Misja po Nowy Świat [sesja]

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Go down

Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Sob Lis 25, 2017 9:04 am

JOINOWO

POPULACJA: 7
Join (kusza), Kon(pawęż, okuty kij, skórzana zbroja cierniowa, lutnia), Faren (noże do rzucania, dwa krótkie miecze, karty do gry), Róża, Martha, Morthred (kusza), Żegota

BUDYNKI:
Schronisko w ruinach
Wnętrze:
Komnata pierwsza (Martha i Nadia):
- łóżko dwuosobowe
- stół
Komnata druga (Żegota)
- łóżko jednoosobowe
Komnata trzecia (mężczyźni)
- 4 łóżka 1 osobowe
Tajemnicy tunel w ruinach
Komnata przy wyjściu z ruin
- palenisko
- drzwi wejściowe drewniane, wzmocnione z ryglem
Stanowisko strzeleckie na dachu ruina zamaskowane roślinnością

Na zewnątrz:
Ołtarz Bogini Adeoglorii
- palenisko rytualne
Mały ogród
- magiczny krzak dzikiej róży
- niewyrośnięte warzywa i zioła
Wiele pułapek, lokacje znane mieszkańcom

Zasoby
Sieć rybacka
2 beczki pełne ryb
Wiele lin i drewna
odkrywka gliny
mały piec gliniany

NIEZBADANE LOKACJE
- duża jaskinia w sporym kopcu ziemi; Kopiec miał wysokość ponad 3 metrów i średnice 12 metrów. Jaskinia prowadziła wgłąb ziemi i jej wejście było półokrągłe o średnicy 2 metrów,
- wiele różnych ziół i grzybów i jagód rosnących w okolicy, ale nieznanych, więc trzeba byłoby wymyślić sposób na sprawdzenie ich funkcjonalności
- mały ziggurat w kształcie schodkowej piramidy, który na pierwszy rzut oka nie miał wejścia
- zarośnięte ciernistymi krzewami dziwne źródło wody bijące z kamienia, który był na wysokości 2 metrów i ociekał woda; co ciekawe, woda błyskawicznie wyparowywała gdy dosięgała ziemi; zwierzęta po wypiciu wody gwałtownie się leczyły lub mutowały
- przybrzeżna jaskinia, której wejście w połowie było zalane wodą
- Opuszczona kopalnia


****************************************************************************************************************


- ZIEEEEEEEEEEEEMIAAAAAAAA!!!

Taki krzyk z bocianiego gniazda wyrwał wszystkich z letargu. Wszyscy znajdujący się na pokładzie pobiegli do relingu na sam czubek łajby by popatrzeć. Jest! Wśród mgieł i zachmurzenia widać czarną masę. Kapitan statku w osobie samego Enrique de Trastámara zwany pokrótce Enrique II, wyciągnął swoją lunetę by się przyjrzeć zjawisku. TAK! Uśmiechnął się i pogładził się po wąsie. Miesiące podróży opłaciły się. Jest Nowy Ląd. Nowy Świat.

Na statku zawrzało. Zrezygnowanie, depresje, stres, niepewność, wrogość. Wszystko to uleciało w jednej chwili. Ulga wprost rozlała się po pokładzie obejmując wszystkich.

***

@Róża

W końcu się udało. W końcu ulga. Nie musi się bać o gwałt. Udało się jej utrzymać przy życiu cały statek dzięki odpowiedniemu porcjowaniu żywności, gorzałek oraz opatrunków. Nie była jedyną kobietą na statku, ale była jedyną kobietą na tyle ważną, że Szlachcic nie żądał od niej prawa pierwszej i kolejnych nocy oraz jedyną na pokładzie, a nie pod pokładem. Nie ma co się oszukiwać. Miesiące na łajbie pełnej sfrustrowanych mężczyzn nie są bezpieczne dla kobiety. Zwłaszcza dla nie, która wybijała się ponad przeciętność ze swoją urodą. Oczywiście próby były, ale szybko zostały stłumione, a kiedy wyszło na jaw, że jest ona dobrą, DOBRĄ lekarką, to nikt nie próbował więcej, że tak się mówi: "srać do włąsnego gniazda"

Na nic. Pora spisać co zostało.

Jabłka szlag trafił. No ale spełniły swoją rolę. Dzięki nim nikt nie miał szkorbutu.

Stadko kur zostało zjedzone. No niestety zabrakło paszy. Każdy lubi jeść jajka, ale one nie biorą się z niczego. A nie można było dawać zboża na zasiewy. A gdy jajka były tak słabe, że pękały pod kurą, to zostawał tylko rosół. No ale klatki zostały.

Gorzały też nie ma. Niestety niektórym szajba odbijała, i trzeba było temu zaradzić. A i jodyna się skończyła. No ale przynajmniej nie było gangreny.

[size=85]Miałem jeszcze pomysł, by wykorzystać Ciebie jako duchowego przewodnika załogi.
Bo masz śpiewnik i w ogóle. Ale nie wiem czy Ty jako postać chcesz mieć taką rolę, czy raczej wolisz mieć to w głębokiej.

Dlatego kwestie wiary zostawiam Tobie. Czy Twoja postać robiła nabożeństwa? Jaką wiarę głosiła? Jakie wartości były? Czy były spowiedzi? I tak dalej. Możesz się popisać albo olać to.[/size]

***
@Reszta

[size=85]Reszta drużyny nie miała wielkiego impetu na załogę.[/size]

***

@WSZYSCY

[size=85]Możecie jednak teraz napisać post jak wchodzicie w interakcje z innymi. Może stworzyć jakiś NPC? Może coś konkretnego robiliście? Może ktoś odkrył waszą prawdziwą tożsamość i jak sobie poradziliście (raczej pytanie do Żegoty)? Jak reagujecie na wieść, że w końcu widać ląd po wielu miesiącach podróży?

Nie będę czekał na odpowiedź gracza b9oski, bo podobno zrezygnował. Jak zdąży odpisać,
to jedziemy z nim, jak nie, to bez niego. I pewnie skasuję postać, ale to w przyszłości.

Szyszek nadal ma niewydane pkt. umiejętności.

Rekrutacja nadal otwarta.

I sesję uważam za otwartą. Wszelkie pytania w temacie Rekrutacji.[/size]


Ostatnio zmieniony przez Faust dnia Nie Sty 07, 2018 9:48 am, w całości zmieniany 4 razy
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Sob Lis 25, 2017 9:09 am

Faust napisał:
@Xel

Mężczyźni kiwnęli głową i zaczęli oddalać się od pobojowiska. Gdy oddalili się na znaczącą odległość, ale nadal byli przynajmniej kilometr od "bazy", zaczęli zbierać drewno i materiały potrzebne do połowu. Tutaj w środku dżungli surowca było bardzo dużo i był doskonałej jakości.

Faren zajął się zacieraniem śladów i dopiero czas pokaże, czy to wystarczyło.

Podczas zwiedzania dżungli natknęli się na stado małp, które na ich widok zaczęło głośno skrzeczeć, a nawet obrzucać ich odchodami. Join się wkurwił i ustrzelił dwie sztuki. Mordechai również próbował strzelać, lecz na 4 wystrzelone bełty trafił tylko raz. Efekt: trzy upolowane małpy.

Join zmrużył oczy i obejrzał koronę drzewa.

- Te! Tamte szczury pilnowały chyba jakiegoś owocowca. Widzę, że coś rośnie na górze.

Problem był taki, że drzewo miało wysokość 20 metrów, a jego pień był bez żadnych odrastających na boki konarów.

Nagle Faren wrzasnął z bólu, odskoczył i machał ręką. Do jego dłoni przyczepiony był jakiś długi robak o ziemistej barwie. Faren machał dłonią jak opętany tak, że po sekundzie insekt odpadł i poleciał gdzieś wgłąb dżungli.

Faren usiadł i jęczał z bólu trzymając się za nadgarstek. Jego wierzchnia część dłoni miała krwawiącą ranę po ugryzieniu, która już zaczęła puchnąć i siniec.

******************************************************************************************************************************************

@Szyszek

Żegota przyjrzała się napisowi. Składał się on z lśniących ciemności, pomarańczowych run, których ni jak nie potrafiła rozczytać. Lecz pomimo tego jakby wiedziała co to oznacza. Gdzieś w tle głowy coś jej mówiło, że ten napis przestrzega przed iluzją.

Dotknęła ściany, a ta nagle zafalowała jakby była z wody i rozpłynęła się w powietrzu jak dym. Wraz z nią rozpłynął się również napis. Za ścianą znajdował się ciemny korytarz czarny jak bezgwiezdna noc. Nic nie było widać bez światła. Żegota czuła z wnętrza stęchłe, duszne, ciepłe powietrze.

O ile okoliczne ściany były ułożone z kamiennych cegieł, to ściany wnętrza okrytego tunelu były zbudowane z rzeźbionego marmuru o białym i różowym kolorze.

[size=85]Żegota używa cechy z profesji Wyższe wykształcenie[/size]

Rzemiosło budowlane tego budynku wskazywało na znaczne zaawansowanie cywilizacji. W końcu ruiny przetrwały w głuchej dzicy dość dobrym stanie pomimo natury próbującej rozsadzić ściany i fundamenty korzeniami. Ciężko jednak określić dokładnie stopień technologiczny ogólny.

Jedno jednak było pewne. Ta cywilizacja rozwijała się wspaniale i tylko jakiś kataklizm mógł sprawić, że taki kunszt został porzucony. Co musiało zmusić mieszkańców do porzucenia tych budowli.

******************************************************************************************************************************************

@Skrzynek

Miriam spróbowała podkraść się do dziewczyny.

[size=85]Rzut na skradanie z karą 35% przeciwko czujności Lawendy
Lawenda ma również kary za otoczenie (hałas zwierząt, dżungli, jak również ona sama jest zajęta czymś innym)
Rzut wyszedł na korzyść półorka[/size]

Wstała i podeszła w lekkim przyucu, ze strzałą na cięciwie, prostując się by wykorzystać w zastraszaniu przewagę wzrostu, celując prosto w młodą. Przemieliła jęzorem w ustach, sama ciekawa jak jej wyjdzie wydawanie z siebie mowy innej niż mamrotanie przekleństw gdy coś ją ugryzie.

- Stój cicho, gupia! - warknęła półorczyca, po długiej ciszy nagle nerwowa od tego jak głośno się odezwała.
Jej głos przypominał coś pomiędzy zachrypniętym skrzekiem a wkurwionym warknięciem, na tyle że sama by się ledwo zrozumiała.

Martha odwróciła się błyskawicznie i zobaczyła naprzeciwko siebie zielonego potwora górującego nad nią z wycelowanym łukiem w jej twarz. Dziewczyna nie miała gdzie uciec. Wrzasnęła głośno i donośnie, aż echo poniosło jej głos po dżungli. Po krzyknięciu padłą na ziemię, skuliła się i zaczęła płakać.

******************************************************************************************************************************************

@Xel

[size=85]Nikt z drużyny w lesie nie słyszał krzyku z ruin. Nie mieli żadnego boskiego przeczucia ani nic podobnego[/size]

******************************************************************************************************************************************

@Szyszek

Żegota usłyszała krzyk strachu młodej dziewki na zewnątrz. Tej która była podopieczną kapłanki. Krzyk był głośny, piskliwi i jak najbardziej zwiastował niebezpieczeństwo.

******************************************************************************************************************************************

@Skrzynek

- Bez ruchu, albo strzała przez ryj! Dotarło?! - podkreśliła słowa warknięciem i lekkim naciągnięciem cięciwy. O ile tamta zrozumiała i nie zaczęła uciekać jakby już ją co postrzeliło, to dodała jeszcze - Krzyknij tera by wylazł jeśli kto w środku, ta? Bez broni, albo cie strzelę prosto w cyca, smarku!

Lawenda odpowiedziała jedynie głośniejszym zawodzeniem i ciaśniejszym zwinięciem się w kulkę.


Szyszek napisał:
Ciepłe powietrze z wnętrza jaskini? Dobra, to wystarczająco podejrzane by trzymać się od tego z dala bez wsparcia.
Ciekawe co tu się stanęło, że tak nagle wszystko znikło. Jaki rodzaj kataklizmu, w końcu...

Nagle krzyk. Krzyk młódki. Dziecko. KTO ŚMIE RUSZAĆ DZIECKO!? Krew momentalnie się w niej zagotowała, będzie bronić dziecka choćby napadła ją sfora minotaurów, zabierze ze sobą ilu się da. Wybiegła huraganem z pomieszczenia, i...

"Jak wszyscy się zbiorą to nie zostanie nic innego jak dopilnować, by drzwi od ruin zostały porządnie zamknięte i pospiesznie wyruszyć tam gdzie znajdują krzaki z ptasimi gniazdami oraz wąż."

... i wyważyła drzwi ramieniem, całym swoim ciałem, by zobaczyć jedynie...

"Podeszła ją od tej strony, że gdyby młoda chciała uciekać do wnętrza ruin, to będzie biegła do Miriam, a nie od niej. Teraz najtrudniejsze - wyczekać momencik gdy chucherko się odwróci i przejść cicho ostatni kawałek tak, by znaleźć się około dziesięć kroków w bok od ich "drzwi"."

... odwróconego do niej bokiem orka, celującego z łuku w dziecko. Zamarła. Plugawe, zielone wynaturzenie z którym walczyła dawno na kontynencie w milicji, spaczało swoją obecnością ziemię również tu! Pierdolone, parszywe świństwo! Zaraz, przecież dawno powinien był młódkę zabić.
"KUUURRR-WWWAAAAA!!!", dosłownie wyła w środku, lata hodowanej przez praktyki Monomacha nienawiści wobec wszelkiego nieludzkiego wypaczenia wygrzebały się w jednej chwili, na twarzy malowała się czysta, szczera, ogromna nienawiść do tej zielonej kupy gówna. Ale nie mogła się na niego rzucić, nie teraz gdy ten celuje w dziecko z napiętą cięciwą.

Trzeba będzie przeciągać grę. Postanowisz się do niego odezwać, choć wątpisz w to czy to zielone gówno w ogóle stać na tak zaawansowaną sztukę jak zlepienie kilku sylab i duknięć w sensowne słowa.
- Nie zabijesz jej - zaczęła odrzucając sztylet na bok; patrząc orkowi prosto w oczy, chcąc zmiażdżyć go wzrokiem, zmusić do chwili nieuwagi, złamać jego ducha samą tylko wolą, zaszczepić w jego podświadomości myśl że już przegrał to starcie i trzeba się wycofać; siłowała się z nim na siłę woli - jeśli ją zabijesz, stracisz kartę przetargową. Czego oczekujesz w zamian za jej życie?
Trzeba było to przeciągać, byle ork opuścił gardę, a wtedy wykorzystasz to, wbiegniesz w niego, rozpierdolisz go na miazgę, rozkurwisz go tak jak sobie na to zasługuje każde nieludzkie plugawe wynaturzenie.
Plugastwo musi zginąć. Spal Heretyka, Zabij Mutanta, Oczyść Niewiernych! - Taka jest wola Monomacha!

Żegota się orka nie bała. Nienawiść dawno już zaślepiła strach do wszelkiego wynaturzenia, została jedynie czysta żądza mordu. A nigdzie nie widziała towarzyszy tego konkretnego orka celującego z łuku, to nie było do orków podobne; zawsze chodzą w kupie, wojownicy za dychę. Musiał być sam, albo odłączyć się od stada. Zresztą gdyby był tu stadem, to by się nie podkradał i nie odcinał dziecku drogi ucieczki. Można było pertraktować i przeciągać to spotkanie, by ork w końcu puścił gardę i odsłonił się.


Xelacient napisał:
Upolowanie małp przybliżyło wizję ciepłego posiłku co znacząco podniosło morale drużyny, o do tego znaleźli drzewo owocowe co wyjątkowo ucieszyło Nadię, bo jednak ich dieta zaczynała być zbyt monotonna, no ale zanim zdążyła coś powiedzieć to Farena ukąsił robal.

Róża bez słowa przy nim uklękła, wzięła go za rękę i przyjrzała się ranie, chciała się upewnić że robal nie zostawił w ranie żądła, jak na przykład pszczoła. Jeśli coś było to usunie to za pomocą swojego medycznego nożyka, następnie lekko natnie ranę (prostopadle i na głębokość samego ugryzienie. Następnie Róża jedną dłonią zaczęła uciskać przedramię szulera, po to by spowolnić rozprzestrzenianie się trucizny po jego ciele. Następnie zaczęła wysysać jad z jego rany, miała w tym praktykę, bo jeszcze jako podlotek pomagała w ten sposób pożądlonym i pokąsanym dzieciakom. Dlatego też wiedziała, że takie wysysanie jest ryzykowne, bo sama może stać się ofiarą jadu. Jednak z dwojga złego wolała podzielić moc trucizny na ich dwójkę. Oczywiście to co wyssała to od razu wypluwała. Po zakończeniu zabiegu przemyła ranę wodą i założyła na niej opatrunek. Ponadto w celu dodatkowego spowolnienia rozprzestrzenia się jadu założyła na przedramieniu Farena opaskę uciskową, zaś jemu samemu nakazała siedzieć i trzymać ukąszona dłoń jak najniżej.

Gdy ustabilizuje towarzysza zastanowi się co robić dalej.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Sob Lis 25, 2017 9:10 am

@Xel

Feran siedział na ziemi skonfundowany. Zabieg się udał. Był prosty, niepotrzebny był rzut. Problemem był jad. Niewiadomo jak bardzo był toksyczny.

Wszyscy pozbierali małpy

- Dobra, to co? Zapisujemy to miejsce i wracamy? - zapytał się Join

@Pozostali

Żegota wyważyła drzwi bez problemu. Ma wysoką siłę, niepotrzebny rzut. Problem jest taki, że przy okazji uszkodziła je tak, że teraz się nie zamkną.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Sob Lis 25, 2017 4:05 pm

- Jeszcze chwilę tutaj zostaniemy - zadecydowała kapłanka - Ty Faren siedź spokojnie i pilnuj to co już upolowaliśmy, my pozbieramy jeszcze trochę drewna, skoro już tutaj jesteśmy to nazbierajmy tyle opału ile damy radę unieść... nie Faren, ty drewna nosić nie będziesz, w zamian za to będziesz szedł z tą ugryzioną dłonią przy samej ziemi - dodała prezentując przed szulerem jak ma to zrobić - w ten sposób jad później dotrze do twojego serca, a im wolniej będzie się rozprzestrzeniał tym lepiej.

- To co w końcu z tymi owocami? - spytał Mordechai, wyglądało na to, że żak jest nimi równie zainteresowany co kapłanka
- Jutro się nimi zajmiemy, dzisiaj jak zjemy to pójdziemy nałapać ryb.
- Do jutra z tymi owocami może być z tymi jajami - oburzył się Join - ktoś znowu nam je podbierze!
- Lepiej, żeby ktoś nam je podebrał, niż żeby ktoś sobie złamał kark przy ich zbieraniu! - odparowała Nadia - do tego pomyślcie! Teraz małpy uciekły, ale jeśli je zostawimy to jutro tutaj wrócą i będziemy mogli na nie ponownie zapolować!

Ten argument brzmiał na tyle przekonująco, że rozeszły się pomruki aprobaty.

- No dobra, koniec pogaduszek, idziemy zbierać drewno, przy okazji rozejrzyjcie się czy nie rosną tutaj wysokie, acz cienkie drzewa oraz jakieś pnącza. Jutro do tych owoców będziemy musieli zbudować drabinę, będzie łatwiej jeśli w pobliżu znajdziemy te rzeczy - dodała Róża w celu wyjaśnienia na koniec.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Sob Lis 25, 2017 9:51 pm

Miriam wygięła usta w grymasie, obnażając swoje ostre kły. Żałosna smarkula! Każe się jej nie krzyczeć a ona jakby ją ze skóry obdzierali! Kusiło teraz by posłać strzałę w jej kark, ale na razie pół-orczyca jedynie stała tam, bokiem do drzwi, niepewna czy nie będzie jej zaraz potrzebowała jako zakładniczki gdy wrócą tamci. Bo jeśli ją zastrzeli to jeszcze ściągnie na siebie głodnych zemsty innych, co nie?

Jej wahanie zostało przerwane przez tupanie biegnących po kamieniu stóp i huk otwieranych drzwi. Momentalnie odwróciła się w tamtą stronę, naciągając łuk i przykucając odruchowo. Człowiek. Babochłop trochę. Sztylet... Ale się zatrzymało toto. Widać że się nie boi jak smarkula. I pyta czego Miriam chce za życie tamtej.

To pytanie było tak pasujące do jej planu że aż uśmiechnęła się pod nosem, popuszczając cięciwę. Wciąż celowała w babochłopa kamiennym grotem, gotowa błyskawicznie napiąć łuk i wystrzelić jeśli zauważyłaby jakiś gwałtowniejszy ruch w jej kierunku.
- Jedzenie! - warknęła, idąc bokiem w stronę skulonej dziewczyny. Ustawiła się tak, by mieć ją tuż obok siebie i odrobinę z przodu, gdyby potrzebowała nagle wycelować w jej kark albo co podobnego. O i wpadł jej do głowy kolejny świetny pomysł! - Jedzenie i fanty! Poka ile cenisz smarka, hehe! Ja czekam, ty przynosisz! Dawaj dawaj, bo reszta plemienia czeka, ukryta! Nie chcesz wkurzyć plemienia! - zagroziła z pełnym pewności siebie, krzywym uśmiechem. Była teraz dumna ze swojego sprytu, z tego że na poczekaniu wymyśliła taki dobry plan! Bo jak powiesziała że jest tu całe plemię, to nie będą jej nawet śledzić! Ha!
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Nie Lis 26, 2017 9:19 am

O, to to jednak umie mówić. Brawo, orku, zaimponowałeś Żegocie. Ciekawe czy jeszcze czymś nas zasko...
Z trudem powstrzymała chichot. Reszta plemienia się ukrywa, ta, jasne, i może jeszcze mają trebusze i wieże oblężnicze, też ukryte kurwa w krzakach? Plemię to by tu po prostu wparowało i wzięło se co chce. Ale cóż, nie mogła spodziewać się górującego intelektu i przebiegłości od prymitywnego zielonego wynaturzenia.

Ale, co jak co, musiała przyznać że fakt iż ork okazywał jakąś szczątkową inteligencję napawał optymizmem. To nie było takie proste zwyczajne zwierzę z jakimi walczyła na kontynencie. Można było z nim pertraktować. Można go było wywieść w pole. Można go było do czegoś przekonać. Można by go było zmanipulować, może nawet do czegoś użyć i usunąć go z tego świata gdy tylko przestanie być potrzebny. Co prawda w Imperium orków toleruje się wyłącznie w roli zwłok, nawet szansy na niewolę nie mają, ale nie jesteśmy już w Imperium. Zmusiła się do odrzucenia głęboko zakorzenionej nienawiści na bok. Wróciły do niej wspomnienia z milicji: najważniejsze teraz było przetrwanie grupy. Jesteśmy w jakiejś ciemnej dupie i wnioskując po jakości wczorajszej strawy, mamy problem z jedzeniem. Ork zresztą też, z tym że on miał jedną zasadniczą przewagę: był tubylcem.
Trochę pomogłoby gdyby Żegota wiedziała gdzie się podziała reszta załogi.

Podjęła decyzję. Wciągnie orka w pomaganie grupie. Był on w końcu sam, wyraźnie przestraszony i słaby, skoro musi wziąć zakładnika i wykrzykiwać żądania zamiast wziąć siłą co chce; ork próbował wyglądać na groźnego, ale już teraz się kulił w przykucu i chował za łukiem jako jedyną rzeczą dającą mu poczucie przewagi. Spojrzała na orka morderczym wzrokiem i oparła się o framugę. Rozluźniła się i skrzyżowała ręce. Cała mowa ciała Żegoty wyraźnie dawała do zrozumienia, że to ona rozdaje tu karty, trzeba było zaszczepiać to w podświadomości orka już teraz, by potem mieć z tym spokój. Wzrok silny, skierowany prosto w oczy orka, nie zamierzała odpuścić ani o milimetr; świdrowała nim jego czaszkę. Zapadła krótka cisza, którą przeciągnęła się do kilku długich sekund, by dać orkowi czas na pożałowanie swojej decyzji. Tego rodzaju cisza prowadzi do pojedynku wzrokowego, gdzie pierwsza osoba która odda pola, cofnie się choć o milimetr, przegrywa. Jeśli jedno zwierzę nie daje oznak słabości, jak teraz Żegota, to wyraźny sygnał że ma przewagę którą trzeba respektować, co instaluje strach w móżdżku drugiego, pozwalając na szerszą dominację.
W końcu odezwała się dopiero gdy ork opuścił wzrok, dając mu do zrozumienia że rozmowa odbywa się na jej warunkach. Musiała uprymitywnić język by ork ją rozumiał.
- Czego ty tak naprawdę chcesz? - zaczęła - Plemię by tu wlezło i se wzięło co chce. Nie masz plemienia. Zabite? Tubylec jesteś, jedzenie wiesz jak znaleźć. A może masz problem żeby poradzić se sam? - zasiewała ziarna wątpliwości w ciasnym móżdżku podludzia.
- Owszem, jedzenie mogę dać. Ale czy Ci się to opłaca? Ilu nas jest, nie wiesz. Okradniesz nas. Staniesz się naszym wrogiem. Jeden raz dostaniesz trochę żarła, i co potem? - chciała by ork doszedł do własnych konkluzji. Znacznie lepiej ludzie (i nieludzie) robią co chcesz gdy są przekonani że to oni podjęli decyzję. Jak dasz im poczuć że to oni są u steru i mają pełną kontrolę nad swoim życiem i wyborami, to będą robić wszystko z pełnym zaangażowaniem i do samego końca nawet nie wiedząc że nimi dyrygujesz. Wszystkiego tego nauczyła się jeszcze w zakonie na lekcjach dyplomacji i polityki, ale rzadko kiedy stosowała to do osiągnięcia większych celów, gdyż raz - jej naturalnie niska percepcja bardzo utrudnia praktyczne wykorzystanie tej wiedzy, a dwa - zwyczajnie była bardziej zainteresowana rozbijaniem czerepów.

Co prawda, zanim całkiem przekona orka do wspomożenia grupy rozbitków musiała o wiele więcej się o nim dowiedzieć, musiała wykoncypować czego on tak naprawdę chce i co go motywuje, aby ustawić jego pragnienia na jednej linii z dobrem grupy. Co było piekielnie trudne z tak niską percepcją, więc musiała niemal w pełni bazować na swojej umiejętności ekstrapolacji, dedukcji i wskazówkach jakie ork sam mimochodem wypluje podczas tej konwersacji.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Pon Lis 27, 2017 4:39 pm

Niewiele zrobię. Popchnę po prostu akcje troszeczkę.

@XEL

Drużyna zebrała drwa, lnian i chrustu. Była gotowa do powrotu. Faren trochę się chwiał, ale generalnie dawał radę nieść upolowane małpy
Wszyscy wyruszyli do schronienia.

Trochę wam to zajmie, więc przez jeden post jaszcze możesz coś zrobić.

@Reszta

Dziewczynka nadal szlochała i leżała na ziemi.

Półork nie czuł strachu prze człowiekiem. Kto by się bał takiego chuchra! (Budowa tylko 10) No ale z jakiegoś względu czułą się trochę nieswojo. Obcy był pewny siebie, jakby miał coś w zanadrzu, albo jakby wiedział, że jej blef jest tak naprawdę blefem.

Żegota wiedziała że blef półorka był blefem (niska wartość Charakteru Miriam kontra wysoka wartość charakteru Żegoty). Ona sama swoją profesją wielokrotnie już zahartowała swoją pewną postawę, które nie pozwala na zastraszenie. Chociaż trochę czuła niepokój. W końcu półork to spore bydle i uzbrojone. A ona raczej mało gotowa do walk. Jednak potwór był głodny i zdesperowany i chyba ranny. Jest miejsce na dyskusję. Przynajmniej potencjalnie.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Pon Lis 27, 2017 5:22 pm

Percepcja Żegoty rzeczywiście zdawała się być nienajlepsza. Bo najwyraźniej przeliczyła się z tym jak bardzo jej rozmówczyni jest niechętna przeciągającej się rozmowie.

Owszem, babochłop przejrzał blef Miriam, czym zdjęła jej uśmieszek z brudnej, zielonej twarzy. Owszem, jego nonszalancja naprzeciwko wycelowanej w niego strzały budziła pewien niepokój. Ale łowczyni nie zamierzała się nagle wycofywać i robić jakiejś pieprzonej dyplomacji jakby było o czym gadać! Mało tego, jeszcze to chuchro śmiało ją pouczać! Niby mogła powiedzieć że przecież wie ilu ich jest albo że nie obchodzi ją czy będzie ich worgiem czy nie bo i tak prędzej wyjce wyniuchają to ich odkryte ognisko przy kapliczce i ich wybiją niż oni znajdą kryjówkę półorczycy. Ale po co?

Zamiast tego zerknęła w dół by lepiej przycelować i sprzedała szlochającej dziewczynie soczystego kopa w nerkę. Lawenda wrzasneła żałośnie i zakwiliła kuląc się jeszcze mocniej ze strachu i bólu. Miriam wciąż celowała w babochłopa stojącego w drzwiach, niepewna co ten może mieć w planach.
- Nie dotarło?! Dawaj jedzenie bo łeb smarkowi rozwalę! Milcz i nieś, gnojcu, albo zacznę żebra łamać! - warknęła, obnażając zęby. Nastąpiła Lawendzie na plecy i przycisnęła ją do ziemi, wwieracając się grubą piętą w jej ciało. Na razie nic tym smarkuli nie robiła, ale gdyby uniosła nogę i porządniej przydepnęła to spodziewała się że coś pęknie.

Miała jednak nadzieję że pierwszy pęknie ten dziwak i w końcu zrobi rozsądną rzecz, przynosząc to czego żądała półorczyca.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Pon Lis 27, 2017 8:50 pm

Kurwa, orkowie są dziwni, naprawdę. Jeśli faktycznie chce jedzenie to czemu se go po prostu nie weźmie? Nikt by jej jakoś specjalnie nie powstrzymywał, nie żeby kto był w stanie. Zachowanie orka nie robiło za bardzo dla Żegoty sensu, no ale to w końcu dwuzwojowy prymityw. Ranny i zdesperowany prymityw, który się jej wyraźnie bał skoro jak dotąd po prostu nie przeszedł po niej taranem.

- Dobrze więc, chyba nie mam wyboru. Wykiwałeś mnie, zapędziłeś mnie do rogu, brawo - uniosła brew. Schyliła się po swój zardzewiały sztylet, a gdyby orkas robił obiekcje rzekła mu tylko że chyba warto mieć czym skrzynie otwierać, a sama ich nie przeniesie bo za ciężkie.

Po czym faktycznie poszła szukać jedzenia, a gdy w końcu zorientowała się że go tu kurwa nie ma i najwyraźniej reszta załogi musiała wybrać się na polowanie - czyli cholera wie kiedy wrócą, więc nie może liczyć na wsparcie - zaczęła szukać czegoś, czego mogłaby użyć jako tarczy, albo chociaż czegoś co miałoby sylwetkę w miarę podobną do człowieka by rzucić tym za drzwi aby ork pozbył się pierwszej strzały i dał jej cenne sekundy by do niego dobiec i go zmiażdżyć. Szarża była teraz chyba jej jedyną opcją, skoro ork działał zbyt irracjonalnie by z nim gadać.
- No kurwa szukam, myślisz że łatwo jest się połapać w tych jebanych korytarzach!? - odkrzyknęła na ewentualne pytanie lub groźbę niecierpliwiącego się orka.

Wolała nie mówić mu "jak jesteś taki cwany to weź se sam" bo jeszcze faktycznie wejdzie zabiwszy dziecko. W sumie ta pierwsza część brzmi dla Żegoty dobrze, gorzej z tym całym zabijaniem dziecka.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Pon Lis 27, 2017 9:05 pm

@Szysz

Żegota szukała zapasów. I... nic nie znalazła. Wczoraj sama zeżarła ostatnie resztki a pozostała część mieszańców wyruszyła właśnie na polowanie. Znalazła jedynie resztki ości i łusek, sieć rybacką oraz blat zbity z drewna z uchwytami z drewna, żeby łatwiej było go nosić i przestawiać samemu w pionie. Był ten blat zbity dość prosto i z cienkich desek powiązanych rzemieniami. Był też na tyle mały by sama Żegota nie miałaby problemu z noszeniem go.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Pon Lis 27, 2017 9:48 pm

Mam cię suko!
Wzięła blat, sprawdziła, zważyła... nada się!
Poszła jeszcze tylko założyć buty, coby mieć jakieś poczucie przewagi w walce wręcz.

Żegota pozbawiona została jakichkolwiek innych opcji, i szczerze powiedziawszy była z tym, póki co, niebywale zadowolona. Rozniesie mutanta na miazgę, czuła to, adrenalina sama zaczęła zbierać się w tętnicach; nareszcie da upust swej agresji!
Ale jak będzie, to o tym zadecydować miały już kości bogów.

Jeszcze tylko zerknie co się dzieje na zewnątrz i... oooooooo. No tak, przecież ork nie będzie stał jak słup. Zmienił pozycję, trzyma dzieciaka jak zakładnika podczas strzelaniny i przytknął mu naostrzony kamień do gardła jak nóż. A spróbuj ty kurwa naruszyć to dziecko, to tak cię rozjebie jak cię własna matka nie rozjebała...

- Nie ma jedzenia - rzekła beznamiętnie, wychodząc przed budynek - Reszta załogi poszła na polowanie, chuj wie kiedy wrócą. Fantów też nie ma, chyba że chcesz kurna łóżko i popiół z ogniska. Zależy ci na jedzeniu to za zakładniczkę przywódczyni odstąpi ci pewno sporą część zbiorów. - spróbowała znów dyplomacji, nawet jeśli wcześniej zawiodła. W końcu priorytetem było dobro dziecka, warto spróbować ostatniej deski ratunku byle nic mu się nie stało.

Jeśli ork w przypływie pasji po złych nowinach postanowi uszkodzić dzieciaka, Żegota straci wszelkie hamulce i zaszarżuje, nie patrząc czy uszkodzi po drodze Marthę. Skoro i tak działaby jej się krzywda to by ją przynajmniej od śmierci uchroniła, a i przy okazji pozbyła się z tego świata kolejnego parszywego śmierdzącego gównem podludzkiego mutanta.


Ostatnio zmieniony przez Sysunia dnia Wto Lis 28, 2017 2:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Wto Lis 28, 2017 12:45 am

[Załóż konto na discordzie i dołącz do konferencji grupowej. W temacie z dyskusją o sesji podałem namiary na nas. Bez komunikacji, tym bardziej podczas walki między PC, szybko może dojść do niefajnych sytuacji - tym bardziej jak uznajesz za stosowne walnąć dwa posty pod rząd.]
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Wto Lis 28, 2017 5:23 pm

Żadnych wysokich i wąskich drzewek drużyna nie znalazła, za to trafiło im się całkiem sporo mocnych roślinnych łodyg. Do tego szuler czuł się na tyle dobrze, że mógł samodzielnie iść, a nawet nieść upolowaną zwierzynę. Tempo marszu było umiarkowane, w końcu każde reszta drużyny dźwigała dość spory ciężar. Nadia i Mordechai zarzucili sobie po wiązce chrustu na plecy. Kon i Join zrobili z pawęży nosze, na które wrzucili sporo drewna. Wszysko było umocowane za pomocą lnian.

- Te małpy najlepiej będzie wypatroszyć i od razu upiec - rzuciła w końcu Róża - ni do siebie, ni to do towarzyszy - Ciekawe czy Lawenda przypilnowała palenisko...
- Myślę, że tak - odparł jej Kon - jak wychodziliśmy to zajęła się sprzątaniem obejścia, to i ognień pewnie przypilnowała...
- Wyszła na zewnątrz? Sama? Powiedziałam jej przecież, żeby dbała o Żegotę - zdziwiła się kapłanka - mam nadzieję, że chociaż drzwi jej zostawiliście otwarte...
- Nie, przecież kazałaś je zamknąć...
- Żeby Lawenda w środku była bezpieczna! A skoro wyszła na zewnątrz to mogliście zostawić jej otwarte! Czy ja muszę pilnować was na każdym kroku! Czy ja muszę myśleć za was wszystkich?! - zirytowała się Róża
- Spokojnie - odparł jej Faren - ona umie sobie otworzyć te drzwi i niby co ją miało zaatakować? Wilk od paru dni siedzący w krzakach?
- Nie, raczej nie... - przyznała - zresztą macie rację, niepotrzebnie się martwię... Boginii nad nami czuwa - dodała na koniec.

Przez resztę drogi już nic nie mówili, jednak niesienie wiązki drewna było męczące na większe odległości
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Wto Lis 28, 2017 10:57 pm

Nie podobał jej się ten babochłop. Ani kurwa trochę. Źle temu z oczu patrzyło, jakby wcale się nie bał i nie poddał, tylko coś planował i próbował przechytrzyć Miriam. Dlatego dość szybko krzyknęła:
- WYŁAŹ I DAWAJ, CO TAK DŁUGO?!
- No kurwa szukam, myślisz że łatwo jest się połapać w tych jebanych korytarzach!?
Półorczyca warknęła, coraz bardziej zirytowana. We własnej bazie się nie orientuje? Ta, akurat! Coś szykuje skurwysyn!
Schowała strzałę a łuk przewiesiła przez głowę, zamiast tego wyjmując ostry kamień ze swojego kosza. Zdjęła nogę z biadolącej coś pod nosem Lawendy i pociągnęła ją za włosy, by wstała na równe nogi.
- Milcz, smarku, bo ucho odgryzę! - szczeknęła na nią, przystawiając kamień do szyi i cofając się odrobinę, trzymając dziewczynę jako tarczę za którą się skuliła. Czekała niecierpliwie.

Aż w końcu tamten wyszedł z pustymi rękami.
-  Nie ma jedzenia - rzekła beznamiętnie, wychodząc przed budynek - Reszta załogi poszła na polowanie, chuj wie kiedy wrócą. Fantów też nie ma, chyba że chcesz kurna łóżko i popiół z ogniska. Zależy ci na jedzeniu to za zakładniczkę przywódczyni odstąpi ci pewno sporą część zbiorów.

Miriam aż zgrzytnęła zębami i zawarczała jak jakaś bestia z bezsilnej wściekłości. Ręka dziewczyny, którą trzymała na jej plecach w dźwigni, została popchnięta jeszcze trochę w górę, tak że dziewczyna zaszlochała z bólu i wspięła się na palce.
- Pieprzysz! - warknęła, mróżąc oczy i znów obnażając lekko pożółkłe zęby. Zaczęła (jak na nią) dość szybko myśleć. Po momencie odezwała się ponownie - Ten nożyk! Miałaś nożyk! Rzuć go mi pod nogi! I sznur, I ubrania jakie! I groty do strzał! RUCHY, śmieciu!

Gdy tylko dziecko zaszlochało i wspięło się na palce, Żegota zebrała się w sobie jakby zaraz miała się rzucić na orka nie zważając na zakładnika; jednak powstrzymała się. Widać po niej było, że nie tylko nerwy Miriam były tu już na wyczerpaniu, i za moment mogło dojść do niekontrolowanej eskalacji zdarzeń.

Bez słowa schyliła się po zardzewiały biedasztylet i rzuciła orkowi pod nogi zawodowo, tak że wbił się w ziemię ostrzem.
- Sznura ci kurwa nie znajdę bo gdzie, groty zabrane, ale chcesz kurwa ubrań!? Chcesz!? TO MASZ, FIUCIE! - ryknęła i zdarła z siebie wierzchnią worokoszulę jak wkurwiony orangutan odsłaniając piersi aa, zwinęła w kulkę i rzuciła w Miriam; szmata wylądowała dwa kroki przed nią. Dopiero teraz Miriam mogła, ku swojemu zaskoczeniu, stwierdzić że ma do czynienia z kobietą.
Półorczyca patrzyła jak Żegota zdziera z siebie ubranie, jej głos wchodzący w dziedzinę wkurwione go pisku niż męskiego wrzasku. Drobne piersi oraz drobne wcięcie w talii dopowiedziało już resztę. Miała do czynienia z kobietą, nie żeby to coś zmieniało.

Och, ale tamtej wciąż zostały buty, choć te na pewno nie weszłyby na nogę Miriam. Hej, ale także spodnie. I to z fajnym paskiem...
- Pasek i spodnie też! - warknęła Miriam. Kucnęła, na moment puszczając rękę Lawendy, która tamta zaraz przytuliła do piersi. Zebrała koszulę oraz sztylet i wsadziła je sobie do kosza.
Puszczenie Lawendy trochę Żegotę ostudziło. Na tyle by znów próbować nawiązać dialog.
- Dam ci pasek i spodnie, a ty puścisz Lawendę całą i bezpieczną i pójdziesz w swoją stronę, jasne? A spróbujesz ją kurwa uszkodzić przy okazji, to rozerwę cię kurwa na strzępy, wyrwę ci ręce razem z dupą, bo nie będzie już nic co by mnie powstrzymywało przed zmiażdżeniem cię. ZROZUMIANO, KURWA!? - ryknęła, i zaczęła zdejmować dolną część odzieży
Półorczyca wstała znowu na równe nogi, ciągnąc za sobą także Lawendę. Prychnela na propozycję Żegoty.
- Tak ci ona tania że że kozik i dwie szmaty chcesz kupić? Stolec w oko, nie umowa! - spłynęła na ziemię - Zostawiasz tu spodnie i biegiem do swoich po żarło! Ja zaczekam. Smarkowi nic nie zrobię - uśmiechnęła się paskudnie, zmuszając ją do odchylenia głowy w tył, podjeżdżając kamieniem aż pod szczekę- Jak kogo z bronią zobaczę to mała do Nerula idzie! A jak będzie grzecznie i łup dobry to nawet sekret zdradzę! Pasuje, babochłop?

Aż jej prawie w gardle zaschło od takiej ilości gadania. Dawno nie wywarczala tyłu słów naraz.
- NIE WIEM GDZIE ONI KURWA POLEŹLI, CHUJU! - ryknęła, dalej trzymając spodnie i pasek.
Miriam wywróciła oczami.
- Pięciu luda szło, zostawili ścieżkę że nawet taka gupia jak ty ich znajdzie! - warknęła wkurzona, znów łapiąc rękę Lawendy i wyginając ją za jej plecy.
- Tak kurwa, bo już ci zaufam; zabierzesz ją gdzieś do dupy i zeźresz, pierdolcu!
Znów obnażyła zęby.
- Nie jestem wyjec by ludzi wpieprzać! - wyrzuciła z siebie, aż opluwając ramię Lawendy.
- To zabierzesz ją i użyjesz jako pułapki, jeden chuj na jedno wyjdzie - splunęła - Tak ci zależy żeby dostać żarło? Pójdę po swoich, ale dopiero gdy ty oddasz mi z powrotem koszulę i kozik. Jeśli faktycznie ci na tym zależy by mieć co do koryta włożyć, rzecz jasna. Możesz teraz zabić Lawendę, owszem, ale wtedy już jedzenia nie dostaniesz na pewno i będziesz musiała wrócić z pustymi rękami. I oddasz mi to TERAZ. Bo nie wiadomo kiedy wrócą, i jeśli dalej będziesz przeciągać, mogą wrócić w każdej chwili i odstrzelić ci...
Żegota mówiła długo, ale Miriam nie miała do tego wszystkiego cierpliwości.
- ... i jeśli dalej będziesz przeciągać, mogą wrócić w każdej chwili i odstrzelić ci~
- Sama przeciągasz, golasie! - wycedziła Miriam, znów wyginając rękę Lawendy tak że zaskomlała - Zatrzymam ubranie, pasek i kozik, w zamian nie podpalę wam obozu! I nie ruszę smarka, chyba że broń zobaczę! Tak mówi Miriam Grzmotowa z klanu Żelaznego Pnia! A tera spieprzaj ażeby ci te płaskie cyce skakały! - znów opluła ramię Lawendy nad którym się pochylała łypiąc z wkurwem na Żegotę. Puściła znowu jej rękę by zamienić zaostrzony kamień na kozik. Może i podrdzewiały, ale się nada.
- Chcesz żarło czy nie? Dawaj kozik i koszulę. Bo twoje imię mnie chuja obchodzi.
Miriam wywróciła oczami i przyłożyła kamień (który wciąż trzymała w swojej drugiej ręce) do ucha dziewczyny.
- Jeszcze jedno słowo a ucinam jej ucho - powiedziała Miriam, mróżąc oczy.
- Nie, nie, błagam, nie! - zakwiliła przerażona Lawenda, otwierając pełne łez oczy, które do tej pory miała zamknięte by nie musieć patrzeć na to co się dzieje. Skupiła wzrok na Żegocie (przynajmniej na tyle na ile mogła mając odchyloną w tył główkę) i wyciągnęła przed siebie ręce w uspokajającym geście. Dłonie jej strasznie drżały - Ja jej wierzę! Ja jej wierzę! Żegota, p-p-p-proszę, biegnij po nich! Ja jej wierzę, błagam, biegnij, nie chcę umierać, nie chcę umierać!... - musiała zamrugać, bo oczy znów wypełniły jej się łzami. Nie była też w stanie wydusić kolejnego słowa, zdjęta kolejnym szlochem.

Miriam Łypnęła na jej zapłakają twarz i fuknęła, zabierając kamień z jej ucha, znów skupiając wzrok na Żegocie. Ruchem głowy wskazała jej kierunek.
Na prośbę Lawendy Żegota zazgrzytała zębami.
- Jeśli zginiesz, to będzie to teraz wyłącznie twoja wina, Lawendo. Miej tego świadomość - wycedziła i odeszła zdecydowanym krokiem śladami załogi. Gdy już była poza zasięgiem wzroku półorczycy założyła na siebie spodnie i zapieła pasek...

Miriam zaczekała aż Żegota się oddali, w końcu wzdychając z frustracji, ale i pewnej ulgi.
- Zaraza z tym pokurczem - burknęła, odpychając od siebie Lawendę. Przyjrzała się krytycznie wciąż trzymanemu w ręce kozikowi. Trzeba będzie naostrzyć, ale na pewno się przyda - Jak będziesz grzeczna to ci nic nie zrobię, smarku - warknęła jeszcze w stronę dziewczyny.

Następnie obejrzała też zdobyczną koszulę oraz swoją ranę na ramieniu. Chwilę myślała czy nie zrobić z tego bandaża, ale szybko zdecydowała żę możę zrobić to później. Na razie po prostu założyła ubranie, ciesząc się że babochłop nosiła na tyle workowate rzeczy by pasowało także na jej dwumetrową osóbkę. Następnie rozejrzała się za dobrym miejscem by zaczekać na tamtych. Cóż, była tu osłona z krzaków po stronie przeciwnej do tej w którą poszła Żegota. Mogła kazać młodej tam klęczeć, na widoku, i czekać tuż za nią pod osłoną liści, tak by trudniej było ją w razie czego trafić. Każe tamtym przynieść jedzenie, albo lepiej - rzucić je blisko Lawendy, młoda poda w tył, Miriam się zwinie, a tamci będą mogli się cieszyć że się jej pozbyli. Tak, dobry plan! Dobry plan!

No, to póki była jeszcze chwilka czasu chwyciła smarkulę za ramię i weszła z nią do środka ruin, by przekonać się czy Żegota nie kłamała. Ale rzeczywiście, wyglądało na to że sami niewiele mieli. Zawinęła tylko pasek jakim Lawenda spinała swoją sukienkę oraz komplet igieł i dratw by móc później uszyć coś sobie ze zbieranych od dawna skór. Zauważyła też otwarty tunel, ale nie zamierzała schodzić niżej, by nie okazało się że zastaną ją w środku. Toteż wyszła z dziewczyną i zajęła miejsce na skraju krzaków, przykucająć za nią ze strzałą na łuku.
- ...Skąd wy się tu przybłąkali? - zapytała po jakimś czasie, nie słyszać na razie by ktoś się zbliżał i postanawiając zaspokoić nieco swoją ciekawość - Statkiem?
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Sro Lis 29, 2017 3:54 pm

Aż dam wam trochę expa Szyszku i Skrzynku, bo spodobało to mi się wszystko.

@Xel

Drużyna maszerowała prostu ku obozowi. Nie napotkali nic szczególnego poza półnagą Żegotą. Mężczyźni stanęli jak wryci. Dawno nikt z nich nie widział nagiej kobiety, nawet jeśli nagiej tylko od pasa w górę. Żeńskie kształty były widoczne, nawet jeśli piersi był małe.

@Szysz

Jasna cholera. Maszerowanie po tej dżungli to same problemy. I jeszcze wdepła w jakieś ciernie, ale na szczęście jej buty ją ochroniły.

Naprawdę już chciałem dam Ci ranę, bo zapomniałem że buty nosisz

@Xel Szysz

Kobieta najemnik stanęła przed kobietą kapłanką i resztą drużyny, która nawet nie kryła się z pochłanianiem Żegoty wzrokiem. Cokolwiek myślała Żegota, podświadomość dyktowała jej przyjemność z męskiej atencji. Nawet jak przez całe życie się ukrywała, to gdzieś w tyle głowy i w biodrach czuła ciepło i pewną prymitywną radość.

Natomiast Róża, jakakolwiek to teraz miałoby to być niepotrzebne, poczuła ukłucie zazdrości na widok śliniącej się kompanii.

@Skrzyn

Lawenda była wyczerpana całą tą sytuacją. Zrezygnowanym tonem odpowiadała.

- Tak, statkiem. Popłynęliśmy z wysokim Panem ja z moją mamą i papą, ale... oni...

Warga jej zadrgała, ale opanowała się.

- Teraz moją mamą jest Róża.

Powiedziała prawie pewnie.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Sro Lis 29, 2017 5:38 pm

W pierwszym momencie Róża gniewnie zacisnęła usta, niby powinna się cieszyć, że już nie jest jedyną (dojrzałą) kobietą w ich małej społeczności. Niemniej jednak poczuła zazdrość, ona od kilku dni "urabiała" mężczyzn, a Żegota jak gdyby nigdy nic wyszła z cyckami na wierzchu i od razu zdobyła ich fascynację! W Nadii zwyczajna zazdrość o atencję mieszała się z obawą, że jeszcze Żegota nawróci mężczyzn na swoje bóstwo, nawet jeśli to drugie było absurdalne.

Dopiero po chwili do głosu doszedł rozsądek. Kapłanka w końcu pomyślała sobie, że skoro jednak jej towarzyszka wyskoczyła ze swojego łóżka i wybiegła na ich spotkanie to coś się stało... a że nie było z nią Lawendy... to jej podopiecznej coś mogło się stać!

Zastygła w bezruchu, przez chwilę miała ochotę cisnąć niesione drewno i wytrząsnąć z innowierczymi wszystkie informacje, jednak opanowała się na tyle, by zwyczajnie odłożyć swój chrust oraz przybory na bok. Do tego zdjęła swoją zgrzebną kapłańską szatę i ku niezadowoleniu mężczyzn założyła ją na Żegotę. Z jednej strony uczynek miłosierdzia, bo "nagich przyodziać", a z drugiej strony od teraz to Róża przykuwała męskie spojrzenia, bo została na niej tylko koszula z cienkiego lnu (plus gacie i onuce). Giezło co prawda miało długie rękawy i sięgało do połowy jej łydek, ale i tak odsłaniało o wiele więcej niż zgrzebna szata.

- Spokojnie Żegota, jesteś już bezpieczna - rzekła w końcu kapłanka, spokojnie jak tylko mogła, choć dało się wyczuć, że cała drży od emocji - zaczerpnij tchu i powiedz nam co się stało, dobrze?
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Sro Lis 29, 2017 6:31 pm

Żegota musiała się uspokoić. Musiała się opanować, zebrać nerwy w karby; toteż przez całą drogę robiła jedną rzecz której skuteczność znała i szanowała.
Litanie nienawiści. Wspaniały wynalazek Monomacha dający natchnienie wykonawcom Jego woli, a dla Żegoty cudowne formułki kojące serce i z jakiegoś powodu przywracające jej dyscyplinę i opanowanie.
Gdyby nie litanie, z pewnością dawno już by padła na wojnie zapominając się całkowicie w ferworze walki i niczym kamikaze pchając się ku kolejnemu i kolejnemu wrogowi nie trwożąc się śmierci.

"Dzierż wojnę, i ciągle, i znów, i trwale, i zawsze, i stale
Aż przestanie oddychać wszystko co na Twej drodze stanie
Bij bez ostrzeżenia, bez litości, bez zwątpienia
Niechaj wrogowie Ludzkości drżą z przerażenia
Oczyścisz każdego z nich.

Nie jest straszny Ci mrok
Bo światłość tkwi w Tobie
Dzierż potęgę Ognia w noc
Przed Tobą każdy wróg spłonie
Oczyścisz każdego z nich.

Prowadź swą duszę ku Monomachowi
Niech oddanie Twe niczym gwiazda lśni
On męczennika swego nigdy nie zapomni
Wzniesiesz się ponad nich."

- recytowała którąś już z kolei litanię z rękoma splecionymi na brzuchu w modlitewnym geście, gdy wreszcie zobaczyła w oddali swoją załogę.

Atencja mężczyzn była dla niej ohydna; szybko stłumiła to dziwne "miłe" uczucie jakiego nigdy dotąd nie zaznała. Takie byle gówno nie zakłóci jej litanii, nie pomyli słów, nie powie żadnej sylaby fałszywym tonem, o nie.

Dziwny spokój i "cichość" Żegoty, gdy obie strony zbliżały się do siebie, szybko się wyjaśniła - w momencie gdy Nadia skończyła mówić "co się stało, dobrze" mogła usłyszeć końcówkę spowiadanej przez najemniczkę litanii:
- "Spal Heretyka, Zabij Mutanta, Oczyść Niewiernych - Taka jest wola Monomacha" - rzekła patrząc się kapłance prosto w oczy. Ta musiała przyznać, że nigdy dotąd nie słyszała Żegoty tak spokojnej, mówiącej tak czystym, miłym i ciepłym głosem, co kontrastowało z przekazem słów w przerażający wręcz sposób.

Gdy skończyła, wyprostowała się, wyraz twarzy od razu zrobił się bardziej morderczy (czyli taki jak zwykle), i uderzyła otwartą dłonią w pięść, zacierając je o siebie.
- Dziękuję - powiedziała zacieśniając szatę u szyi - i nie potrzebuję bezpieczeństwa, to inni go potrzebują gdy są przy mnie - dorzuciła z absolutną pewnością siebie.
- Do rzeczy, bo nie ma co pierdolić. Mamy orka, ork ma Lawendę, ork chce jedzenie za życie Lawendy. Fiut ma łuk, włócznię i jakiś kurwa ostry kamyk który używa jak noża. A teraz ma też mój zardzewiały biedasztylet i gównokoszulę, musiałam mutanta uspokoić zjebanymi fantami gdy się dowiedział że żarła nie ma. Generalnie gdyby nie Lawenda dawno rozjebałabym mutanta na strzępy gołymi rękoma, ale nie odsłonił się ani razu. Nie zamierzałam opuszczać Lawendy i zostawiać ją sam na sam z tym plugawym zielonym wynaturzeniem, ale w końcu sama poprosiła bym po prostu po Was poszła i przyszła z okupem, kurwa jebana mać jego przez sto kutasów będzie - charknęła i splunęła soczyście, zadeptując gluta butem w ziemię z taką pasją jakby właśnie rozbijała komuś czaszkę.
- Jakby ta PIERdolona Lawenda trzymała się KURwa w środku a nie PAłętała gdzieś po CIEMnej DUpie, rozPRUłabym mutantowi FLAki po CAłym LEsie! - deptała charę, po czym głęboko westchnęła.

- Na moje: dajemy mutantowi tego małpiszona czy tam dwa i niech spierdala. Nie uszkodzi dzieciaka bo straciłby ewentualną przyszłą kartę przetargową, w końcu dzieci najłatwiej złapać. Będzie fiut kłopotem na przyszłość, więc bym go też spróbowała zapierdolić, okrążyć z kuszami, zastawić fortel przy wymianie "towarów", ale mutant dobrze wyczuł moment kiedy uderzyć więc prawdopodobnie śledził nas i wie ilu nas jest i doliczy się że coś nie gra.
- Acha, i jest sam. Sam jak palec, nie ma plemienia. Jest brudny, głodny, i zdesperowany. I jest kobietą. Czyli orczycą. Mutant jak mutant, zasługuje wyłącznie na śmierć i pogardę - splunęła raz jeszcze - Jak nie chcesz żeby coś poszło nie tak przy wymianie i żebym go nie rozniosła na strzępy to trzymaj mnie z dala; nie potrzebuję broni by zabić plugastwo. - postawiła sprawę jasno.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Sro Lis 29, 2017 8:41 pm

Po wysłuchaniu relacji kapłanka powoli wypuściła powietrze, z tego co mówiła Żegota wynikało, że Lawenda jest cała i zdrowa i jest "tylko" zakładnikiem jakiegoś orka... czy tam orczycy, który żądał za nią "jedynie" jedzenia. Jak na "standardy" tej dżungli było całkiem nieźle.

- Słyszeliście Co się stało? - zwróciła się do męższczyzn - ale nie, nie mam do was pretensji, ja tu dowodzę, to ja powinnam wszystkiego dopilnować, ważne, że Lawendzie nic się nie stało... jeszcze - dodała półgębkiem - niemniej dziękuje Ci Żegoto, że znalazłaś w sobie siłę, by wstać z łoża i negocjować z tym... orkiem... chociaż zaraz... rozmawiałaś z nim? W jakim języku? Wspólnym? Tym samym, który był używany w Starym Świecie? To by oznaczało, że... jest rozbitkiem tak jak my? - dodała niepewnie, ale po chwili potrząsnęła głową.

- I tak nie ma to teraz znaczenia, dawaj Faren te dwie małpy - dodała wyciągając ręce po truchła zwierząt - chwilowo będzie nam musiała wystarczyć jedna... później najemy się rybami... i będziemy się bardziej pilnować. A teraz zostawcie do drewno... Mordechai weź moje torby, ja pójdę z przodu... sama, nie ma sensu drażnić tego orka, może uda mi się go pociągnąć za język, ale w tym czasie trzymajcie się z tyłu, jasne? - zapytała na odchodne, trzymając po jednej małpie w ręku, po czym ruszyła w drogę wyprzedzając resztę drużynę o kilkadziesiąt kroków.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Sro Lis 29, 2017 9:07 pm

- ... wstać z łóżka? Ja mam teraz siłę żeby roznieść tego mutanta na strzępy - splunęła - NIKT nie będzie przy mnie dotykać dziecka bez konsekwencji.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Sro Lis 29, 2017 11:22 pm

Lawenda była wyczerpana całą tą sytuacją. Zrezygnowanym tonem odpowiadała.
- Tak, statkiem. Popłynęliśmy z wysokim Panem ja z moją mamą i papą, ale... oni...
Warga jej zadrgała, ale opanowała się.
- Teraz moją mamą jest Róża.

Na wspomnienie tego imienia w podlotce zaszła pewna zmiana, nieco się wyprostowała i wbiła spojrzenie w palenisko wzniesione przed ruinami. Cokolwiek to było to wpatrywanie się w ten obiekt dodało młódce otuchy. Wciąż nie śmiała spojrzeć na półorczycę, ale przynajmniej opanowała na tyle strach, by udzielać składnych odpowiedzi.
- Róża jest kapłanką Boginii Adeoglorii - dodała po chwili - potrafi ją wzywać gdy potrzebuje! - dodała zupełnie szczerze - A teraz poszła ze wszystkimi zapolować na olbrzymiego węża, więc... na pewno wróci z jedzeniem! - zapewniła.
- Węża? Taki co jak tors gruby? - zapytała półorczyca, przywiązując do tego o wiele większą wagę niż do naiwnej gadki o bogach. Splunęła w bok, a ton głosu wyraźnie jej skwaśniał - Będzie dobrze jak wszystek żywy wróci. Głupi wy!
- Boginii chroni... - rzekła niezrażona Lawenda - Mówili, że był taki wielki... i dlatego wszyscy na raz na niego poszli... Róża mówiła, że o świcie jak jest chłodno to wąż będzie ospały i łatwy do pokonania - dodała jakby chciała udowodnić, że nie musi się bać o los swoich towarzyszy.
Miriam odpowiedziała na to jakimś niezadowolonym, gderliwym pomrukiem, rozglądając się wokoło. Podwinęła rękawy bo było jej jednak odrobinę za gorąco, odsłaniając przy okazji ranę po ugryzieniu jakiegoś zwierza na swoim prawym przedramieniu.
- Naszych bogów tu nie ma - powiedziała nisko i ponuro - Orków czy ludzi. Nie słuchają. Tu tylko bestie i dzicz... Jeszcze wyjce wam kaplicę wyniuchają i zjedzą. Was, nie kaplicę - doprecyzowała po krótkiej pauzie. Zaraz też podjęła, nie dając Lawendzie czasu na sprzeczanie się i wchodząc jej w słowo jeśli było trzeba - A ty durna łazisz na widoku bez broni! Żegota też, żadnej broni! Gupi, Gupi wy! Włócznie strugać! Pale wbijać! Wilcze doły! Ślady maskować! Na drzewach spać i ognia nie palić, bo widać i bo zapach! - gadała coraz bardziej się nakręcając, wieńcząc wywód zirytowanym westchnieniem.
Lawenda oczywiście nie miała odwagi, by się kłócić z rosłą kobietą. Nawet zawstydzona wbiła swoje spojrzenie między swoje stopy, jakby jakaś uwaga półorczycy była nad wyraz celna.
- Chciałam pokazać, że się nie boję... że mogę sie do czegoś przydać - rzekła jakby na swoje usprawiedliwienie - a Żegota... Żegota jest be broni, bo jest  nami od wczoraj... Boginii ją wyłowiła z morza! Róża dostała wizję, więc poszła na plażę i tam ją znalazła! Tu jest, dzicz.... chaos, one ograniczają moc Boginii... ale ona pomaga nam jak tylko może... Ona pomaga wszystkim... każdemu kto tylko poprosi! - dodała nieco pewniej, choć było widać, że to nie były jej własne słowa, tylko powtarza je z pamięci.
- Mhm. Obie bardzo się przydałyście, hehehe! - zarechotała Miriam z paskudnym wyszczerzem, którego Lawenda na szczęście nie widziała jeśli wciąż była odwrócona tyłem.
- No, no, bardzo też pokazałaś że się nie boisz, gupia! Ledwo łuk zobaczyła i już piszczy jakbym flaki wypruła! - dodała, kręcąc głową.
Zawstydzono Lawenda wbiła spojrzenie w ziemię nie wiedząc co odpowiedź, dopiero po chwili cicho wydukała:
-Bo myślałam, że chcesz mnie zjeść... a nie zrobisz tego, prawda? - zapytała z nadzieją.
Spojrzała na młodą twardo, marszcząc mocno brwi jakby z pogardą.
- Nie - rzekła z klarownością młota uderzającego o kowadło. Podrapała się w rękę, przy ranie. Syknęła, bo przez pomyłkę zdarła sobie kawałek strupa, a spod spodu poleciało trochę ropy.
Podlotka słysząc odpowiedź momentalnie się rozluźniła, odważyła się nawet spojrzeć na nieznajomą, patrzyła na nią z mieszaniną strachu i ciekawości, zdobyła się w końcu na nieśmiały uśmiech:
- To dobrze, bo bałam się, że jesteś jak tamte wilki... jesteś ranna? - bardziej stwierdziła niż spytała - Jak Róża przyjdzie to będzie mogła Cię opatrzyć... jest świetnym medykiem... spójrz, nawet moją nogę uleczyła! - dodała podwijając swoją szatę, by ukazać ranę na swojej nodze, była już ładnie wygojona, ale wciąż było widać wyraźnie, ze została zadana przez parę potężnych szczęk.
- Draśnięcie! - warknęła w odpowiedzi Miriam, pociągając rękaw niżej by zakryć strupa. Wyglądała na poirytowaną że tamta w ogóle to zauważyła i pyta. Kiedy jednak zobaczyła nogę młodej aż postąpiła krok do przodu i złapała jej nogę swoją silną łapą, obmacując ją i obracając by obejrzeć z kilku stron. Mina jej nieco zrzedła, ale wciąż miała wydęte z niechęcią wargi.
- Jak dawno to było? - zapytała twardo.
Lawenda w pierwszym momencie, aż pisła ze strachu gdy chwyciły ją mocarne ręce nieznajomej, ale po chwili się uspokoiła:
- Tydzień temu - dodała niechętnie wracając pamięcią do tamtego dnia - to był wilk... na szczęście Join go zabił... później zjedliśmy tego wilka - wydukała
- Hmpf! - zmarszczyła nos i puściła nogę dziewczyny. To nie było normalne tempo zdrowienia. Ba! Powinna ledwo kuśtykać, a mimo to mogła już pracować, jak tuż przed tym jak Miriam ja zaatakowała.
- Czego użyła? - zapytała wstając - Zioła z oczami? Woda Zmian? Krew żelucha?
- Nie wiem... - odparła niepewnie drapiąc się po nodze - Powiedziała mi, że to były zwykłe opatrunki... i że pomodliła się do Boginii, to dzięki jej łasce moja rana szybko zaczęła się goić.
Półorczyca zmróżyła oczy, patrząc teraz w stronę kapliczki.
- Ta... Mandragolaria? - zapytała powoli.
-Eee... tak Adeogloria - odparła ostrożnie dziewczyna
Wzrok półorczycy padł teraz na widoczne z ich miejsca grządki oraz krzak dzikiej róży z jego owocami.
- Ten krzak zawsze ty był? - rzuciła, wyraźnie nad czym się zastanawiając.
- Nie, wyrósł w ciągu jednej nocy jak Róża się pomodliła... to było, przedwczoraj - odprała młódka jakby nie było w tym nic dziwnego
Miriam poruszyła na boki swoją szeroką szczęką, jeżdżac wzrokiem pomiędzy kapliczką a krzakiem. Zaczęła pytać o rzeczy związane z boginią - jakie ma domeny, jak się objawiała, oraz co Róża o niej mówiła. Po pewnym czasie takiego wypytywania zdecydowała się na wyjscie ze swojej osłony chaszczy i tupnęła na smarka by wstała na równe nogi. Gdy to zrobiła, półorczyca bez słowa położyła jej dłoń na ramieniu i ścisnęła, prowadząc ją ze sobą w stronę ołtarzyka tak by każy kto mirzyłby do nich z kuszy musiał mieć albo nieziemską celność, albo nie dbać o życie Lawendy, by strzelić.

Gdy była już na miejscu znów poruszyła szczęką na boki.
- Módl się teraz do swojej bogini. Na głos. I nie przerywaj - poleciła jej półorczyca tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nawet jeśli Lawenda nie wiedziała jak, Miriam nakazała jej improwizować i następne czynności wykonywała już przy chwalebnych modłach młódki w tle.
Przyklęknęła, odkładając łuk ze strzałą na ziemi. Wyjęła nożyk i chwyciła za warkocz Lawendy, obcinając z jego końca końcówki kilku włosków. Potem rozdmuchała odrobinę węgielki przygasającego ognia ofiarnego i posypała je włosami, dokładając do tego także zasuszony listek rośliny ze swojego kosza. Był to jakiś chwast który lekko łagodził ból, gdy się go żuło. Dorzuciła też kilka patyczków, by pojawił się płomyk.

Mając tak przygotowany ołtarz i wciąż klęcząc, chwyciła drewienko na krawędzi paleniska, czarne i zimne. Zamknęła oczy, szybko rysyjąc sobie linie na twarzy, podobne do tych które widziała u szamana w plemieniu Żelaznego Pnia. Wszystko to było improwizowane i nie miała pojęcia czy zadziała, ale jeśli już gadać z bogiem, to trzeba to zrobić na porządnie. W międzyczasie słuchała Lawendy, starając się wychwycić to jak powinna się do niej zwracać... Do bogini, znaczy się, nie do Lawendy!

Gdy już wszystko było gotowe, zebrała garść wciąż ciepłych popiołów z krawędzi paleniska by natrzeć nim dłonie oraz okolice rany na prawej ręce, posuwając się nawet do osobnego posypania oddartego kawałka strupa. I wtedy rozłożyła ręce na boki.

- Adeoglorio, Pani Życia! - odezwała sięswoim drapliwym głosem - Ty co rozrastasz, i... eee... Co do ruchania namawiasz! Usłysz mnie, bo chcę zawszeć układ! - Złączyła ręce przed sobą, jak do modlitwy, patrząc prosto w górę - Oferuję ci ja, Miriam Grzmotowa z klanu Żelaznego Pnia, że pupili twoich łod śmierci i chujstwa bronić będę, że przeżyć im pomogem! W zamian chcę byś mię silną i zdrową zrobiła, i by magia twoja mi rany leczyła, jak tej co modli się obok mnie! - zrobiła drobną pauzę. Mlasnęła - No tego... daj znak jak się zgadzasz i czy chcesz się targować! A jak nie to idź się jebać jak reszta tych, do których się modliłam! Bo jebanie to chyba twoja specjalność, nie?

[Zakładam że po tej scenie będzie jeszcze dość czasu na to by Miriam wraz z Lawendą wróciły do tamtego miejsca przy krzakach o ile nic się nie wydarzy albo bogini odmówi. Ale jeśli się zgodzi, to Miriam będzie czekać przy kapliczce z łukiem w ręce i strzałą na cięciwie, z Lawendą stojącą przed sobą. Na otwartej przestrzeni, ale blisko dziewczyny.]
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Czw Lis 30, 2017 8:53 pm

@Xel i Szysz

Róża napisał:ale nie, nie mam do was pretensji, ja tu dowodzę, to ja powinnam wszystkiego dopilnować

Twarz Kona przez sekundę przykrył paskudny grymas. Róża niczego nie zauważyła, tak samo jak Żegota. Chociaż Żegota zauważyła, jak Faren i Join spojrzeli na Kona ukradkiem. Była to chwila. Nagły ruch oczu. Niezauważalne dla kogoś, kto nie spędził wśród marginesu społecznego i łotrów kilku lat. Półsłówka, gesty o ukrytym znaczeniu. TO właśnie widziała u Farena i Joina, ale nie wiedziała co to znaczy. Jednak nie wyglądało to groźnie. Zresztą mieli ważniejsze sprawy niż jej paranoja spowodowana przemęczeniem. Musieli zająć się podlotkiem

@Skrzynek

Miriam poczuła jak wiatr otacza jej ciało. Usłyszała wiatr wśród drzew i poczuła smród nawozu gdzieś z dżungli. Nie było to zbyt boskie odczucie. Co więcej, czuła, jakby ktoś ją wyśmiewał. Jakby ogień drżał jak rubaszny pijak trzymający się za brzuch, bo nie może utrzymać śmiechu. Dotknęło ją też uczucie zawstydzenia. Dziwna karuzela emocji. Jednak jej ciało nie czuło się ani silniejsze ani mocniejsze. Odeszła na bok razem z Marthą koło krzaków.

Udany rzut na percepcje

W sam raz by przywitać gości.

@Xel i Szysz

Róża i Żegota były jakieś 20 do 25 metrów od Mirian. Dwójka kobiet ukrywała się w krzakach. Mirian wydawała się nie zauważać ich. Mężczyźni zostali w tyle. Nie było ich widać w zasięgu wzroku.

avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Pią Gru 01, 2017 11:52 am

W pierwszej kolejności zmarszczyła nos i gapiła się na ziemną kapliczkę, starając się zrozumieć co się dzieje. Ale sygnał był na tyle jasny, że szybko pojęła co znaczy odpowiedź. Warknęła, zgrzytnęłą nagle obnażonymi zębami i wstała z klęczek.
- Gówno z umowy? To idź precz! - sarknęła. Złapała też garść ziemi z kopczyka i wsadziła siłą w dopiero co rozdmuchane palenisko, momentalnie gasząc płomień. Wkurwiona i upokorzona złapała w jedną rękę łuk, a w drugą ramię Lawendy, ściskając aż boleśnie. Zaciągnęła ją do swojego upatrzonego miejsca przy krzakach, każąc jej stać i trzymać kłapaczkę zamkniętą

W samą porę, bo niecałą minutę później zauważyła poruszenie w zaroślach po drugiej stronie polanki. Wycelowała w plecy Lawendy, nie napinając jeszcze łuku.
- Wyłazić i bym widziała że broni nie ma! - rzuciła swoim drapiącym głosem. Mimo że miała teraz na sobie koszulę Żegoty, dodatek popielnych rąk oraz czarnych, rytualnych linii na twarzy tylko czynił jej widok dzikszym w komplecie z jej zaniedbanymi spodniami, bosymi stopami, samoróbnym łukiem oraz skołtunionymi, czarnymi włosami - Ruchy, ruchy! - ponagliła.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Pią Gru 01, 2017 1:29 pm

Nadia była kompletnie nieświadoma ukradkowych spojrzeń i gestów między facetami, a pewnie nawet gdyby je zauważyła to by je zignorowała. W jej pojęciu to ona dowodziła, po pierwsze od kilku dni to ona mówiła każdemu co ma robić i większych oporów przy tym nie było. Co prawda jej "rządy" miały więcej wspólnego z matczyną ręką niż żelazną pięścią, ale to ona jednak decydowała o wszystkim. Po drugie, przez swój kontakt z Boginią czuła się "wybrana, by przewodzić jej ludowi". No i po trzecie: "Byli porządnymi żołnierzami z upadłego księstwa Calis", przynajmniej tyle mówili na statku.

Tego, że między upadkiem księstwa a wypłynięciem statkiem zdążyli nie raz i nie dwa zająć się szemranymi intereresami już nie wiedziała.

No i po czwarte, obecnie miała większy problem, którego rozwiązania nie ułatwiało to, że Żegota szła tuż za nią. No, ale już ta orczyca musiała ich jakoś usłyszeć lub zobaczyć oraz zawołać.

- Dobra Żegota, nie masz broni to idź ze mną, tylko z rękami uniesionymi ku górze - rzekła do towarzyszki - nie ma co jej denerwować - rzuciła półgębkiem, po czym wyszła z rękoma wyciągniętymi przed siebie, dzierżąc po jednej małpie w dłonii.

- Jesteśmy same i nie mamy broni! - krzyknęła idąc powoli przed siebie - upolowaliśmy te dwie małpy! Teraz są twoje! - dodała zatrzymując się kilkanaście kroków przed Lawendą.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Pią Gru 01, 2017 5:29 pm

Nadia oraz Żegota widziały Lawendę, stojącą sztywno w miejscu na skraju polany przed ruinami. Zza  liści jakiejś tropikalnej rośliny (szerokich na dwie dłonie i długich na co najmniej pięć) wystawały dwie szare od popiołu dłonie trzymające na razie nienapięty, ale wycelowany w kark Lawendy prymitywny łuk. Strzała miała kamienny, ale bardzo ostry grot. Za liści widziały też zacienioną sylwetkę wysokiej na dwa metry kobiety, której żółte oczy błyszczały lekko jak ślepia drapieżnika czającego się na polowaniu.
- Rzućcie koło dziewczyny! Lawenda, podniesiesz je i włożysz mi do kosza, jasne?! - szczeknęła autorytarnie, wprowadzając dodatkowe napięcie do sytuacji.
- Jasne! Jasne! - odparła kapłanka przybliżając się na parę kroków - uwaga rzucam! - dodała przed cisnięciem trucheł pod nogi Lawendy, ta od razu przystąpiła do wykonania polecenia Miriam.
- Mogę już sobie pójść? - spytała Lawenda gdy włożyła truchła do kosza.
Kiedy Lawenda podeszła do jej boku, łuk zmienił cel na dwie kobiety przed Miriam. Oczy skakały pomiędzy jedną a drugą, a Róża zapewne zauważyła ramę nawet pod warstwą drobnego popiołu.
- Mówiłam że dam sekret jak będzie łup dobry - odezwała się jeszcze, ruchem głowy nakazując Lawendowe stać gdzie stoi - Ale nie będę się zwierzać pupilom Boga, który mną pogardza! Powodzenia w przeżyciu, gupi ludzie!
Na taką odpowiedź Róża z ukosa spojrzała na Żegotę, jakby to ją podejrzewała o głoszenie takich dogmatów.
- Adeogloria jest Boginią miłosierdza i nie pogardza nikim! - odkrzyknęła w odpowiedzi - Pomaga każdemu kto o to poprosi! Następnym razem wystarczy, że przyjdziesz i poprosisz o jedzenie to Ci je damy bez problemu!
- Phah! - Miriam prychnęła z pogardą, wciąż trzymając strzałę wycelowaną w kobiety - Takaś ofiarna ale tylko jak swoją ci na okup biorę! A bożyszcze nad tobą śmieje mi się w twarz! Gupia nie jestem, przyjdę i wezmę co zostanie jak was bestyje wybiją, o!
- Bestie nas nie wybiją, bo chroni nas Boginii - odparła spokojnie Róża, jakoś wolała gdy strzała była wycelowana w nią, a nie w Lawendę - Moja Boginii nie śmieje Ci się w twarz, a ja zawsze byłam ofiarna i zawsze ofiarna będę! Następnym razem dam Ci żywność bez potrzeby brania zakładnika, przy okazji nawet opatrzę Ci rany jak będziesz jakieś miała!
Półorczyca warknęła głośno i postąpiła krok do przodu, odkrywając swoją pomalowaną twarz oraz dziki wyraz twarzy.
- Gnójsłów! [Bullshit] Odezwałam się do niej, dobrzeć chciałam, ale gównem w twarz wieje i w duszy mi się śmieje! Jedyny bóg naszego świata co na modlitwę odpowie od lat, i co? I KPI! - wrzasnęła, skupiając się w pełni na Róży.
- Zaraz... Ty... odezwałaś się do mojej Boginii? - zapytała zbita z tropu Róża.
- A jak miałam, kuriera słać?! - odszczeknęła, obnażając zęby i wciąż wytrzeszczając oczy to na Różę, to na Żegotę. Wciąż celowała w nie z łuku, z emocji napinając lekko cięciwę - Przy tej posranej kaplicy klęczę i pytam się o coś, a ona se KPI! Wypchajcie się tym leczeniem nóg i gupimi krzewami co jedną noc rosną! Wrócę jak łogień wasz ofiarny zapachem ściągnie wilcze wyjce albo inne kurestwo, wtedy to ja się zaśmieję! - cofnęła się że dwa kroki i odwróciła, potrącając ramieniem Lawendę na odchodnym. Szybko zniknęła wam z oczu.
Róża spojrzała na Lawendę, ta spojrzeniem potwierdziła wersję orczycy, toteż kapłanka odparła głośno w stronę ściany lasu:
- Adeogloria nigdy nie kpi! To nie mogła być ona! Ona o tej porze dnia się nie objawia! To musiał być jakiś leśny demon!
Półorczyca, teraz już niewidoczna dla ludzi na polanie, zacisnęła tylko szczęki i jeszcze przyśpieszyła kroku.
- Wypchajcie się! - odwrzasnęła z głosem już częściowo stłumionym przez roślinność.
Nic więcej już nie usłyszeli.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Pią Gru 01, 2017 8:18 pm

Kapłanka tylko westchnęła i wyciągnęła rękę w stronę Lawendy, a ta w końcu ruszyła się z miejsca i błyskawicznie do niej przypadła. Mocno się w nią wtuliła, ale poza tym zachowała spokój.

- Już wszystko dobrze - odparł Róża odwzajemniając gest - nic Ci nie jest?
- Czuję się zdrowa...
- To samo mi mówiłaś jak obił Ciebie twój ojciec - odparł z przekąsem kapłanka - do rzeczy, masz rany, siniaki?
- Miriam mnie kopnęła, ale to nic... bywało gorzej.
- Ta... - przyznała niechętnie kapłanka - Miriam... to imię tej orczycy?
- Tak, Miriam Grzmotowa z klanu Żelaznego Pnia - powtórzyła młódka z pamięci
- O co chodzi z tym jej zwracaniem się i klęczeniem?
- No bo jak zobaczyłam jej rany to powiedziałam jej, że umiesz leczyć rany dzięki mocy boginii, na dowód pokazałam moją nogę, później zapytała się o ten krzak róży i jak powiedziałam, że od to od Boginii. Wtedy kazała mi się modlić, a sama rozpaliła ogień no i chciała się targować... powiedziała, że będzie nas chronić jeśli boginii ją uleczy... i doda jej sił...
- No proszę... ledwo wzięli Ciebie jako zakładnika za okup i już zaczęłaś nawracać! Doskonały z Ciebie misjonarz! Boginii jest z Ciebie dumna! Wykazałaś się prawdziwą wiarą w nią! - pochwaliła ją Róża na co jej akolitka od razu pokraśniała, ale zaraz spochmurniała
- No ale Boginii nic jej nie odpowiedziała... tylko wiatr zawiał i przyniósł śmierdzące powietrze, przez co Miriam sie wkurzyła!
- To nie mogła być być Adeogloria - ucięła krótko kapłanka - ona objawia się ogniu i świetle, a nie za pomocą smrodu, a już na pewno nie zrobiłaby czegoś tak niemądrego jak denerowowanie naszej orczycy... a jej modlitwa się została wysłucha, przyszłam ja i mogłam ją zarówno uleczyć jej rany i przywrócić jej siły, a to że się ode mnie odwróciła i odeszła... to jej sprawa. Za to wiemy, że zna wspólny, więc pewnie jest rozbitkiem tak jak my - dodała do siebie, po czym spojrzała się po swoich towarzyszkach.

- Później się nad tym zastanowimy, teraz Ty Żegota wracasz do łóżka, a my przygotujemy obiad, tą jedną małpą się nie najemy, ale chociaż stłumimy głód.

I tak kapłanka zawołała mężczyzn, zapewniła ich, że już wszystko w porządku. Po czym wszyscy weszli do ruin. Faren oskórował pozostałą im małpę(z trudem, bo z trudem), zaś Nadia i Lawenda przygotowały palenisko. Część mięsa upiekły, część ugotowały, po czym rozdzielono je z grubsza po równo między wszystkich. Tajemniczego tunelu na razie nie badali, zdobycie jedzenia było ważniejsze.

Po posiłku Nadia oczyściła ołtarz z ziemii i zarządziła krótkie modły. Po nich wyruszyła łowić ryby. Kona i Mordechaia wzięła ze sobą, zaś Joina i Farena na straży Lawendy, Żegoty oraz ruin. Choć prawda już była taka, że Faren bez oporu położył się do swojego łóżka po tym jak mu Nadia kazała. Był wyraźnie osłabiony.

Resztę popołudnia spędziła razem z dwójką mężczyzn na plaży. Oni we dwóch brodzili w płytkiej wodzie i za pomocą rozpiętej sieci próbowali łapać ryby, zaś Nadia chodziła w płytszej wodzie zbierając małże. Polowała także na drobne kraby, po jednym ciosie kamieniem zazwyczaj traciły zdolność do ruchu. Robota była nawet przyjemna, ale zbyt szybko im nie szła, co chwila przystawali z obawą rozglądając się czy ryboludzie się nie zbliżają.

Gdy słońce zbliżyła się do zachodu postanowili wrócić z tym co mieli. Po powrocie mężczyźni zaczęli oprawiać ryby, zaś Róża z Lawendą obierały skorupiaki próbując rozsądzić, które nadają się do zjedzenia, a które nie.

Reszta dnia upłynęła zwyczajnie, przygotowana wieczerzę z tego co mieli, odprawiono wieczorne modły, Róża zajrzała zajęła się Żegotą oraz Farenem, na końcu skontrolowała jeszcze stan ogródka i ołtarza.


Ostatnio zmieniony przez Xelacient dnia Pon Gru 04, 2017 12:47 am, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach