu swojskie okolice Maogradu.
- Tak... ależ oczywiście, ku chwale demokracji! - zasalutował panelowi amerykanin, zrywając się na równe nogi.
- Co się stało? Gdzie jesteśmy? - na mostek wpadł kolejny z mieszkańców FWP, który jeszcze chwilę temu słodko sobie drzemał w kajucie, korzystając z czasu wolnego. Jego przerażony wzrok przejechał po panelach. - I czemu wszyscy się gapicie na panel ze stanem silni...
- Lądujemy! - zadecydowała jednogłośnie cała reszta. Tylko nieszczęsny FWPowicz dalej patrzył się, nie rozumiejąc niczego.

Gdy koledzy, którzy byli świadkami tego niezwykłego zdarzenia, entuzjastycznie tłumaczyli mu jaki to ogromny krok rasa ludzka poczyniła właśnie w drodze ku przyszłości, Projekt podszedł do lądowania.
Wyszli.
Były wiwaty. I były przemówienia. Mnóstwo pięknych kobiet, każda taka o jakiej każdy z astronautów marzył. Było wiele pozytywnych emocji. Całą idyllę psuł tylko jeden wariat z FWP który, wyraźnie nieprzekonany co do tego co mówili mu koledzy, próbował ich odciągnąć od lądowania, a następnie od wychodzenia, bełkocząc coś o jakiś potworach, tętniących nieprzyjemnie organicznymi ścianami budynkach czy latających dookoła myśliwcach. Reszta się nie przejmowała, bo niby czym? Wszystko było idealnie.
Gdy już obezwładnili świra, który najwyraźniej miał załamanie nerwowe, wreszcie podążyli - zgodnie z poleceniem gospodarzy, którzy zaczęli mówić coś o tym jak przed wiekami złe Imperium Nieskońcoznego Słońca rozsiało ludzi po galaktyce, i część trafiła tu, a część dała początek Ziemianom - do budynku, gdzie miał być bankiet na ich cześć.
Wszyscy zginęli szczęśliwi jak nigdy w życiu.
Nieszczęśnik z FWP, który okazał się odporny na telepatię Roju, miał dużo mniej szczęścia. Jako jednostka najbardziej oporna był utrzymywany przez jakiś czas przy życiu, by zrozumieć dlaczego oparł się wpływom drapieżników. Gdy już zakończono szereg badań, pożarcie go przez kilku wojowników Roju przywitał jako ulgę.

Dość niefortunnie, okazało się że cała Ziemia jest za duża, by objął ją wpływ telepatyczny, a zajmowanie jej w niewielkich porcjach byłoby zbyt długotrwałe. Rój wpadł, pożarł część Ziemi, przyjął kapitulację reszty, robił z ludzkością wiele bardzo niesympatycznych rzeczy które zakładały mutacje, niewolenie, eksperymenty i tym podobne rzeczy, po czym ruszył dalej, pozostawiając cudowny świat, w którym każdy człowiek był idealny, inteligentny, uprzejmy i połączony z wieloma innymi gatunkami tą niezwykłą i cudowną więzią, jaką zapewnia żerujący na ich ciałach telepatyczny pasożyt, potrafiący zmienic nawet krowę w istotę z piekła rodem. Ludzkość wreszcie znalazła swoje miejsce w galaktyce, mniej lub bardziej chętnie dołączając do dzieła udoskonalania całego wszechświata.
W końcu było na pewno jeszcze bardzo wiele gatunków, chętnych by podzielić się z Rojem tym, co najlepsze. I najsmaczniejsze.
avatar
AdDur

Liczba postów : 1474
Join date : 03/03/2014
Age : 23
Skąd : M(h)roczna Wieża

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Konkurs rocznicowy

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach