Misja po Nowy Świat [sesja]

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Sro Gru 13, 2017 8:24 pm

Żegota się budzi i robi, oraz przekonuje innych by robić, w kolejności:
>Tarcze i włócznie,
> kołki, drzwi, i jakaś barykada tylnych korytarzy od strony głównej sieni
> osłona piersi dla Żegoty i jakieś bronie zapasowe (ze dwie włócznie? Dwie podządne pałki?)
> Garnki do wody i jedzenia, suszące się przy ognisku przez noc. Plecenie koszy.
> Zapas drewna, włókien, lian.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Czw Gru 14, 2017 12:33 am

Widząc jak najpierw wszyscy są zawołanie do środka, a kilka minut później idą w różnych kierunkach, zaczynając wołać jednego ze swoich towarzyszy, Miriam szybko domyśliła się co się stało. Ucieszyło ja też, że Żegota również ruszyła na poszukiwania. Może coś ją tam zje? Byłoby jak kamień z serca.

Poczekawszy aż kawałek odejdą wyszła ze swojej kryjówki w krzakach (z dodatkiem swojego znaleźnego skórzanego fartucha oraz podobnego kaptura, z zardzewiałym kilofem i łopatą wystającymi z kosza na plecach). Podeszła pewnie do ich nieco wzmocnionych, drzwi [otwarte czy nie?] I zakołatała, cofając sie. I tym razem trzymała swój łuk, celując w ziemię.
- Handel! - obwieściła lakonicznie, czekając aż ktoś wyjrzy.
Świeżo naprawione drzwi były przymknięte, aby przeciąg nie rozwiewał dymu z właśnie rozpalanego w środku ognia. Głos był przytłumiony, ale Nadia go poznała, gestem uspokoła żaka oraz akolitkę po czym podeszła do drzwi i lekko je uchyliła.
- Witaj Miriam, co tak szybko do nas wróciłaś? I o jakim handlu mówisz? - rzuciła przez szparę.
- Przez próg nie gadam - odburknęła. Zauważyła że Róża miała na sobie tą całą szatę w której wcześniej chodziła Żegota... A, tak, przecież widziała wcześniej jak tamta hasała w nowym okryciu cycujów! Czyli że tamta mogła znowu założyć co jej.
- Wejść mogę? Dziwnie na odkrytym stać - zauważyła, oglądając się w bok na zarośla.
Nadia obrzuciła Miriam spojrzeniem, po czym wzruszła ramionami i otworzyła drzwi na oścież.
- Dobra właź, tylko schowaj ten łuk, żeby nie denerwować reszty, rozpalamy właśnie w piecu to możesz się do nas dosiąść - dodała zapraszając ją gestem do środka.
Miriam schowała strzałę do kołczanu i po kilku krokach była już przy drzwiach. Schyliła się by nie uderzyć o górną framugę i stanęła w środku. Już tu wczoraj była, ale widać że nie próżnowali. Spojrzała twardo po kurduplowatej Lawendzie i chudzielcu, po czym odstawiła łuk pod ścianę.
- Fanty mam - oznajmiła. Wyjęła zza pleców kilof oraz łopatę, prezentując oba Nadii - Dla was to tu się przyda. Do walki... - tu machnęła kilofem w bok, jakby był tam napastnik - ...i do roboty. - tu oparła się na łopacie jak na jakiejś drogiej lasce. Przy małej lasce, przy jej wzroście.
Miała bardzo zadowoloną z siebie minę, wręczając zardzewiały, brudny kilof Róży by potrzymała i zobaczyła jaki fajny.
- A za to ty mnie wyleczysz! Choróbsko bierze i przejść nie chce - korzystając z wolnej ręki uniesionej do nosa zrobiła dwa mocne, nagłe wydechy, czym wysmakrknęła gluta na podłogę najpierw z jednej, potem z drugiej dziurki, jakby chciała zademonstrować że rzeczywiście coś jej jest.
Jak orczyca zaczęła machać kilofem to w końcu Lawenda nie wytrzymała i się wtuliła z obawy w Mordechaia, ten chętnie odwzajemnił gest. Nadia z powątpiewanie spojrzała na wspomniane przedmioty, przez chwilę pocierała się po policzku, aż w końcu wzruszyła ramionami.
- Z zasady nie odmawiam nikomu leczenia, mam trochę świężych ziół, a nawet trochę suszonych owoców z dzikiej róży, ponadto planujemy zrobić zupę, wygląda mi to na zwykłe przeziębienie toteż ogrzanie się przy ogniu i wypicie czegoś gorącego powinno Ci pomóc.
- Dobrze! To ten, jaki napar zrobisz? Ziółka czy owoce? - Miriam oddała jej także łopatę. Zaczęła zdejmować z siebie ekwipunek, odkładając kołczan i włócznię, a także swój kosz, w którym wciąż trzymała trochę suszonego mięsa jeśli by się jej coś spodobało i potrzebowała "drobnych". Wyraźnie nie miała oporów przed zadomowieniem się tutaj, albo po prostu nie uważała tej trójki za zagrożenie, co dało się poznać choćby po jej wyprostowanej postawie.
- Co wy się tak tego? - rzuciła w stronę Lawendy i Mordechaja. Po chwili jednak trochę zmarszczyła brew - A, tu o to zakładnikowanie chodzi?
- Dziwisz się? - odpowiedziała Nadia za swoją podopieczną - trochę ją obiłaś, co prawda jej rodzony ojciec kilka razy sprał ją mocniej, ale ma prawo w twojej obecności czuć sie niekomfortowo, czyż nie?
Półorczyca zmróżyła oczy, patrząc najpierw na Nadię, potem na Lawendę.
- Jakby nie ten płaski babochłop to bym tylko nastraszyła! - rzekła szorstkim tonem w swojej obronie. Potem zwróciła się w stronę pieca, kucając koło niego. Pyrzjrzała się, dołożyła nieco drewna i oparła się plecami o jego bok, tym razem nie patrząc już na nikogo. Czuła na sobie ich niepewne, badawcze spojrzenia, przez co czuła się trochę jakby była jakimś dziwem. A może nikt nie chciał podejść, bo pachniała potem i wszystkim czym nacierała się by zmylić węch wyjców? Nie było w tym gówna ani nic równie wstrętnego, bo to za proste, ale i tak była to mało przyjemna dla nosa mieszanka.

- Jak się boisz to się ucz jak walczyć, a nie szukasz za kim się schować - zauważyła sucho. Obrzuciła Mordechaja taksującym spojrzeniem od stóp do głów - Przynajmniej znajdź chłopa co ma jakieś mięso na kościach... - zrobiła pauzę na ewentualny komentarz oburzonego faceta, po czym dokończyła. - ... Bo wtedy wyjce użarłyby go najpierw i miałabyś szansę na ucieczkę.
- Ten chłop strzela z kuszy i niech to wystarczy za obronę - rzekła obojętnie Nadia - dobra, ogień rozpalony to spróbuje ugotować na nim wodę - dodała Nadia ustawiając blaszane naczynie z wodą jakie im się ostało z katastrofy [kociołek] na ruszcie pieca.
Miriam parzyła na to jak Nadia przygotwywała wodę i nastawiała herbatę. Jej mina z neutralnej i nieco zaciętej zmieniła się w raczej nostalgiczną. Taka prosta rzecz... A jednak nie widziała od lat by ktoś to robił. Dziwne uczucie.
- Wiec, ee... Długo tu siedzicie? - zaczęła niezręcznie. Zerknęła na Lawendę i Mordę, ale szybko odwróciłą wzrok - Znaczy od początku. Bo ten... - zacięła się, i to bardziej niż lekko, ale w końcu wydukała - Bo ee... Bo trochę... No... Co wy tu jecie? - Wyglądała jakby nagle zrobiło jej się gorąco, i to wcale nie z powodu opierania się o piec. Zdała sobie właśnie boleśnie sprawę, że poza groźbami, ostrzeżeniami czy targowaniem się to ostatnią normalną rozmowę prowadziła bardzo, bardzo dawno temu.
- Ryby - odparła prosto kapłanka - te morskie stwory chyba nie bytują przy brzegu za dnia, toteż można je spokojnie łowic w sieć, jak dobrze pójdzie to jutro sie wybierzymy nazbierać owoców dla urozmaicenia.
Gdy woda zaczęła wrzeć Nadia wrzuciła do naczynia garść suszonych owoców, całość pogotowała jeszcze przez chwilę, po czym za pomocą szmatki zestawiła naczynie, a gdy przestygło podała je Miriam do wypicia.

- Masz, herbatka z róży jest bardzo dobra na przeziębienie, po tym poczujesz się lepiej - dodała z wyjątkową pewnością siebie.
Miriam wyciągnęła ręce po herbatę. Nadia zrobiła je w małym kociołku, więc było jej dobre pół galona. Usiadła w siadzie skrzyżnym, przez chwilę po prostu trzymając gorący metal, patrząc w ciemny napar. Jakby napawała się ciepłem, parą i zapachem. Aż w końcu uniosła go do ust i napiła się. Kilka powolnych, dużych łyków, po których westchnęła głośno i oblizała się. Było minimalnie słone przez to że róże przeszły kąpiel w morzu, ale to nie szkodziło. Od tak dawna nie miała zwyczajnie w czym zrobić sobie czegoś ciepłego, że aż się uśmiechnęła. Sama do siebie, lekko, i gdy tylko zerknęła na ludzi naprzeciwko niej, zaraz spoważniała.

- Oby, oby lepiej! Bo ci za to zapłaciłam! - burknęła z szorstkością nie pasującą do tego co przed chwilą widzieli. Upia jeszcze jeden łyk, znów opierając się plecami o piec. Musiała co jakiś czas się od niego odrywać, by się nie oparzyć, ale grzała się o niego jak mogła.
- Spokojnie - odparła niezrażona Nadia - wypijesz to, ugrzejesz się przy tym piecyku, zjesz jeszcze jeszcze z nami zupy, odpoczniesz przez noc, a zobaczysz, że następnego ranka poczujesz się o wiele lepiej.
Miriam poruszyła się niespokojnie, patrząc w stronę drzwi.
- Nie chcę spędzać nocy w pułapce - powiedziała, garbiąc się nad kociołkiem - Wolę spać gdzieś gdzie wyjce mnie nie znajdą. U siebie... Nad ziemią...
- A śpij sobie gdzie chcesz, tylko, ciepło się okryj i połóż się w suchym miejscu.... zresztą i tak tutaj nie ma gdzie Ciebie położyć to nawet lepiej, że masz własne miejsce do spania.
Na to Miriam już nic nie powiedziała. Po prostu napiła się jeszcze, siedząc sobie i patrząc na ludzi od czasu do czasu, grzejąc się. Po jakimś czasie obróciła się by dla odmiany położyć na piecu onuce. Te ostatnie  po jakimś czasie zdjęła by dać odpocząć stopom. Nie trwało jednak długo, nim pod wpływem "spojrzeń" sama zapytała czy mają tu się gdzie umyć i poszła do ich źródełka, zabierając ze sobą trochę popiołu (jaki na pewno trzymali w tym celu) oraz swoją broń. Źle by się czuła, zostawiając broń w innym pokoju. A co jeśli by ją schowali, przecięli cięciwę? Niby było to głupie, ale zwyczajnie wolała mieć to przy sobie.

Wróciła z mokrymi włosami, pachnąc O NIEBO lepiej. Przeprała też na szybko swoje ubrania (oraz te zabrane wcześniej rozbitkom) Fartuch, kaptur oraz koszulę rozwiesiła gdzie indziej, zostając w swoich spodniach i bardzo postrzępionym, obcisłym topie, który teraz w dodatku lepił się do ciała po praniu i uwydatniał jej szerokie stojące sutki. Nie próbowała się jednak zakryć, prawdopodobnie w ogóle o tym nie myśląc, po prostu znowu siadając obok pieca by wyschnąć i dalej popujać herbatę (którą wstawiła na chwilę do pieca jeśli ostygła). I tak musiała przypomnieć sobie jak się gada zanim będzie tego próbować...
Aczkolwiek była jeszcze jedna sprawa.
- Emm... Nie macie tu grzebienia, co nie? - zapytała dosyć smętnie. Spojrzała przelotnie po kobietach, ale zaraz westchnęła i po prostu zaczęła raczej bezowocne próby rozczesania swoich długich, czarnych, kołtuniących się włosów samymi palcami.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Wto Gru 19, 2017 9:11 pm

W końcu mężczyźni wrócili. Bez Farena. Zapadał zmrok, więc musieli wrócić. Żegoty też jeszcze nie było.

Uznałem, że Żegota pójdzie do lasu na szaber, bo jak nie ma Szyszka, to nie ma jak zrobić spiny między Szyszkiem a Miriam. Najwyżej z Szyszkiem zrobimy jakąś przygodę na Discordzie

Join i Kon byli w ponurych nastrojach. Mieli ze sobą worek (na razie nie ważne skąd), w którym coś mieli. Wyglądali jak po walce. Byli brudni, zapoceni, a ich wyposażenie nosił ślady walki.

Jednak teraz to nie było ważne. Teraz mężczyźni przyszli do ruin, a tutaj wałęsała się półorczyca. Kon puścił worek i sięgnął po swój kij. Join chwycił za kuszę, ale jeszcze nie mierzył. Mężczyźni pytająco spojrzeli na Nadię, gdyż tylko ona byłą w pobliżu, a Mordechai był na stanowisku strzeleckim, a Lawenda pewnie gdzieś w środku.
avatar
Faust

Liczba postów : 110
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Sob Gru 23, 2017 10:00 pm

Widok mężczyzn nie wróżył niczego dobrego, jednak widząc ich zmęczenie Nadia nie zadawała pytań tylko od razu przeszła do wyjaśnień:

- Miriam przyszła handlować, przyniosła nam te rzeczy... możecie je sprawdzić - dodała wskazując na pordzewiały kilof i łopatę oparte na ścianę - w zamian zajęłam się jej dolegliwościami i pozwoliłam ogrzać - dodała wskazując dłonią na wzniesiony piec - nie przejmujcie się nią, ona i tak nie zostaje u nas na noc, lepiej powiedzcie mi czy macie jakieś rany? Opatrzyć was? Jeśli nie to siadajcie i opowiadajcie co się stało, jesteście głodni? - zapytała na koniec.

Jeśli Kon i Join nie wymagali pomocy medycznej to zajęła się pieczeniem. Lawenda wcześniej oprawiła trochę ryb to teraz Nadii zostało tylko ich przygotowanie. Dołożyła do pieca, po czym na patyku zaczęła opiekać kawałki mięsa słuchając przy okazji relacji mężczyzn.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Pon Gru 25, 2017 11:01 am

Pogmerała jeszcze trochę mieczem w jej czaszce, coby do reszty rozpapkać mózg adwersarza, który przestał się w końcu drzeć i wypadł martwy z pnia; a wraz z jego życiem uleciało życie wszystkich drzew w zagajniku. Pieprzone driady, tfu, tępe zezwierzęcone abominacje o inteligencji niższej nawet od orka. Jak ja ich kurwa nie szanuję.

Stanęła nad zwłokami mutanta z dodatkową dziurą w głowie. Czuła to, to definitywnie się działo i musiała to w końcu przyznać: powoli i nieubłaganie zmienia się w ghula. Jest źle. Bardzo. Prawdopodobnie będzie się musiała sama zabić aby nie stanowić zagrożenia dla załogi, psia mać.
Dobra, lepiej tego nie przedłużać bo może być tylko gorzej. Zje sobie trochę byle odegnać ten abominacyjny, spaczony, nienaturalny, plugawy głód, i pozostanie jej polegać na łasce Monomacha. Albo że Nadia coś na tą przypadłość wymyśli zanim będzie za późno.

Trzeba było wypatroszyć driadę zanim się sparzy i będzie niejadalna. Ale najpierw narzędzia - mieczem ciężko by było patroszyć, więc wzięła pierwszy lepszy kamień wielkości pięści i ciosała go o inne, by nadać mu ostrość i kształt na wzór noża. I musiała to zrobić szybko, bo wieczór się zbliżał.
Gdy już kamienne ostrze było gotowe, wbiła je driadzie w odbyt i rozcięła dookoła, by go zaraz potem wyjąć razem z resztkami gówna jakie w sobie trzymała. Potem przyszła pora na pozbycie się narządów rozrodczych... musiała przyznać, że patroszenie humanoidalnego stworzenia jak zwierzątka było nieprzyjemne i nieswoje nawet dla niej, ale co poradzisz. Każdy gram mięsa się przyda.
Nacięła ciało wszerz, między pasem a brzuchem i zwyczajnie wyrwała co jej nie pasowało. Dalej zostało jeszcze otworzyć brzuch, nacinając od dołu, ostrożnie... trzymała dwoma palcami skórę i cięła między nimi, pomagając sobie w ten sposób i upewniając się że nie przetnie bebechów - nie miałaby za bardzo ochoty jeść wątróbki z ekskrementową posypką. Gdy już cięcie doszło do mostka, zwyczajnie przechyliła driadę na bok i wyrwała z niej wszystkie flaki na bok na trawsko, odstawiając sobie z nich wątróbkę i serce do zjedzenia na później.
Teraz zostało tylko rozciąć gardziołko i wyrwać rurę... jeszcze tylko sprawdziła czy szyja i odbyt są drożne i nic w nich nie zostało. Wsio gotowe, driada była gotowa do porcjowania.

Psia mać, z każdą chwilą takiego babrania się w mutancich flakach robiła się coraz to bardziej, i coraz to bardziej głodna i głodna, aż w końcu nie wytrzymała i pożarła serce niemal za jednym zamachem.
Zachciało jej się płakać. Stawała się bezsilna wobec swojej klątwy, i dopiero w teraz zdała sobie sprawę z jej horroru w całej swojej postaci. Przecież sama stawała się czymś, czym z całego serca gardziła, a wszystko przez to pieprzone morze! Powinna tam była zdechnąć...
Otrząsnęła się. To nie czas na rozczulanie się i pierdolenie. Wyczyściła umysł, spuściła wpierdol własnym wątpliwościom i przerażeniu i odesłała z powrotem w czeluści mózgu. Kulturalnie dojadła wątróbkę, krojąc ją i jedząc jak schabowego. Było jednocześnie pyszne, rozpływające się w ustach i odrażające, powodujące że zbierało się jej na wymioty, ale już widać taki jej spierdolony skurwiały los był. Żegota po prostu nie może doświadczyć niczego przyjemnego w życiu, to było jakieś fatum z którym się dawno pogodziła i zaakceptowała. Czasami tylko bolało bardziej. Tak jak teraz.

Zmierzchało już. Najwyższa pora wracać. Głowę driady odcięła aby wziąć sobie jako trofeum, mięso poporcjowała i związała lianą, po czym tak stworzony sznur z mięsem przewiesiła sobie przez plecy aby łatwiej jej było nieść. Całej driady by nie udźwignęła, ale po usunięciu flaków i lepszym rozłożeniu ciężaru nie miała problemu z marszem ku "domu". Cała umazana we krwi i krwią śmierdząca. Musiała pachnieć jak delicje dla każdego drapieżcy, ale miała to w dupie; po prostu zabije każdego mutanta który się na nią napatoczy.

//Żegota pojawi się w ruinach dopiero po odpisie Tośka i zdaniu relacji przez chłopaków.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Czw Gru 28, 2017 7:38 pm

@Szyszka

Po zjedzeniu serca driady usłyszałeś w swojej głowie rubaszny śmiech. Głos był męski, dźwięczny, głęboki, ale i niepokojący
- Witaj śmiertelniku. Bardzo podoba mi się co tutaj robisz. - Usłyszałeś w swojej głowie. Jesteś pewny, że przemawia do Ciebie istota wyższa. - Nie jestem Monomach, jeśli Cię to interesuje
"Tego byłem pewny" W myślach dodała Żegota
- Możesz sobie go odpuścić. Nawet nie myśl, że on się zainteresuje wynaturzeniem takim jak Ty, w końcu on sam zwalcza takich jak Ty. Ale, możemy się dogadać. Co powiesz na to, że dzięki będziesz mógł posiąść moc zjedzonych przez Ciebie istot?

Początkujący ghoul tylko zaśmiał się.

- Do każdego startujesz z taką gadką? Myślisz, że się nabiorę? Nawet nie wiesz ilu już bluźnierców sama powiesiłam za jelita.
- A ja myślę, że jesteś zmęczona tą całą wiernością. Co Ci to dało? Co Ci Monomach dał?
- O! O! Czyli jak ja będę wierny, to oczekuję tego i tego? Na tym myślisz polega wiara? Na tym polega oddanie? Co po takim wyznawcy, co porzuca od razu wszystko dla jakiegoś głosu w głowie?

Głos najwyraźniej nie był zadowolony.

- Chciałem po dobroci, ale śmiertelnicy nigdy nie słuchają...

Żegotą wstrząsnęły spazmy bólu. Położyła się na ziemi. Czuła się, jakby ktoś przywalił jej w wątrobę. Nie mogła wstać. Świat był bólem.

- Podaj się!
- NIGDY!
- ZGINIESZ!

Automatycznie zdany test na morale na podstawie wcześniejszej gry i rozmów na prywatnym discordzie

- I DOBRZE! PRZYNAJMNIEJ JEDNEGO MUTANTA MNIEJ

Ulga. Przeogromna ulga. Jakby nagle postawiła klocka po całodniowej uczcie poprzedniego dnia. Jak sen po niesamowicie zakrapianej popijawie. Brzuch już jej nie bolał. Poczuła się lżej, ale bardzo zmęczona. Jednak poczuła obecność. Poczuła dotknięcie. Poczuła bliskość. Poczuła się oczyszczona.

KP zostało zaktualizowane

@Xel i Skrzynek

Join i Kon nie odezwali się na początku. Po chwili ich ramiona opuściły się jakby wielki ciężar na nich spoczął.

Kon wziął worek i poszedł z nim w stronę plaży. Join wziął ze sobą jakieś narzędzia, chrust, szmaty i znaleziony kilof i łopatę. Gdy mijali Nadię Join przystanął i szepnął cicho, ale wyraźnie:

- Faren nie żyje...

Po czym obaj oddalili się.

@Wszyscy

Gdy mężczyźni zniknęli za horyzontem, w obozie pojawiła się Żegota. Zatrzymała się przed kobietami mierząc półorczyce zimnym wzrokiem. Rzuciła zdrewnianą głową driady pod nogi Nadii, powiedziała Miriam żeby jej nawet nie wkurwiała i przysiądła się tuż obok niej. Miriam nie wyczuła na tyle dużej wrogości, by się obruszyć, ale widziała, że kobieta jest napięta jak strona. Z pewnością jakikolwiek zły ruch ze strony półorczycy może zakończyć się pożarem na klatę od Żegoty.

Miriam rozpoznała za to głowę. To Zielona Wiedźma. Inaczej driada. Nęci chłopów, miesza im w głowach, a potem zamienia ich w drzewa. Prawdopodobnie taki los spotkał Faren, a worku Kon trzymał jego resztki.

Za to obie kobiety były ciekawe, skąd Żegota nabrała tyle przyprawionego mięsa.
avatar
Faust

Liczba postów : 110
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Pią Gru 29, 2017 1:54 pm

Nadia osłupiała, z wrażenia upuściła patyk, który razem z opiekanymi kawałkami ryb wpadł do pieca. Rozszedł się lekki swąd palonego mięsa, ale to już nie miało dla kapłanki znaczenia. Zginął jeden z nich, ich i tak zbyt mała garstka zmniejszyła się jeszcze bardziej. Róża czuła się za to odpowiedzialna, nawet jeśli nie miało to żadnego sensu. Bo w czym zawiniła? Ostatnie co mówiła Farenowi to, że ma zostać w łóżku, a ten samowolnie poszedł w teren.

Mimo tego czuła się winna, winna przed Boginią, bo nie "dopilnowała" jej "ludu", być może Faren był tym najbardziej krnąbrnym i szyderczym "wyznawcą", ale wciąż był jednym z nich! Poza tym wspólna walka o przetrwanie zbliżyła ich wszystkich do siebie, może Farena słabo znała, ale  i tak po jego odejściu czuła wyraźną stratę.

Dlatego też Nadia niezbyt przejęła się cisniętą pod nogi głową, wydawała się być z drewna to może stanowiła jakiś dziwny totem, już bardziej przejęła się samą Żegotą, była cała we krwi. Toteż w pierwszym momencie Róża przestraszyła się, że ona też zaraz umrze. Jednak chwila obserwacji pozwoliła ustalić, że to nie była jej krew. Normalnie mimo tego spytałaby ją czy nie jest ranna, ale... Żegota wyglądała na taką, której lepiej nie irytować zbędnymi pytaniami. Dlatego w sprawie przyprawionego mięsa też stłumiła ciekawość i wstrzymała się od pytań.

Może starli się z wilkołakami? To by tłumaczyło czemu Faren zginął, a reszta jest obita i okrwawiona. No i mogli wśród łupów znaleźć tą dziwna głowę i mięso. Tak, to było sensowne wyjaśnienie i nie było sensu o to pytać... zwłaszcza teraz.

Co robić? Czy to wszystko miało sens? Czy... Kapłanka nagle jednak potrząsnęła głową i skarciła się w myślach. Miała więcej nie wątpić w Boginię! Miała służyć jej i jej ludowi! Zatem powinna robić to co do niej należało! I jeśli ktoś umarł to powinna dopilnować jego pogrzebu!

W końcu powoli się wyprostowała, przygnębienie wciąż na niej ciążyło, ale teraz znalazła w sobie siłę, by je dźwigać.

- Lawendo - powiedziała spokojnie, niemal lodowato - pójdziesz teraz do Mordechaia i przekażesz mu wieści, że Faren nie żyje. Ja pójdę odprawić mu pogrzeb... zasłużył na niego - dodała jakby do siebie, po czym spojrzała na orczycę, może lepiej nie było jej zostawiać sam na sam z Żegotą.

- Miriam już się ściemnia... będziesz musiała powoli wracać do siebie... jeśli chcesz to możesz ze mną się przejść kawałek, idę za Konem i Joinem... w stronę plaży - dodała na odchodne. Po czym zaczęła powoli iść, tak się uczepiła myśli odprawienia pogrzebu, że była gotowa iść samotnie przez ciemniejącą dżunglę.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Pią Gru 29, 2017 3:17 pm

- Nigdzie się nie wybierasz - powiedziała Nadii tonem nieznoszącym sprzeciwu - Dość nam już trupów, samej nie dam Ci pójść w mroku, a i Lawendy i Mordechaja samych nie zostawię; to w końcu tylko dzieci - mówiła, wpatrując się Róży w oczy wzrokiem mordercy.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Pią Gru 29, 2017 6:32 pm

Kapłanka przystanęła i spojrzała na rozmówczynię. Swoim sposobem bycia zawsze wywoływała u niej lęk, a teraz przy swoim wyglądzie i spojrzeniu była naprawdę przerażająca. Nadia zawahała się, po czym odpuściła, nie miała siły i ochoty stawiać oporu.

- W sumie masz rację - dodała jakby chciała sie usprawiedliwić przed samą sobą - chłopaki pewnie teraz chcą się na osobności pożegnać ze swoim towarzyszem... jak jutro odprawię obrzędy pogrzebowe to też będzie dobrze... - myślała na głos siadając z powrotem przy piecyku - może nawet w większym gronie to by się zrobiło. - dodała na koniec.

Zapadła chwila milczenia, przerywana tylko trzaskiem ognia w piecyku.

- Wypiłaś w końcu Miriam tą herbatę? - spytała w końcu - jeśli tak to bym umyła naczynia i zrobiłabym w nim zupy rybnej... pewnie wszyscy już zgłodnieli - stwierdziła ze wzrokiem wbitym w podłogę.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Pią Gru 29, 2017 11:30 pm

- Tak, wypiłam - Odparła miriam tym swoim szorstkim głosem, który zdawał się niemal pogwałcać doniosłość ponurej ciszy, jaka nad nimi zawisła. Podała garnuszek Nadii, potem wskazująckciukiem na siedzącą obok Żegotę - Ale łona to się chyba najadła - zerknęła na okrwawioną twarz Żegoty - A tamci po pogrzebie głodni być nie muszom. Ale rób, rano się ognie rozdmucha i podgrzejecie... Jak Wyjce was przez noc nie zagryzom.

Teraz odwróciła się bardziej w stronę Żegoty. Nie bała się jej, ale mówiła z wyczuwalnym szacunkiem.
- No, to ty się umyj, co by kolegów nie straszyć, a ja z Różą wyjdę i przypilnuję jak się modlić będzie - Wstała, chwytając wcześniej uratowany z ognia zaostrzony patyk z odrobinkę przypopielonymi, pieczonymi rybkami i podając go Żegocie - Masz, dopiecz. Sił wam trzeba by w nocy mieć siłę się z Wyjcami bić.

Pokiwała głową z poważną miną. Na swój szorstki, dyrektywny sposób, ale można było nawet odczytać jej zachowanie za pomocne. Albo i nawet serdeczne, na półorczy sposób. Ba, nawet wydawało się że widząc Żegotę nabrała nieco mniej pesymistycznej opinii o ich losie, bo mówiła o walce a nie o niehybnej śmierci.

Potem zarzuciła na siebie kapturek, (wypraną) koszulę oraz skórzany fartuch, wzięła swoją broń i skinęła głową na drzwi, patrząc na Nadię. Wyraźnie sugerowała by ta wyszła razem z nią. "Pomodlić się". Tak po prawdzie to zauważyła, że Nadia chce się do czegoś przydać i jest zdołowana nie mogąc znaleźć niczego, co by pomogło jej zapomnieć. A skoro jest kapłanką, to pewnie porządna modlitwa do tej ich śmiesznej bogini dobrze jej zrobi. Miriam zamierzała też powidzieć jej to i owo, ale to jak już wyjdą.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Pią Gru 29, 2017 11:50 pm

Nadia bez słowa wzięła naczynie do rąk po czym zaczęła przymierzać się do jego umycia, ale wten półorczyca wspomniała o modleniu się.

- No tak, przecież zmierzcha już, pora wieczornych modłów, a ja głupia zapomniałam! - rzekła zażenowana, jak mogła zapomnieć o czymś tak podstawowym! - muszę ogień w kapliczce zapalić! - dodała odstawiając kociołek tam gdzie stała, następnie patykiem zagarnęła trochę żaru z pieca na płaski kamień, po czym nie oglądając się za siebie ruszyła do swojego miejsca modłów. Miriam na pewno miała rację w tym, że modlitwa dobrze zrobi kapłance, ta chwilowo się na tym tak skupiła, że zapomniała o wszystkim innym.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Sob Gru 30, 2017 12:29 am

Miriam otworzyła drzwi by Róża nie kłopotała się z tym skoro niosła rozżarzone węgle. Potem założyła strzełę na łuk i rozejrzała się, idąc za nią wolnym spacerkiem. Czujność, czujność... Czujność. Ale wyglądało na to że nic się nie czai, toteż podeszła do rozpalającej ogień kapłanki.
- Ta ziemia to nie miejsce na żałobę - powiedziała, stojąc ponad nią. Miała ton równie poważny jak jej mina - Chcesz się przydać innym? To miej oczy otwarte! Wszystko tylko czeka aż się zapomnisz, pogubisz. Rób co musisz by umysł i siły zachować i myśl o terz, o jutrze - zrobiła pauzę - A najlepiej pomódl się by te wyjce nie przyszły. By było jakieś jutro.

Po tych słowach odwróciła się, cofając o krok i znów patrząc w ciemną ścianę lasu. Jej wrażliwe na światło oczy dostrzegały wiele więcej niż Nadia by mogła... Na przykład to jak Mordechaj tuli Lawendę na swoim posterunku. I jak słuchają na uboczu co mówi. Miriam spojrzała na nich przeciągle, aż w końcu ruszyli się z miejsca i poszli schronić się w środku, niezbyt chętni do rozmowy po złych wieściach. Poza tym, chłopak zapewne widział w jakim stanie wracała Żegota...

- Tobie przynajmniej został ktoś, o kogo możesz dbać na tym krańcu świata - dodała cichutko, gdy za Mordechajem i Lawendą zamknęły się drzwi. Zaraz jednak potrząsnęła gwałtownie głową i wróciła do przepratywania lasu, jakby ganiąc się za odwwrócenie wzroku choćby na sekundę.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Sob Gru 30, 2017 1:18 am

Z początku kapłanka nic nie odpowiadała, bo była zajęta wzniecaniem ognia, dopiero gdy jej się to udało, zaś Miriam skończyła mówić to spojrzała na nią ciężko.

- Masz rację - stwierdziła sucho - problem w tym, że robiłam dokładnie to co mówiłaś i jakoś to nie uchroniło jednego nas przed śmiercią... zawiodłam - dodała spuszczając wzrok - zmarnowałam dar od Bogini, bo wyrwanie nas z morskich odmętów było darem od Boginii dla każdego z nas... i dlatego boję się, że to się powtórzy, że znowu zawiodę... było nas mało teraz jest jeszcze mniej - dodała cicho wpatrując się w ogień kapliczki.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Nie Sty 07, 2018 9:58 am

Mężczyźni wrócili do osady o zmroku. Przedstawili się Miriam teraz oficjalnie i nawet wyciągnęli dłonie do uściśnięcia. Czy półorczyca odwzajemni gest? To nie miało większego znaczenia teraz. Wiedzieli, że teraz Miriam jest z nimi. Będzie z nimi dzielić niedole i radości. Nadia również zagwarantowała, że półorczyca będzie szanowała społeczny kontrakt wspierania się nawzajem. To im wystarczyło. Byli zbyt zmęczeni. Pomodlili się razem z Nadią, ale bez większego serca. Od odprawiony obowiązek, ale przynajmniej poczytali modły za coś na tyle poważnego, że stało się dla nich czymś obowiązkowym.

Kon poszedł od razu spać. Być może Róża chciała z nim dzielić łoże, ale był zbyt zmęczony i wyczerpany by odwzajemnić chęć. Join udał się na czaty. Był zbyt niespokojny by spać, więc postanowił stróżować. Tylko Lawend i Mordechai oddali się przyjemnościom ciała. Młodzi byli, pełni wigoru. Nic więc dziwnego.

***

W samym środku nocy. Pod bezchmurnym niebem i księżycem w pełni rozległo się wycie wilka. Odpowiedziało mu inne. I kolejne. I kolejne. Las brzmiał wyciem wilków. Wszyscy mieszkańcy pobudzili się a ich ciała nie czuły zmęczenia z powodu dawki adrenaliny, strachu. Słychać było trzask bełtu. Join strzelał z kuszy. Rozległ się skowyt bólu. Jak pies który dostał witką po ogonie. Gdzieś nad nimi, tam gdzie znajdował się Join, słychać było zgrzyt pocisków uderzających o skałę. Część pocisków uderzyła w drzwi drewniane, blokujące dostęp do wnętrza ruin. Wilkołaki otumanione pełnią atakowały ruiny.

Mordechai czekał z kuszą w pobliżu wejścia na strażnice. Była za mała, by we dwójkę mogli tam siedzieć, a nie chciał zablokować schodów, gdyby Join musiał uciekać. Podawał mu tylko okazjonalnie nowe zasobniki z bełtami. W końcu najemnik był lepszym kusznikiem. Wszyscy w runach ubrali się w swoje zbroje i uzbroili się. Czekali na rozwój sytuacji. Cisza przerywana była tylko zgrzytem pocisków i skowytem wilków.

Nagle rozległ się krzyk. Po chwili Mordechai zniósł rannego w rękę Joina. Nie mógł w takim stanie strzelać. Z jego przedramienia sterczał drewniany bełt z kamiennym grotem. Ramie było przebite na wylot. Po chwili Join został zostawiony z Nadią, a sam żak udał się na strażnice. Jednak jego umiejętności nie były tak dobre. Po chwili wilkołaki próbowały staranować drzwi do ruin. Gdzieś w oddali rozległ się trzask rozbijanej kapliczki Bogini.
avatar
Faust

Liczba postów : 110
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Czw Sty 11, 2018 4:08 am

Widok modlących się mężczyzn pokrzepił kapłankę, i to o wiele bardziej niż mogli się domyślać. Nawet jeśli zrobili to bez entuzjazmu to dzięki temu Nadia poczuła się z powrotem... użyteczna.

Po zakończeniu modłów Nadia chętnie poszukałaby pocieszenia w ramionach Kona, ale uszanowała jego chęć pozostania samemu i po prostu zajęła się gotowaniem. Zupa rybna dzięki dodatkowi ziół była całkiem aromatyczna, toteż rozbitkowi mogli się porządnie posilić na zakończenie dnia. Syta Nadia po położeniu się do łóżka szybko zasnęła, ale jej sen był niespokojny. Jakby podświadomie czuła, że zbliża się niebezpieczeństwo, a może to przez księżyc? Tak czy siak obudziła się gdy tylko rozległo się wilcze wycie. W pierwszej kolejności wznieciła ogień, tak wielki, że płomienie buchały przez wylot pieca oświetlając pomieszczenie jasnym choć niestabilnym światłem. Lawenda choć przez strach ręce jej latały na wszystkie strony to pomagała jej w tym jak mogła, aż w końcu sama była w stanie podsycać ogień. Skupiła się na tym, jakby zależało od tego jej życie. I w sumie tak było, bo ciemność sprzyjała wilkołakom (przynajmniej wedle przekonania Nadii). Dzięki temu sama Róża mogła skupić się na ostrzeniu drewnianych drągów, jednak gdy żak zniósł rannego kurdupla szybko skupiła na nim uwagę.

Dzięki temu, iż przedramię było przebite na wylot to Kapłanka mogła zwyczajnie odłamać kamienny grot, złamaną końcówkę przetarła palcami (po to aby usunąć z niej drewniane drzazgi), wyciągnęła bełt za lotki, po czym szybko opatrzyła ranę ciasno zawiązując na niej opatrunek, tak by jak najbardziej ograniczyć krwawienie.

Po chwili wilkołaki zaczęły dobijać się do drzwi i jasne stało się, że za jakiś czas dostaną się do środka.

- Barykada! - zakrzyknęła Nadia - musimy ustawić barykadę! - dodała wskazując na łóżka. Join i Kon szybko zrozumieli jej zamiary. Wspólnymi siłami ustawili je przy piecu, tworząc barykadę w kręgu światła rzucanego przez tańczące płomienie. Ich ciepło na plecach dodawało otuchy obrońcom. Następnie po jej bokach ustawili beczki z rybami. Ostatnie chwile Nadia wykorzystała na przywiązanie zaostrzonych drągów da barykady, może przy odrobinie szczęścia jakiś wilkołak się na nie nadzieje. Kon wziął sobie sieć rybacką, w razie szturmu na barykadę zamierzał nią rzucić w atakujących. W tym samym momencie Nadia miała przewrócić jedną beczkę z rybami tak, by ich zawartość wylądowała pod nogami wrogów, Join miał to samo zrobić z drugą.

Nadia koncentrowała się się na tych zadaniach, choć w środku gotowała się ze złości. Niszczyć kapliczkę Boginii, która nic im złego nie zrobiła!? Zapewne te wilkołaki były wypaczone przez demony, zaś w ich sercach nie było miłosierdzia i litości, wobec tego zasługiwały wyłącznie na śmierć!

Żeby nie robić zamieszania Róża nie wydawała rozkazów, uznała że Żegota i Mordechai sami będą wiedzieć najlepiej co powinni robić w danej chwili.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Nie Sty 14, 2018 7:18 pm

Łóżka zostały przerzucona na drzwi blokując je. Kon wykorzystał drągi strugane przez Róże jako rusztowanie lub blokadę/barykadę. Zależy co było potrzebne. Po chwili łóżka wzmocniły drzwi, a za drzwiami znajdowała się elgeancko związana barykada:



Niewiele, ale zawsze. Mordechai nadal szył do wilkołaków, z małym skutkiem, ale też lepsze niż nicy.

Drzwi wzmocnione opierają się lepiej, ale nadal przebicie się wilców to kwestia czasu.
avatar
Faust

Liczba postów : 110
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Pią Sty 19, 2018 3:05 pm

Co prawda kapłanka miała inną koncepcję, ale pod wpływem Kona szybko ją zmieniła, to w końcu on był żołnierzem, któremu zdarzało się wznosić umocnienia obozowe. Tak więc łóżka zablokowały drzwi dając im więcej czasu, zaś funkcję barykady spełniły powiązane ze sobą kołki. Kolejne chwile upływały w stłumionym hałasie i nerwowym hałasie. Róża desperacko próbowała wymyślić coś jeszcze, łamanymi zdaniami modliła się do Boginii... czy właściwie przepraszała ją, że nie była w stanie obronić jej kapliczki.

Aż w końcu do głowy wpadł jej kolejny pomysł. Miała kociołek po zupie, miała żar z ogniska, mogła to wykorzystać! Drągiem wygarnęła żar z pieca i wpakowała go do naczynia. Wrząca smoła to nie była, ale zawsze mogło trochę oślepic i poparzyć. Gdy wypełniła kociołek rozgrzanymi węgielkami wzięła go przez szmaty w ręce. I tak ją lekko parzył, ale zignorowała ból. Teraz liczyło się tylko to, żeby odpowiednio nim rzucić gdy bestie się wedrą!

Tak, więc wilkołaki, które przebiją się przez drzwi zostaną "powitane" kociołkiem żaru i siecią rybacką na pysk, rybami pod nogi i do tego jeszcze najeżoną ostrymi drągami barykadę.

Oby to wystarczyło.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Pon Mar 12, 2018 2:05 pm

No i teraz znała wszystkich rozbitków. Uścisnęła dłoń mężczyznom (pewnie i mocno), a potem odeszła, zostawiając ich samych. Klucząc między drzewami udała się do swojej dziupli, gdzie opatuliła się w stare i nowe rzeczy, szybko zasypiając mimo dnia pełnego wrażeń - wciąż trzeba było odespać chorobę.

Tak jak poprzedniej nocy, obudziły ją zbliżające się wyjce. Tym razem nie wyskakiwała od razu z dziupli, czekając aż przejdą. W tym czasie przejrzała strzały, przypominając sobie które są zatrute jagodami, zaekwipowała się, i myślała. Ma ruszać im na ratunek? Drugi raz? Co jeśli tak będzie co noc i w końcu znajdą jej siedzibę?

Mimo wszystko jednak, czuła się nie w porządku z myślą zostawienia ich na pastwę losu. Byli zbyt pomocni. I... Były inne powody, by nie dawać wyjcom szansy na zabicie ich. Lub pojmanie...

Także gdy tylko wyjce przeszły dalej, ona zeszła z drzewa i pobiegła w stronę obozu rozbitków, klucząc nieco boczną trasą. Wycie oraz odgłosy wymiany ognia z kusz dotarły ją zanim była na miejscu, ale chyba jeszcze nie wdarły się do środka. Tyle dobrego, przynajmniej miała chwilę czasu na dogodne ustawienie się...

Okrążyła ruinkę, zwalniając by robić mniej hałasu, tak by znaleźć się po przeciwnej stronie polanki. Trzeba było się też rozejrzeć ilu tych wyjców jest, oraz czy wszystkie będą teraz ruszać frontalnym atakiem. Jeśli jakiś będzie się trzymał z tyłu, to trzeba będzie jego zdjąć pierwszego - najlepiej strzałą w plecy, akurat wtedy gdy tamci będą się wdzierać do środka. A jeśli wszyscy się rzucą na ich nieszczęsne drzwi - tym lepiej. Kilku obok siebie, odwróconych plecami będzie wyśmienitym celem.

Oczywiście liczyła się z tym, że jak już wystrzeli pierwszą strzałę to mogą ją ścigać i trzeba się będzie wycofać. Ale wtedy wystrzeli już kilka strzał i będzie o tego jednego wyjca mniej z którymi będą musieli sobie radzić rozbitkowie. Zawsze jakaś pomoc.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Czw Mar 15, 2018 6:04 pm

Wilkołaki przebiły się i wdarły się do środka. Drzwi trzasnęły o kamienne ściany wzbijając w powietrze tumany kurzu i wiórów. Futrzane cielska wdarły się do środka. Wszędzie rozlegały się warknięcia, wycia i ujadania. Masa ciał naparła do środka, wprost na barykadę. Rozległy się jęknięcia i skowyt. Barykada rozpadła się, ale rozpryskująca się wszędzie krew świadczyła o jej przydatności.

Kon pomógł Róży chwycić garnek i rzucił nim w wilkołaków. Garnek trzasnął jednego w grzbiet i rozlał zawartość po okolicznych futrach. Swąd palonego futra i wypełnił pieczarę. Teraz dominującym odgłosem był skowyt wilków.

Kolejny skowyt, tylko dalej. To Miriam zaczęła strzelać do bestii. Wilkołaki odwróciły się w stronę orczycy. Węszyły. Gdyby Mirian znowu strzeliła, znajdą ją.

Brzęk cięciwy z kuszy rozległ się niedaleko. To Mordechai strzelił w plecy potworowi.

Kon ryknął i z okrzykiem rzucił się na wrogów. Tłukł wrogów swoim mieczem. Srebrna klinga paliła wrogów. Unosił się dym z palonego cielska. Skowyt był aż rozbrajający. Kon ze swoją srebną klingą wprost przecinał wrogów.

Wilkołaki nie spodziewały się takiego oporu. Najpierw barykada, kocioł z gorącym płynem. Oflankowanie przez Miriam, wsparcie ogniowe Mordechaia i Joina. A teraz srebrny miecz Kona. Nie spodziewały się. Wycofały się. Uciekały z podkulonym ogonem. Zabrały ze sobą martwych.

Całość trwała kilka minut. Jednak wydawało się to jakby minęły godziny.

Po wszystkim zostało wiele rozlanej krwi, rozbita barykada i drzwi, ranny Join i... ugryziony w rękę Kon...
avatar
Faust

Liczba postów : 110
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Wto Mar 20, 2018 6:38 pm

Żegota stała tuż przed wyważonymi drzwiami, tocząc sama ze sobą prawdziwą batalię by nie rzucić się w pogoni za uciekającymi wyjcami i nie dobić tylu z nich na ilu jej starczy tchu. Stała z mieczem w ręku, i na przemian sapała i warczała sama do siebie, tłumiąc swojego wewnętrznego berserka.
- TYLKO... JEDEN!? - wycedziła z zaciśniętymi zębami. Szał i niedowierzanie odebrały jej mowę i ruch.
Spokojnie, Żegoto. Pogoń nic nie da. Tylko sobie zrobisz krzywdę, a nic nie zyskasz. Musisz się upewnić, że wszyscy przeżyją. TO jest teraz najważniejsze, nie Twoja pasja.
Tak.

Stała tak sparaliżowana dobrych kilkanaście sekund, rzucając broń i zaciskając pięści, dusząc w sobie ogień.
- Szkoda że nie ma tu fajek - szepnęła sama do siebie, kwitując całą sytuację, i odwróciła się do wszystkich, stając obok wejścia, by przypadkowa strzała w plecy nie przeszkodziła jej w życiu.
Nie było sensu pytać czy wszyscy cali, bo przecież to to akurat widać jak na dłoni. Ku ogólnemu zaskoczeniu, zamiast spojrzeć na ugryzienie Kona ze złością, na jej twarzy na krótką chwilę zagościł szczery smutek i zmartwienie, zanim nie odwróciła wzroku i nie wbiła go gdzieś w ścianę.

Tam na polanie... Monomach ją wtedy uratował. Wiedziała to, była tego pewna. Poczuła się odpowiedzialna za stan Kona i zarażenie wilkołaczym spaczeniem; chciała mu jakoś pomóc i oczyścić go z tego gówna, jakie trawiło również i ją, ale... po raz kolejny w życiu poczuła się osamotniona, zagubiona i bezsilna. Nie wiedziała co ma z tym zrobić. Nie wiedziała jak.

No ale to nie był czas na rozczulanie się.
Postanowiła wstawić z powrotem drzwi, a raczej ustawić je przynajmniej tak by nie wiało, zarzucając przy tym do pozostałych:
- Spaczenia morfologiczne da się oczyścić, dopóki nie osiągną ostatecznej fazy - powiedziała to... ciepło. Jakby był to jej sposób na powiedzenie "będzie dobrze, poradzimy sobie z tym".
Po drzwiach, podeszła do pieca rozpalić na nowo z żaru.
- Mordechai, Lawendo, pozbierajcie cały ten ekwipunek jaki tu upuściły wilkołaki, i ułóżcie go przy tamtej ścianie, coby później zrobić ogólny przegląd - dorzuciła, aby przestali w końcu stać sztywno jak kołki i wzięli się za cokolwiek.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Skrzynek on Wto Mar 20, 2018 7:19 pm

Miriam nie szczędziła strzał, ale to była duża grupa wyjców. Dość duża, żeby kilku z nich rzuciło się w jej stronę jeśli będzie tam ciągle posyłać strzały. Zaprzestała więc po chwili, widząc że i tak już pomogła, a sami obrońcy całkiem nieźle sobie radzą.

Ale gdy atakujący zaczęli odciągać rannych i uciekać, to była okazja! Byli spowolnieni taszczeniem rannych i zabitych, niektórzy sami byli ranni, a więc byli idealnymi celami dla jeszcze kilku strzał półorczycy. A jeśli się odwrócą by na nią ruszyć albo zaczną ładować kuszę - ależ proszę bardzo. Ci dostaną najpierw.

Zamierzała jednak najwyżej dobić jeszcze jednego czy dwóch, może ranić trzeciego, a nie zużywać kołczan do zera. Strzały jej się jeszcze przydadzą, oj tak... Może przerobi część z tych bełtów które tu zostawili na kolejne? Tyle ich nawystrzelali że będzie spoooro grotów! I jeszcze bronie pozostawiali, ho-ho! Ci rozbitkowie to jednak mieli łeb na karku że tak ich załatwili. Nie powie im tego oczywiście, ale była pod wrażeniem.

Gdy minęło może pół minuty od momentu gdy ostatni z Wyjców zniknął między drzewami Miriam wciąż nasłuchiwała czy żaden z nich nie został w tyle by postrzelać z kuszy podobnie jak ona z łuku. W końcu wyszła z zarośli i wyprostowana skierowała się do zdemolowanych drzwi, akurat słysząc to co Żegota mówiła do tego wielkiego dryblasa. Jak mu było, Kon?
- Jakie spaczenie? - zapytała stając we framudze. Obrzuciła obrońców szykimi, taksującymi spojrzeniami, odnotowując w jakim są stanie, oraz to jak wygląda wnętrze. Niezła jatka, a im się chyba nic nie stało... Aż spojrzała na ostatniego, Kona. A dokładniej, na jego ranę po ugryzieniu.

Mina nagle jej zrzedła. Uniosła wargę, ukazując w obrzydzeniu ostre kły i zaklęła szpetnie po orkowemu. Uniosła nieco wyżej swój łuk z założoną strzałą.
- Trza go zabić zanim klątwę rozniesie - rzekła śmiertelnie poważnie. Nie wyglądała też jakby zamierzała z tym czekać, gdy spojrzała mu w oczy - Pożegnaj się i cho, mogiłkę sobie wykopiesz. Oni sami posprzątają - zerknęła też na miecz w jego ręce. Zmarszczyła brwi - To srebro?... Psia was mać, skąd wy to macie na tej wyspie to nie wiem, ale bardzo dobrze. Śmierć od ostrza godna.

Stanęła przy drzwiach jakby czekając aż się pożegna i z nią wyjdzie. Tak teraz, zaraz. Miała też bardzo naglące spojrzenie.
avatar
Skrzynek

Liczba postów : 18
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Wto Mar 20, 2018 7:55 pm

- Kon - przerwała, patrząc zieleńcowi w oczy - jeśli pójdziesz za tym zielonym mutantem, to osobiście wypruję Ci tu flaki.

Podeszła do niej, stając tuż przed nią, dosłownie centymetry od niej.
- Wydaje mi się, że nie stoi przed nami orczyca znana nam jako Miriam. Wydaje mi się, że to tylko nasza wyobraźnia płata nam figle, a prawdziwa Miriam przyjdzie gdzieś jutro, nie pierdoląc i nie rządząc się jak na swoim podwórku - sam fakt podjęcia przez Żegotę próby dyplomatycznego załatwienia sprawy zdawał się być równie szokujący co słowa orczycy.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Xelacient on Czw Mar 22, 2018 3:03 am

Róża klęczała na podłodze, znalazła się tam bo ktoś ją uderzył i nią upadła czy sama się na nią rzuciła? Nie potrafiła tego określić, wszystko działo się tak szybko. Póki miała plan to go realizowała, później uległa instynktom. Teraz jej umysł powoli ogarniał co się właściwie stało. Nie wiedząc co robić to podsyciła ogień w piecu, by wzmocnić oświetlenie w pomieszczeniu. Wtedy przyszła Miriam i wywiązało się "dyskusja".

- To ja jestem tutaj medykiem i to ja będę decydować jaka rana jest groźna a jaka nie! - warknęła, zwykle tak nie mówiła, ale teraz buzujące w niej emocje szukały ujścia - To, że Kon został ugryziony to jeszcze nic nie znaczy! Te włochate bestie przyszły nas zabić! Zabić, a nie uczynić na swoje podobieństwo! - podkreśliła - nie chciały, by Kon stał się jednym z nich, toteż wątpię, by przez to ugryzienie stał się wilkołakiem! - dodała na koniec.

Argumentacja ta była wątpliwą, ale Nadia uczepiła się w niej w desperackiej nadziei. Nawet nie chciała rozważać "najgorszego wariantu", tylko cieszyć się tym, że przeżyli walkę. Toteż takie koślawe wytłumaczenie w pełni jej wystarczało. Sama w nie uwierzyła i chciała do niego przekonać resztę.

- Choć Kon do światła - rzekła chwytając mężczyznę za ramię i ciągnąc go w stronę pieca - opatrzę Ci tą rękę! A wy jak nie macie co robić to obejrzyjcie swoje ciała! - rzuciła do mierzących się wzrokiem kobiet - może same macie jakieś ugryzienie, ale jeszcze tego nie zauważyłyście!
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Szyszak on Czw Mar 22, 2018 5:19 am

Tylko opuściła ze zrezygnowaniem głowę i westchnęła, po usłyszeniu słów Nadii.
- Przestań zaprzeczać rzeczywistości, tacy właśnie ludzie są najbardziej niebezpieczni dla swoich bliskich - zarzuciła słownym liściem w policzek Róży i przysiadła się obok niej i Kona, całkowicie ignorując milczącą teraz orczycę. Jak będzie dalej skakać to ją po prostu wypierdoli na zbity pysk butem na klatę.

- Jak już wspomniałam, to jest to tylko spaczenie morfologiczne. Z pomocą bóstwa można je oczyścić i usunąć. Wiem bo sama przeżyłam coś bardzo podobnego, tyle że ja byłam całkowicie sama. Z pomocą kapłanki powinno być znacznie łatwiej; ode mnie samiusieńkiej wymagało to tytanicznej siły woli. To gówno siedzi w Tobie, zaczyna samo kierować Twoim ciałem... - splunęła na ziemię.
- Nigdy nie odwrócę się od Monomacha, zwłaszcza po tym co dla mnie zrobił, więc na mnie nie możecie liczyć jeżeli chodzi o modlitwy do Adeoglorii o oczyszczenie Cię, Kon. Proszę Was tylko byście zdążyli nim będzie za późno.
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Faust on Pią Mar 23, 2018 4:54 pm

Join leżał opatrzony na łóżku. Nie odzywał się. Obserwował sytuację. Sam może był wstrząśnięty słowami półorczycy, że Kon się przemieni. Dopiero niedawno stracił Farena. Teraz Kon...

Mordechai wraz z Marthą, zmęczeni, ale stanowczy, zebrali porozrzucany w okolicy ekwipunek. Udało się zebrać wiele pasków, skór oraz kawałków pancerzy. Wilkołaki nie mieli uszytych stroi na miarę, lecz pojedyncze elementy nałożone na poszczególne części ciała. Tam naramiennik, tam nagolennik i tak dalej. Dodatkowo znaleźli też dwie kusze, dwa łuki, kilkadziesiąt strzał, 3 plecaki, 2 torby, sporo suszonego mięsa.

Miriam obserwowała pracę rozbitków. Jej wcześniejszy strzał był celny, i teraz oprócz różnych sprzętów, niedaleko na polanie znajdowały się dwa ciała wilkołaków.

Kon położył dłoń na Róży. Ta spojrzała się na niego, a on powiedział:

- Proszę... Zdejmij ze mnie klątwę. Nie chcę stać się jak tamte potwory.
avatar
Faust

Liczba postów : 110
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Misja po Nowy Świat [sesja]

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach