Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Wto Lut 20, 2018 1:32 pm

@LEI

Uszkodzona purchawka pękła jak balon z woda rozlewając wokół siebie żółtą ciecz podobną do ropy. Grzybowy zapach wypełnił powietrze. Jednak nie był to przyjemny zapach potrawki, tylko ziemisty zapach pleśni i toksyny. Lei uderzyła w inną purchawkę. Ta buchnęła chmurą pomarańczowych zarodników, które jak mgła rozchodziły się w powietrzu. Nie był to duży obłok, więc szybko rozpłynął się w powietrzu. Wygląda na to, że rozpoznanie dokładnych właściwości tych grzybów zajmie trochę czasu.

Lei nie mogła uszkodzić kła. Jednak mogła zarysować go odłamkiem żelaza. Ale tylko zewnętrzną część, wierzchnie 2 milimetry. Reszta kła była twarda jak zęby. W głowie Lei już wykluwały się różne zastosowania. Mogła ten kieł przerobić na łuk, gdyby miała narzędzia. Może na strzały... Ale też potrzebne będą narzędzia. Sama głowa i kości mogłyby też posłużyć na bulion. Być może nawet da się ugotować ryj świni.

Losowa aktywowanie daru w okolicy zaskoczyło kobietę, gdyż nagle z podziemi wyskoczył pordzewiał kawał rudy wielkości głowy. Była zakopany jakieś 5 centymetrów pod ziemią, a wyrywając go Lei rozerwała okoliczną masę organiczną, która rozlewała różne płyny ze swoich uszkodzonych tkanek: ropę, wodę, krew czerwoną jak i niebieską, jak również zieloną. Co ciekawe, z jednej z organicznych mas wypadła wijąca się larwa. Ciężko było poznać co to był za gatunek. Niemniej wyglądał osobliwie.



@Malagor Wielorogi

Malagor dzięki swojej wysokiej percepcji oraz wrażliwości na zachowania zwierzęca usłyszał coś dziwnego. Jakiś skrzek, pisk, parskanie. Coś pomiędzy koniem a ptakiem. W oddali wśród kolczastych krzewów zauważył niewielki biały punkt, który wypadł z dziupli drzewa (normalnego). "Punkt" zawodził jak pisklę wołające matkę, jak źrebię wołające klacz. Dziwna sprawa.

@Kadmun Ogniooki

Krasnolud swoją ekspertyzą wśród naturalnych formacji skalnych doszedł do wniosku. Że znalezienie kolejnej jaskini gotowej na zamieszkanie nie powinno być trudne. Mogliby przejść się wzdłuż zbocza skalnego i spokojnie znaleźć kolejną jaskinie w dowolnej odległości od ich aktualnej lokalizacji. Mogliby nawet wykopać coś przy pomocy mocy Lei, gdyby ta wyrwała kawał żelaznej rudy ze skały lub z ziemi tworząc nowa jaskinie lub jamę w ziemi. Dzięki za to swojej wytrzymałości mógłby z bólem, ale ostatecznie bez długotrwałych skutków, testować na sobie nowe rośliny lub grzyby sprawdzając ich przydatność jako pożywienie. Wpadł na to obserwując Lei, jak sprawdza okoliczne purchawki.

@Żak

Dzięki swojej umiejętności przewidywania zachowań istot, Żak wiedział, że wilk na pewno tutaj się długo nie pojawi. Cała okolica była zastanawiająco uboga w robactwo, insekty, zwierzęta, ptaki. Podejrzewał, że Slannowie okazyjnie coś robią z powierzchnią wokół ich wejść do podziemi. Co robią, że nie narusza to plomb? Tego akurat nie potrafił oszacować.

Wracając. Wilk miał widoczne żebra, był wygłodniały. Zapuścił się tutaj wyjątkowo z powodu głodu i wygrał z dzikiem w sumie mając szczęście. Taka ilość mięsa, jaką miał dzik, na pewno mu wystarczy na długi czas. To będzie też najlepszy moment na atak. Wilk jest ranny a niedługo będzie przeżarty i ospały. Malagor mógłby spokojnie go wytropić, a może nawet i upolować. Jednak z pewnością jest to niebotycznie ryzykowna inwestycja.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Wojtek on Wto Lut 20, 2018 7:41 pm

Wzrok Malagora skupił się wyłącznie na białym punkcie co z połączeniem niechęci drużyny do polowania dało taki a nie inny efekt. Zwierz nie obracając się, gwizdnął cicho dając do zrozumienia psom, żeby rozeszły się na lewo i prawo od zbocza i szybko przeczesały teren, wracając do Malagora jak tylko napotkają coś wartego według nich uwagi. Prosty przekaz "uciekaj a nie walcz" zawarł się w następnym gwiździe.

- Znajdźcie jakieś dobre miejsce na założenie obozu. Zaczął się skradać w strone białego punktu, starając się dokładnie zrozumieć piski. Przeprowadzę mały zwiad i do was wrócę. Wytropienie ich nie będzie trudne chociażby ze względu na wóz i masę Lei. Taka kobietka zostawia ślady...
avatar
Wojtek

Liczba postów : 39
Join date : 31/01/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Wto Lut 20, 2018 9:36 pm

Kurdupel spojrzał na bestioczłeka.

- Ja jestem za stary na ryzyko, problem w tym, że dla mnie większym ryzykiem jest zostawienie tego potwora samemu sobie... albo MY go zaskoczymy, albo on NAS... jak się uda to wykroimy co lepsze kawałki mięsa i schowamy do naszej jaskini - dodał wskazując miejsce z którego wyszli - później je się uwędzi czy jakoś tak - dodał oględnie na koniec po czym obrzydzony widokiem larwy spróbował ją rozdeptać obcasem swojego nowiutkiego buta - musiał się wyładować na czymś słabszym od niego.

Gdy ujrzał, że Malagor wybiera się na zwiad dodał:

- Poszukaj jakiegoś dobrego miejsca na zasadzkę, umiem z drutu robić pułapki to jest szansa, że nawet na takie bydlę coś ukręcę... ja w tym czasie zbiorę drewno - rzucił na odchodne.

Następnie wrócił się do ich wózka po siekierę, próba Lei z grzybami i mięsistą masą nie była zbyt zachęcająca to brodacz omijał je i spróbował zebrać pobliskie suchorośla i ściąć jakieś "normalne" drzewo.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Szyszak on Sro Lut 21, 2018 2:36 pm

Żak jebnął facepalma gdy usłyszał słowa krasnala.
- Twój tok rozumowania to paradoks. Kadmunie, Ciebie naprawdę martwi zostawienie samemu sobie jednego wygłodniałego wilka który właśnie zdobył masę jedzenia i nie będzie zainteresowany polowaniem na cokolwiek przez długi czas? W kwestii zaskoczenia uświadomię Ci, że takiego dziadostwa jak te biega po tym świecie z pewnością znacznie więcej i ubicie jednego nie zwiększy nagle magicznie naszego bezpieczeństwa; co najwyżej zostawi nas osłabionymi po walce i bardziej wystawionymi na atak kolejnego potwora. Jeśli już koniecznie tak bardzo chcesz mięsa to niech go Malagor po prostu wytropi i zaprowadzi mnie do niego gdy ten będzie ospały po najedzeniu się masą mięsa; po prostu podejdę do niego gdy zaśnie i mu zmielę łeb swoim Standem. Nie marnuj drutu na coś na co nie potrzeba - tłumaczył cierpliwie dziadkowi jak małemu dziecku, bo tak też zaczął go Żak odbierać: jak zdziecinniałego zgrzybiałego dziada, który uważa się za najmądrzejszego, podczas gdy w rzeczywistości tylko pierdoli farmazony i jedyne co osiągnął w życiu to kopanie dziury i kilka dzieci, zapewne równie zjebanych co on.
- Na drewno znajdzie się zawsze czas, w pierwszej kolejności trzeba nam znaleźć dobry schron przeciwko takim gigantom z którymi nie mamy szans, i w którym to schronie będziemy się mogli obudować i urządzić. A co jak co, to Ty w tym się sprawdzisz najlepiej. Naszym priorytetem nie jest drewno do wędzenia mięsa, tylko w ogóle przeżycie pierwszego dnia. Drewno to i ja urobię - próbował jak najbardziej dyplomatycznym sposobem przekazać dziadowi "zabieraj się za to co trzeba a nie za jakieś głupoty".
avatar
Szyszak

Liczba postów : 107
Join date : 06/04/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Sro Lut 21, 2018 4:32 pm

Larwa pękła z satysfakcjonującym trzaskiem, brudząc przy tym na czerwono but kurdupla.

- Dziękuje za przyznanie mi racji - odparł brodacz z kamiennym spokojem alkohol krążący w jego żyłach skutecznie znieczulał go na protekcjonalny ton żaka - obaj doszliśmy do wniosku, że bestię zależy zabić z zaskoczenia gdy będzie nażarta, jak to zrobimy to się jeszcze ustali... a zgodnie z głosem naszego znawcy od bestii Malagora jest ona samotnikiem... czyli w pobliżu nie ma żadnego podobnego mu potwora. Zatem zabicie tego czegoś zapewni nam bezpieczeństwo... przynajmniej chwilowe. Co do schronienia to jakieś chwilowo mamy - dodał wskazując na dziurę w skalnej ścianie z której niedawno wyleźli - nasza "początkowa" jaskinia da nam schronienie póki nie znajdziemy czegoś lepszego... a do zbudowania schronienia przyda nam się drewno... dużo dobrego drewna, nawet jeśli naszą osadę będę musiał wykopać pod ziemię to przecież czymś będę musiał podeprzeć strop, a najlepiej do tego się nadają drewniane bale! - ciągnął jakby tłumaczył coś małemu dziecku, przy okazji wycierając swój zabrudzony but o ziemię.

- No dobra, to wy obserwujcie teren, a ja zetnę co trzeba - odparł na odchodne Kadmun, po czym zaczął "pozyskiwać drewno", ścinał "porządnie" wyglądające drzewa. Wybierał takie, których grubość była zbliżona do grubości jego ramienia. Następnie pozbawiał ich gałęzi, odkorowywał i tak powstałem drewniane bale układał na jeden stos, zaś powstałe "odpady" na drugi. Pracował nieśpiesznie, ale nie zamierzał przerywać pracy, póki nie pojawi się Malagor z powrotem, albo nie pojawi się nowe niebezpieczeństwo.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Czw Lut 22, 2018 10:42 pm

@Malagor

Podchodzenie do drzewa zajęło Malagorowi kilka minut, jednak nie był szczególnie wolny, albo cichy. Ale przynajmniej stosunkowo szybko udało mu się podejść. Po przebiciu się przez krzaki przy pomocy swojego noża dotarł do drzewa. Było to grube drzewo. Przynajmniej 10 metrów w obwodzie. Gdzieś wysoko znajdowała się sporych rozmiarów dziupla. Nawet sam Wielorogi mógłby się tam ledwo, ale jednak zmieścić. Była na takiej wysokości, że mógłby przy skoku złapać się jej brzegów. Pod dziuplą znajdowało się małe stworzenie. Wyglądało na konia o białej sierści o zaskakująco wyrazistym pyszczku. Smutek i wyczerpanie aż malowało się na twarzy (tak, twarzy, tak bardzo czytelny był pyszczek). Emocje były lepiej widoczne na mordce źrebaczka, niż na własnej gębie Malagora. Z pleców zwierzęcia wyrastały dwa odnóża, jakby nieopierzone skrzydła kurczaka. Skrzydlaty koń?

Zwierzę leżało na ziemi, na brzuchu, z rozjechanymi kopytkami. Brzmiało jakby łkało zmęczone, wyglądało również na wyczerpane i bardzo obolałe. Pod bardzo rzadką, białą sierścią było widać różową skórę, która w wielu miejscach była pokryta siniakami i zadrapaniami. Nibieska grzywa oraz ogon istoty była rzadka i brudna. Naprawdę smutny widok, łapiący za serce. Źrebie było wprost przeurocze, a fakt, że było w kłopocie wprost mroził duszę i aż wymuszał chęć niesienia pomocy.
Dziupla nie była aż tak wysoko. Z pewnością udałoby się wsadzić zwierzę do dziupli nie czyniąc mu żadnej krzywdy. Lepiej jak najszybciej umieścić je w dziupli, zanim matka przyleci i zobaczy, co się dzieje z tym  źrebakiem.
Może odrzucić potomka jeśli pokryte zostanie obcym zapachem lub jak zobaczy że coś z nim się dzieje niepokojącego.

Malagor kochał zwierzęta, w końcu był jednym z nich. Od razu, jak tylko mógł, najdelikatniej jak to możliwe, próbował podnieść źrebaka i wsadzić go z powrotem do dziupli. Istniało oczywiście ryzyko, że matka wyrzuci młode, ale żal było nie spróbować. W innych okolicznościach Wielorogi zabrałby źrebaka i odchował lecz teraz nikt nie będzie zadowolony z nowego kompana. Szczególnie takiego, którego trzeba karmić i chronić, a nic od siebie na razie nie daje.

Zwierza coraz ciężej oddychało, ale to dlatego, że powoli zasypiało z wyczerpania. W momencie gdy Malagor podniósł zwierze, te zaczęło słabo, ale stanowczo się rzucać i wyrywać. Nie na tyle by cokolwiek zrobić, czy nawet stoczyć się z łap zwierzoludzia, ale widać było, że jest zestresowane.
Pierwsze co Malagor zrobił, to uformował łapy, by malec na pewno nie wypadł i nie zatrzymując się w drodze do dziupli, obejrzał się by czasami nie zaskoczyła go mama zwierzątka.

Malec nie uspakajał się gdy Malagor podnosił go w górę. Ale też nie miał prawa wypaść z rąk zwierzoludzia. Malagor bez problemu mógł go wrzucić do dziupli, co zrobił. Zwierze wpadło do środka i zniknęło w czeluściach dziupli. Po chwili jego jęki i skrzeczenia ucichły dosyć szybko.
Musiał być zmęczony.

Zwierzoczłek zaciekawił się sytuacją wewnątrz dziupli, więc postanowił wspiąć się do niej i zajrzeć do środka. Skoczył, chwycił się brzegu łapami i próbował się podciągnąć. Lecz jak na tak wielką tuszę, to siły miał przeciętne. I dawno nie pakował w łapy. Nie udało mu się podciągnąć za pierwszym razem. Próbował wielokrotnie, minuty leciały, bez skutku. W końcu jednak zaparł się, skoczył, chwycił się łapami za brzeg dziupli, zaparł kopytami, pociągnął i... i oderwał kawał drewna poszerzając dziurę dziupli i upadając boleśnie na plecy w kolczaste krzaki. Błyskawicznie skóra i futro Malagora zaczęło swędzieć od odłamków drewna, cierni i od małych ziarenek zarodników, pyłku czy innego ścierwa Leżał na plecach, na mokrej ziemi wśród ciernistych krzewów trzymając kawał drewna w łapach. Powoli jednak wstał opierając się na  kawałku drewna. Trwało to chwilkę, ale dzięki temu nie podrapałeś się, zgniotłeś część cierni drewnem, i jeszcze mogłeś się otrzepać. No i masz gustowny kawał drewna.

Malagor spojrzał na drzewo. Z zaskoczeniem obserwował, jak z dziupli wychynął poirytowany hałasem i pląsami ogromny wąż. Zwierzoczłek z wrażenia aż upuścił próchno z łap.



Wąż tylko spojrzał na Malagora z poirytowaniem, po czym powoli, ale stanowczo wypełz z dziupli i powędrował w górę drzewa. Jego cielsko miało w sobie 4 wyraźne wybrzuszenia. Trzy w połowie cielska, i jedno tuż pod gardłem, jakieś 25 cm za jego gębą.

Malagor nie mógł pozwolić na taką arogancje. Stał 3 metry od bestii, więc w optymalnej pozycji. Wyciągnął oszczep i spróbował z takiego bliska rzucić nim w głowę gada. Rzucił. Trafił bez pudła. Wąż oberwał krytycznie w głowę i padł nieprzytomny z drzewa na ziemie. Cielsko zwinęło się jak sznurek od kłębka. Złapał za wbity w głowię oszczep i przyszpilił go do ziemi, wyciągnął szybko nóż i odciął gadzinie głowę mając nadzieje, że źrebaczek jeszcze żyje. Odrzucił głowę z obrzydzeniem i pogardą jak brudną szmatę. Rozcinał cielsko nożem. Szło to bardzo ciężko. Skóra była mocna, twarda, giętka, a nóż masarski cholernie nieporęczny i niedostosowany do takich operacji. Po minucie, która dla Malagora trwała godzinę, w końcu dotarł do białego futra przebłyskującego z zakrwawionych wnętrzności. Ręce aż drżały od intensywnego wysiłku. Wszystko się lepi od krwi i posoki, ale widać fragment źrebaczka, chyba jego plecy, albo zad.

Zwierzoludź wsadził łapę do środka i od razu wyczuł że to był zad zwierzątka, mógł złapać za ogon!

Jednak chwycił łapami zad kucyka. Ciągnął silnie, będąc pod wpływem emocji. Czuł pod palcami nieprzyjemne uczucie przestawiających się kości. Jak ciemiączko u dziecka, lub jak kontuzjowana rzepka na kolanie. Nie zwiastowało to dobrych nowin. W końcu wyciągnął zwierzątko. Było bezwładne jak szmaciana lalka. Lalka niedawno żywa o kształcie białego źrebaczka o niebieskim ogonie i grzywie. Nie oddychał. Jego miednica była zniekształcona. Można było policzyć żebra, i nie było takiej samej ilości żeber po prawej jak i po lewej stronie. Kucyk miał zamknięte oczka i twarz zastygłą w bólu. Widział na wyrazistej twarzy ból, strach i smutek, rezygnację. Jego nos wypełniony był płynem. Ciało było bezwładne, zimne, nie oddychało.

Malagor Wielorogi kładąc źrebaka na plecach wyraźnie widział, że część jego klatki piersiowej była przekręcona i  faktycznie brakowało mu żeber. Jakby jedno z żeber zniknęło w środku malutkiego ciałka. Miednica byłą przesunięta na bok, nie skrzywiona, przesunięta, jakby nie była połączona już z kręgosłupem. Uciskał serce malutkiego konika dwoma grubymi palcami. Za każdym uciśnięciem miał nadzieje, że bezwładna szamotanina ciałka konika będzie jednak jego własnym ruchem pełnym życia. Ale nie... nie udawało się. Próbował długo, ale wiedza na temat zwierząt mówiła mu, krzyczała wręcz do niego, że to daremne. Silne mięśnie węża zadbały, by posiłek spokojnie przemieszczał się bez żadnego ruchu.

Zrezygnowany odłożył zwłoki na ziemię. Westchnął przytłoczony surowym prawem natury. Rozciął węża dalej, aż napotkam resztę małych istot, które już bez uczuć, otępiony stratą źrebaka, wyrzucił nożem na ziemię. Te wnętrzności węża, które mógł, także wyrzucał na ziemię. Trzy jeszcze drobne ciałka. Tak samo małe, tak samo kiedyś przeurocze. Nie mogły nawet zaznać radości życia. Brązowy o czarnej grzywie i ogonie. Żółty, ale już bez ogona i grzywy. I na końcu pomarańczowy i  fioletowy, ale tylko kolory pozostały, bo same drobne ciałka były zniekształcone, że aż niedobrze było patrzeć.

Resztę węża zwiną jak linę i przywołał Qantagę i Vorazuna długim, smutnym gwizdnięciem. Wracał do jaskini, po drodze otrzepując się z igieł, krwi, i wszystkiego co przylgnęło. Oczywiście wytarł nóż o ziemię, by był względnie czysty i zabrał ze sobą oszczep.

Malagor był bardzo ponury i wyczerpany psychicznie.

@Kadmun Ogniooki

Krasnolud zdążył ściąć i obrobić tylko jedno drzewo, zanim przybył z powrotem zwierzoludź. Jeżeli naprawdę chcą coś zbudować, będą musieli przekonać się do użycia innych materiałów, jak wysokie jak drzewa grzyby.

No ale przynajmniej udało mu się przygotować jeden pełen pozbawiony kory i gałęzi.

@Wszyscy

Psy przybiegły przed jaskinie do Malagora. Sam Malagor wyglądał, jakby mu przybyło kilka lat. Był upaćkany w błocie i krwi. W ręku trzymał skórę z węża. Najwyraźniej to właśnie ten wąż był przyczyną aktualnego stanu Wielorogiego. Psy podeszły do swego Pana i skomląc i liżąc go starały się go podnieść na duchu. Wspaniałe zwierzęta. Wyczuwały nie udrękę Pana i chciały go pocieszyć. Gdy Malagor się pozbierał, to psy zaczęły weselej szczekać i odbiegać co chwile od niego.

Ich zachowanie było jednoznaczne. Znalazły coś ciekawego. Chcą, by ich Pan poszedł z nimi zobaczyć co znalazły.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by kastyl on Pią Lut 23, 2018 1:28 am

W czasie, w którym Malagor oraz Kadmun byli zajęci, Lei dalej eksperymentowała z okolicą. Skupiła się tym razem na grzybach, porośniętych drzewach oraz innych wynalazkach. Taktykę obrała podobną, z tym że do odnóżopodobnych drzewach wpierw wysyłała jakiś przedmiot w ich zasięg. Ot tak dla bezpieczeństwa. A, wykroiła też część mięsa z głowy, coby można była sprawdzić czy jadalne. chciała zabrać tez kieł, ale darowała sobie na początek. Może stand Żaka byłby pomocny do ociosania kła.

Wracając poszukała pijawki i namagnesowałA ją. Następnie pociągnęła ją za sobą, żeby dalej ją zbadać. Pociąć, czy coś.

Gdy już uporała się ze swoimi znaleziskami, wróciła do grupy.
- Ej, a ktoś pomyślał o tym, że te zwierzęta maja niebieska krew? Nie będą jakoś trujące czy coś?

avatar
kastyl

Liczba postów : 22
Join date : 02/03/2014

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Pią Lut 23, 2018 5:23 pm

@LEI

Lei odkroiła kawałek mięsa z czaszki dzika. Przyszłość ukaże jej zastosowanie. Mięso było sinego koloru. Nie miała żadnego pojemnika, więc musiał trzymać mięso w ręce.

Znalazła kolejną larwę po zniszczeniu innej organicznej konstrukcji. Krew była tym razem fioletowa. Po chwili namagnesowana, wijąca się rozpaczliwie larwa krążyła wokół Lei.

"Drzewa" był przeróżne. Najmniej było normalnych, najwięcej było olbrzymich grzybów. Czasami trafiły się jakieś organiczne wynalazki, czy "odnóża owadów"



No przeróżne. Chociaż najbardziej różnorodne były grzybowe drzewa. Jedna były twarde jak drewno, inne jak szkło, jeszcze inne miękkie jak zwykłe grzyby.

Rozglądając się wokoło Lei widziała wiele różnych kompozycji.







To wszystko byłe po prostu piękne. Można było zapomnieć, że jest się w środku dziczy w zupełnie obcym świecie pełnym nowych chorób, niebezpieczeństw i potworów.

Gdyby się uprzeć, to i niektóre grzyby, czy też insektoidalne wypustki można użyć jako budulec. Te wypustki krwawiły na żółto i drgały konwulsyjnie, gdy były ranione.

avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Wojtek on Pon Lut 26, 2018 1:49 am

Zrezygnowany Malagor nie mógł sobie pozwolić na samolubność. Psy są jak dzieci, przyjaciele i rodzice naraz. Trzeba się nimi zajmować i je rozumieć. Tak więc Malagor otrząsł się z brudu jeszcze raz i potruchtał za psami. Machnął jeszcze tylko grupie by kontynuowali, cokolwiek robią...
avatar
Wojtek

Liczba postów : 39
Join date : 31/01/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Wto Lut 27, 2018 5:22 am

@Malagor

Psy poprowadziły przez bagna zwierzoludzia. Po przejściu około ćwierć kilometra, Malagor dostrzegł zadziwiającą strukturę.

Przed nim znajdował się szkielet ogromnej istoty. Ciężko było poznać, czego dokładniej to była istota, ponieważ ktoś wykorzystał ją jako dom. Zauważalna była ogromna klatka piersiowa, która była wysoka na trzy metry i zajmowała około 70 metrów kwadratowych. Ktoś dodatkowo przestrzenie między żebrami wypełnił cegłami, gliną i zaprawą. Ktoś próbował mieszkać w tym czymś. I być może nadal mieszka, ale ciężko się upewnić, bo wszystko była zamurowane i widoczne była tylko ciemność przez dziurawe, przegniłe drzwi.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Pią Mar 02, 2018 11:36 am

Mimo wszytko zadowolony ze swoich wysiłków Kadmun usiadł na ściętym pniu i w spokoju nabił swoją fajkę, krytycznie spojrzał na tytoń, a ten od razu zaczął się tlić. Miał nieprzyjemny posmak, ale pobudzał i zmniejszał zmęczenie. Gdy usłyszał pytanie Lei lekko się uśmiechnął:

- Ja mam niebieską krew! Podczas pracy w kopalnii nawdychałem się pyłu srebra i od tego moja skóra zrobiła się taka srebrzystoszara, zaś krew niebieska. Może gdzieś w okolicy jest złoże srebra i to przez nie te bestie też mają taką krew... toteż nie ma czego sie obawiać, nie będzie trująca, a nawet jeśli to porządne wygotowanie niszczy trucizny, choroby i pasożyty, przynajmniej tak moja żona mówiła gotując szczury na obiad he he he... - zaśmiał się nieco na wspomnienie starych czasów, teraz wydawały się być odleglejsze niż zwykle.

Jednak brodacz tknięty myślą o gotowaniu postanowił przygotować ognisko, drewno już miał, ułożył byle jaki stosik, po czym gapił się na nie tak długo, aż w końcu stanął w płomieniach, trochę się przy tym zasapał, ale był zadowolony z efektu.

- No dobra - zwrócił się do Lei i Żaka bo zwierzolud już poszedł - to wy pilnujcie ognia, będzie robił za punkt orientacyjny dla mnie i Malagora - ja pójdę przyjrzeć się tej skalnej ścianie, zobaczę czy da nam jeszcze jakieś schronienie oprócz naszej "pierwszej jaskinii"

Jak powiedział tak zrobił. Jednak zanim poszedł na przechadzkę to nabił swój muszkiet, po czym z taką bronią w garści ruszył na zwiad. Oprócz broni miał oskard, dwa sztylety i manierkę z wodą. Następnie przeszedł sie wzdłuż skalnej ściany, od czasu przyglądał się poszczególnym pęknięciom, a nawet próbował je nadkruszyć swoim oskardem. Szedł tak długo póki widział płomień ogniska, gdy zniknął mu z oczu, natychmiast zawrócił. Po czym powtórzył zwiad, ale w drugą stronę skalnej ściany.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Pią Mar 02, 2018 3:18 pm

Krasnolud szedł wzdłuż ściany. Mógł tylko wybrać stronę, którą szedł zwierzoludź, bo druga strona była zbyt gęsto zalesiona by małe ognisko wystarczało jak punkt nawigacyjny. Mijał różne organizmy. Jego buty zatapiały się w błotnistej ziemi, lub w krwawiącej masie. Szedł jakieś 100 metrów, dopiero wtedy był na granicy widoczności ogniska. Dalej niż 100 metrów nie mógł przejść.

Po drodze zobaczył jedynie wąskie pęknięcie w ścianie skalnej. Jakby ruchy ziemi rozerwały górę. Wewnątrz dostrzegł i wywąchał węgiel. Jednak najpierw trzeba będzie poszerzyć pęknięcie.

Coraz częściej wokół niego krążyły różne owady. Duże, małe, wielkie skurwysyny wielkości pięści. Kiedy takiego jednego roztrzaskał na szyi, to aż oblała go posoka, tak jak kiedyś jedno z jego dzieci dla żartu wylało na niego kubek wody, gdy on nabijał sobie tytoń. Potem dla żartu Kadmun sprał oseska, że nie mógł siedzieć. Dobre czasy. Miło tak powspominać.

Nagle rozległo się jęknięcie, a potem warczenie.

Kadmun odwrócił się błyskawicznie w stronę źródła.

Ku niemu skradał się wilk. Normalnie zaatakowałby z zaskoczenia, ale w momencie wybijania się ku szyi, jego tylko łapy zatopiły się w grząskim gruncie. Krasnolud miał szczęście. Bydle wyglądało osobliwie:



Tak. Wilk z drewna pokryty fioletowym grzybem czy porostem czy cholera to wie. Jedynie 2 metry od niego.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Wojtek on Pią Mar 02, 2018 5:04 pm

Malagor jak tylko mógł najciszej podszedł do ściany przy drzwiach konstrukcji i nasłuchiwał czy czasami ze środka nie wydobywają się jakieś dźwięki.
avatar
Wojtek

Liczba postów : 39
Join date : 31/01/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Pią Mar 02, 2018 9:26 pm

Malagor podchodził cicho, ale psy były innego zdania. Szczekały, bawiły się, węszyły i bezceremonialnie wlazły do środka. Gdy Zwierzoludź podszedł bliżej, poczuł zapach padliny i nawozu. Na i usłyszał, jak jego psy wesoło tarzają się w tym wszystkim.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Nie Mar 04, 2018 1:18 am

Brodacz warknął gniewnie, o mało co nie został wzięty z zaskoczenia! Na szczęście miał nabity muszkiet w garści, toteż tylko go wycelował w kadłub potwora. Normalny człowiek w tym momencie musiałby jeszcze podpalić lont, ale nie Kadmun, dzięki swojemu darowi, mógł "w myślach" objąć niedawno ubity proch i go podpalić go samą swoją myślą. Ćwiczył to wielokrotnie, toteż zrobił to w mgnieniu oka. Po oddaniu strzału od razu odrzucił muszkiet i wyszarpał zza pasa swój stalowy oskard gotów do dalszej walki z "drzewowilkiem" gdyby strzał z broni palnej nie położyłby go na miejscu.

W tym momencie alkohol krążący w jego żyłach i niedawno wypalony tytoń skutecznie tłumiły strach przed nieznanym paskudztwem. Teraz dla brodacza liczyło się tylko zniszczenie nieznanej mu istoty i chęć wykazania się przed innymi.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Nie Mar 04, 2018 7:44 am

"W tym momencie alkohol krążący w jego żyłach i niedawno wypalony tytoń skutecznie tłumiły strach przed nieznanym paskudztwem. Teraz dla brodacza liczyło się tylko zniszczenie nieznanej mu istoty i chęć wykazania się przed innymi."

Heh. Uczycie się.


Strzał był głośny. Huknęło aż drżały drzewa.

Wszyscy. WSZYSCY wiedzieli, że teraz mogli zostać celem. Ujawnili swoją obecność. Być może niedługo odwiedzi ich kolejny dzik, być może niedługo ktoś zostanie wysłany na zwiad, by sprawdzić, co to był za huk. No mniejsza. Teraz jest inna rzecz do martwienia się.

Strzelec był bardzo blisko, więc strzelił prawie jak z przyłożenia. Bron odskoczyła tak mocno, że krasnolud puścił ją, nawet nie musiał jej odrzucać. Stracił kilka sekund na ogarnięcie, co się stało, ale w końcu sięgnął po oskard.

Wilk dostał kulą w swój lewy bark. Lub wilczy jego odpowiednik. Poleciały drzazgi, w powietrzu uniósł się zapach ścięta drzewa, grzybów. Dodatkowo buchnęły zarodniki. Nawet usłyszeć można było coś podobnego do roztrzaskanego szkła.

Krasnolud nie czekał długo. W mig skoczył w stronę łba by wbić oskard. Jednak potknął się. Nie. To jedna z jego stóp zapadła się w jakiś grząski grunt, gdy odwracał się do wilka. To wystarczyło. Zwierze skoczyło. Krasnolud instynktownie zasłonił szyję ramieniem. Wilk wbił się w przedramię. Zęby z łatwością przebiły wełnę i wbiły się w ciało. Buchnęła krew. Po chwili cały rękaw zmienił kolor na czerwony. Szczęście w nieszczęściu, wilk był teraz w zasięgu oskarda.

Krasnolud łupał. Łupał wilka jak w rudę miedzi. Wbijał ostrze, przekręcał, aż odskoczył kolejny drewniany element. Trwało to może z 30 sekund. Ale dla nich było to jak minuty. W końcu rozczłonkował bestie na tyle, że ta się rozpadła, dosłownie. Rozpadła się na mniejsze patyczki. Tylko zostały ułamane, drewniane zęby w przedramieniu. No i ślady pazurów na kaftanie, ale po to się go nosi.

Trzeba to opatrzyć.

Ciężka rana w rękę. Krwawi
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Pon Mar 05, 2018 8:44 pm

Brodacz splunął ze złością na resztki stwora, po czym kopnął w coś co było jego głową. Dopiero wtedy dotarł do niego ból ze zranionej kończyny. Paskudna rana, ale bywało gorzej. Teraz już idąc powoli zawiesił oskard u pasa, zdrową ręką sięgnął po muszkiet i wspierając się o niego niczym laską zaczął powoli iść w stronę obozu. Przeklinając pod nosem szedł twardo w stronę ognia. W końcu przypomniał sobie, że ranne kończyny należy trzymać nas sercem, by ograniczyć krwawienie, niezbyt znał się na opatrywaniu ran, ale mogło pomóc. Toteż uniósł zranioną rękę na ile mógł mając nadzieję, że to ograniczy utratę krwi.

Wędrówka dłużyła się niemiłosiernie, jednak jedna myśl złagodziła jego ból. Znalazł źródło węgla, mają jakąś rudę żelaza. Jeśli zaczną wytapiać jako tako metal to podziemni włodarze na pewno spojrzeliby łaskawszym okiem na ich obóz.

Jednak na razie Kadmun musiał dotrzeć do ognia, z cudzą pomocą albo samodzielnie uciąć sobie kawałek bandaża (bo podobno gdzieś go mieli na wózku) wyciągnąć drewniane kawałki ze swojej rany i spróbować założyć opatrunek.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Wto Mar 06, 2018 6:55 am

Zanim Kadmun mógł wykonać dwa kroki, rozległ się trzask. Odwrócił się. To resztki drewnianego wilka. Z trzaskiem uderzały o siebie... i łączyły się!. Wilk się odbudowuje! Za 5 sekund się odbuduje!
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Wojtek on Wto Mar 06, 2018 6:12 pm

Chcąc zachować jakieś resztki bezpieczeństwa Zwierzoludź wyjął oszczep i złapał go oburącz jak włócznie. wszedł powoli do środka i huknął cicho by przynajmniej trochę uspokoić rodzinę... Po Vorazunie by się spodziewał ale Quantaga? Miał ją za tą dorosłą. Czeka ich na pewno długa rozmowa jak już będą mieli chwilę wolnego. Rozglądał się bardzo uważnie i nasłuchiwał wszystkiego co przedarłoby się przez hałas jaki robią psy.
avatar
Wojtek

Liczba postów : 39
Join date : 31/01/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Wto Mar 06, 2018 10:13 pm

Malagor już miał wejść do środka, kiedy jego trzy pupile wybiegły ze środka bawiąc się ze sobą. Były wypaćkane od łap do uszu. Całe w jakieś brei. Jak mogły się wytarzać w czymś takim, to on sam nie rozumiał. Jedynie Quantaga była w miarę czysta, tylko łapy miała brudne i trochę boki, ale to przez to, że inne psy ocierały się o nią. Vorazun był, tak samo jak drugi pies, umorusany tak paskudnie, jakby nie był psem tylko żywym kompostem. Drugi pies...

Raz, dwa, trzy... Malagor teraz zauważył, że oprócz jego dwóch psów, na polanie biegał trzeci.



I najwyraźniej był totalnie zachwycony towarzystwem. Czyżby powiększyła mu się rodzina. Nowy nabytek nie przejawiał wrogości. Wręcz przeciwnie. Nawet możliwe, że był zainteresowany Quantagą bardziej niż jako towarzysz zabaw.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Wojtek on Sro Mar 07, 2018 12:33 pm

Malagor jak zobaczył 3 zamiast 2 psów od razu uderzył mocno kopytem o glebę. " Vorazun, Quantaga! Do mnie!" Powinno to zakończyć jakże przyjemną zabawę. Nie było pewności, że owy "pies" jest zwierzęciem, mimo to, Zwierzoludź przyklęknął i wykonał gest ręką jakby zapraszał potencjalnego przyjaciela do rozmowy. Zwierze wyglądało dosyć dziwacznie... Jak połączenie psa, kota i jakiegoś owada ale sam Malagor ładny nie był to też nie było to żadną przeszkodą na drodze do szczerej rozmowy.

- Cześć Kolego. Co tutaj robisz? Wyciągnął rękę by obcy pies mógł ją w spokoju powąchać.
avatar
Wojtek

Liczba postów : 39
Join date : 31/01/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Sro Mar 07, 2018 12:51 pm

Przez chwilę Kadmun rozważał czy nie wypił za dużo i wzrok go nie myli, ale jednak nie! Paskudzctwo zbierało się z powrotem do kupy! Jeśli ołowiem i stalą nie można było tego zniszczyć, to czym? Zwątpienie zmusiło brodacza do zastanowienia się, ale odpowiedź przyszła sama. Skoro wynaturzenie jest z drewna to trzeba go zniszczyć ogniem! Jednak Kadmun zbyt dobrze znał ograniczenia swojego daru, by marnować siły na podpalenie całego stwora. Zamiast tego "uderzył" w najsłabsze punkty stwora. Czyli stawy jego nóg... czymkolwiek było to co łączyło jego "patyki" budującego jego "nogi". Najpierw skupił się na "przepaleniu pierwszego kolana" tak, żeby odpadła bestii pazuzarzsta łapa, po czym spróbował to powtórzyć z kolejnymi nogami. Raczej w ten sposób nie wykończy bestii, ale uniemożliwi jej pogoni za nim.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Faust on Czw Mar 08, 2018 8:48 am

@Wojtek

Zwierze nie interesowało się ręką zwierzoludzia. Bestia przybiegła na wezwanie i usiadła obok Quantagi. Imitowała zachowanie psów. Quantaga przybrała formę "baczności", jakby czekała polecenia. Nieznany stwór uczynił to samo.

Malagor mógł wyczuć od bestii radość, podekscytowanie, może nawet zainteresowanie Quantagą. Nie wyczuwał wrogości, strachu, niepokoju czy stresu.

Nagle rozległ się huk. Zwierzęta poderwały się zaalarmowane i okręciły łby i uszy w stronę obozowiska pionierów. Brzmiało to jak wystrzał z broni palnej. A jedynym posiadającym taką broń był Kadmun. Huk też rozległ się bliżej, niż Malagor się spodziewał. Jakby krasnolud opuścił obóz i udał się jego tropem wzdłuż klifu. Zwierzęta stał cicho. Nasłuchiwały i wciągały powietrze próbując coś zwęszyć. Oprócz nieznanej bestii, ta tylko imitowała zachowanie psów.

Huk z pewnością zaalarmował okoliczne bestie

@Kastyl i Szyszak

Huk potoczył się po obozowisku. Najwyraźniej Kadmun postanowił strzelić ze swojej broni. A ponieważ była głośna i długo się ją ładowało, to oznacza, że krasnolud znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Pewnie ma kłopoty.

Huk z pewnością zaalarmował okoliczne bestie

Dodatkowo rozległ się inny grzmot. Tyle, że z wnętrza jaskini, z której przyszli. Jakby wielkie kamienne wieko spadło z czegoś.

@Wojtek

Khatep Czarny podniósł się z sarkofagu. Wieko leżało obok. Czuł wilgotne powietrze na skórze, które szybko wsiąkało w jego ciało powodując nieprzyjemne, nieznane mu od dawna nawilżenie. Obudził go grzmot z oddali, którego dźwięk jeszcze się odbijał po ścianach jaskini. Widział światło niedaleko wyjścia, które było za ciężkimi, otwartymi drzwiami, których konstrukcja była widziana przez niego pierwszy raz. W drugą stronę za to widział ogromną plątaninę korytarzy skalnych prowadzących głębiej w kompleks jaskiń. Obok niego w sarkofagu leżał jego dwu i pół metrowy chepesz.

@Xelecient

Wilk składał się do kupy. Krasnolud skupiał moc na łączeniach. Był to dobry pomysł. Wilk nie mógł się złożyć w całość, a Kadmun nie ryzykował swoim zdrowiem. Chociaż jego krew już nie sączyła się tak bardzo, to czuł już zawroty i słabość spowodowaną jej utratą i używaniem swojej mocy. Zauważył też, że jego krew ma jakiś dziwny połysk. Wpadł na pewien pomysł. Machnął ranną ręką, co zachlapało jego niebieską krwią resztki drewnianego wilka. Po chwili użył swojej mocy i z zaciekawieniem oglądał, jak jego własna krew przewodziła ogień, jakby była łatwopalna. Nie tak łatwopalna jak alkohol czy olej skalny, ale wystarczająco by przewodzić po swojej powierzchni niewielki płomień.

Wilk nie miał szans. Jego cząstki wypaliły się. Po wszystkim pozostał jedynie łeb bestii. Gdy przestał się składać, blask w oczodołach czaszki zgasł, a drewniana czaszka pękła samoistnie na połówki rozpadając się. Na ziemi teraz leżało dziwne, pulsujące jak serce nasienie wielkości pięści. Było mieszaniną kolorów: czarnego, zielonego i brązowego. Pulsowało powoli i z każdym pulsem jakby zapadało się w ziemie o milimetr. Nie wyglądało niebezpiecznie.

Ale też nawet jeśli nasienie nie jest niebezpieczne, to pewnie okolica zaraz będzie. Wystrzał z broni palnej może zwabić inne bestie.
avatar
Faust

Liczba postów : 100
Join date : 17/05/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Xelacient on Pią Mar 09, 2018 3:07 am

Kadmun westchnął ciężko. Załatwił bestię, choć nie było to łatwe. Teraz (przynajmniej w swoim mniemaniu) był bezpieczny, jak go szkolili w obsługiwaniu broni palnej to mówili mu, że huk broni prędzej odstraszy bestie niż je przyciągnie... chociaż w sumie... co jego instruktorzy mogli wiedzieć o bestiach z powierzchni?

Zresztą to nie było ważne, ważne było to, że jest zmęczony, a musiał jeszcze wrócić do obozu i patrzeć swoją ranę. Toteż nawet nie trudził się schylaniem po dziwne nasiono. Jedną rękę miał zajętą muszkietem, a drugą miał ranną. Wobec tego zgodnie z pierwotnym planem zamierzał wrócić dojść z powrotem do ogniska i tam opatrzyć swoją ranę. Sam lub z czyjąś pomocą.
avatar
Xelacient

Liczba postów : 43
Join date : 25/11/2017

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Wojtek on Pią Mar 09, 2018 8:29 am

~Malagor

Stwór faktycznie nie miał żadnych wrogich zamiarów ani nie zdawał się groźny w inny sposób to też Zwierzoludź wstał, machnął ręką i zaczął rozglądać się za czymkolwiek przydatnym. Robił to pospiesznie wiedząc, że lepiej będzie wrócić jak najszybciej do obozu. Strzelanie z muszkietu nie było zbyt zabawne nawet jak na krasnoluda... Malagor rzucił tylko do swoich przyjaciół. "Zaraz idziemy". Nie wiedział czy pies pójdzie za nim ale szczególnie nawet się tym nie przejmował... W razie jeśli, zaopiekuje się jak swoim.

~Khatep

Zdezorientowany kolos stał chwilę i oglądał zarówno swój sarkofag jak i obie potencjalne ścieżki. Nie spieszyło mu się z powrotem do ciemności to też wyjął swój dobrze znany oręż ostrzem do dołu, lewą ręką a prawą zasunął wieko sarkofagu. Rozejrzał się jeszcze raz, złapał na wystającą część sarkofagu, która miała być koroną Królów i pociągnął go za sobą w drodze do światła. Sarkofag był ciężki choć warty targania. Khatep nie miał zbyt wielu wspomnień a jedno z nielicznych było związane właśnie z suchym i przyjemnym snem w sarkofagu.
avatar
Wojtek

Liczba postów : 39
Join date : 31/01/2018

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wyjście na powierzchnie [temat startowy]

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach